Reklama
Reklama

Tak, zmieniam zdanie, mam do tego prawo!

Tak, zmieniam zdanie, mam do tego prawo! fot. istock.com

Bez wyrzutów sumienia, bez wahania… czy zawsze masz prawo do wykonania wolty? Nawet jeśli niektóre konsekwencje zmiany decyzji są dużo poważniejsze od innych?

Zdarzyło ci się zamówić: „Mohito, albo nie, jednak Pina Coladę”, żeby ostatecznie jednak wrócić do Mohito...? Wyjść z Zary z najmodniejszym łupem pod postacią krótkiego koronkowego topu, który zwracasz następnego dnia, kupując zamiast niego romantyczną bluzkę z aplikacją?

Na szczęście narażasz się wyłącznie na westchnienia sprzedawczyni i ewentualne żarty ze strony twoich znajomych przy barze. Niestety, często to dużo bardziej skomplikowane. Na przykład: odwołanie w ostatniej chwili spotkania z przyjaciółką, a tym samym zburzenie jej planów na sobotni wieczór? Zwłaszcza, jeśli wiesz, jak bardzo chciała się komuś wyżalić po kolejnym rozstaniu z facetem... To już trudniejsze.

 

Czy nie mogłaś się namyśleć wcześniej, skoro umawiałyście się już tydzień temu? Problem w tym, że wtedy naprawdę chciałaś się spotkać i umawiałaś się z entuzjazmem, ale jesteś tu i teraz i właśnie w tej chwili nie masz na to najmniejszej ochoty.

Jak skutecznie podejmować decyzje?

Co powinno wziąć górę: twoje wewnętrzne JA, czy poczucie lojalności wobec przyjaciółki? – Intuicja to droga serca, w którą bardzo wierzę w kontekście życia pełnią. Branie odpowiedzialności za siebie, swoje decyzje i działania to jedna z podstawowych zasad życia w zgodzie ze sobą. Jednak warto pamiętać o czynach i ich konsekwencjach, nie tylko dla nas, ale też naszego otoczenia – mówi Vesna Lorenc, coach tożsamości i trener międzykulturowy. – Mamy prawo do zmiany każdej decyzji. Bo czym jest to prawo i kto ma nam je zagwarantować, jeśli my same nie damy sobie na nie przyzwolenia? Natomiast, co do chwili podejmowania decyzji – to punkt umowny i często newralgiczny. Ważne jest, by zadbać o siebie, ale też mieć świadomość konsekwencji. Dlatego warto pracować nad umiejętnością podejmowania decyzji i swoją asertywnością. Czyli mam prawo być i działać w zgodzie ze sobą i własnymi wartościami, wiem, gdzie jest moja granica, ale pamiętam też o innych. Zwiększamy wtedy swoje szanse na omijanie trudnych i niejednoznacznych sytuacji... A co, jeśli zmiana zdania pociąga za sobą pasmo dręczących wyrzutów sumienia? – Wyrzuty sumienia mogą być dla nas ważnym sygnałem. Są podpowiedzią – odpowiada Vesna. – Warto oddać się refleksji i zastanowić, czym są spowodowane? Czy niewiarą w słuszność swojej decyzji czy obawą przed opinią innych. Powodów może być kilka. I tylko my same – ewentualnie za pomocą coacha, terapii, rozmowy z życzliwą osobą – możemy znaleźć na nie odpowiedzi Pomoże to pogłębić samoświadomość i lepiej poznać siebie. Kiedy umawiałaś się z przyjaciółką, byłaś w kwitnącym nastroju, gotowa wyciągnąć ją z najgorszego dołka. Dziś ty masz kryzys, wiele spraw wydarzyło się po drodze, które wpłynęły na zmianę decyzji. To nie usprawiedliwienie, ale fakt. Decyzja zawsze należy do ciebie. Zanim ją podejmiesz, poznaj bilans zysków i strat dziewczyn, które w różnych sytuacjach zdecydowały się na nagły zwrot o 180 stopni.

ZREZYGNOWAŁAM Z MAŁŻEŃSTWA... W DNIU ŚLUBU

Marta 33, lata: „Chodziłam z Kamilem od jakiegoś czasu, ale nigdy nie planowałam z nim ślubu, nie rozmawialiśmy o przyszłości, dzieciach. Było super, wszyscy moi znajomi i rodzina go uwielbiali, bawiliśmy się świetnie. Dlatego, kiedy pewnego dnia spontanicznie mi się oświadczył, powiedziałam „Tak”. Od tego momentu wpadłam w jakiś dziwny wir, nie miałam czasu na refleksję, wszystko działo się tak szybko: rodzina szalała z planami wesela, przyjaciele pomagali nam w jego organizacji. Miałam momenty zawahania, ale skoro powiedziałam „Tak”, nie zmienia się decyzji o małżeństwie „ot tak”, prawda? Sprawy zaszły już zresztą za daleko: zarezerwowana sala, wysłane zaproszenia, uszyta suknia. Noc przed ślubem całą przepłakałam. Kamil myślał, że to stres i emocje, a ja nie miałam odwagi powiedzieć mu, że nie wyobrażam sobie całego życia u jego boku. Naprawdę sobie tego nie wyobrażałam. To nie scena z łzawego filmu, ale dopiero w Urzędzie Stanu Cywilnego powiedziałam: „Nie”. Właściwie to usłyszałam jak mówię, to stało się instynktownie. Najpierw wszyscy myśleli, że to żart, musiała minąć dłuższa chwila, zanim do wszystkich dotarło. Później była rozpacz, łzy, słowa Kamila, których nigdy nie zapomnę... Czas „po” był straszny. Wszyscy oskarżali mnie o skrajną nieodpowiedzialność i egoizm. Dotknęły mnie też konsekwencje finansowe. Do dziś nie wiem, skąd wzięłam w sobie siłę, żeby powiedzieć tamto „nie”. Jasne, mogłam wziąć ślub i chwilę później się rozwieść. Zrobiłam, co kazało mi serce. Dla siebie. I nie żałuję”.

ZŁOŻYŁAM WYMÓWIENIE, A CHWILĘ PÓŹNIEJ ZDAŁAM SOBIE SPRAWĘ, ŻE CHCĘ ZOSTAĆ W SWOJEJ PRACY

Sylwia, 29 lat: „Po dwóch latach pracy w firmie złożyłam wymówienie. Byłam rozgoryczona, znudzona, uważałam, że nikt mnie nie docenia i nie mam szans na rozwój. Byłam dumna z podjęcia tej odważnej decyzji. Tylko, że pozostał mi jeszcze do przepracowania okres wymówienia. I wtedy nagle zaczęłam na wszystko patrzeć inaczej: spostrzegać rzeczy, których będzie mi brak i których będę żałować, a nie tylko te, które mnie irytują. Z dnia na dzień traciłam przekonanie o słuszności mojej decyzji, ale „kości zostały rzucone”, papiery podpisane i dostarczone do kadr. Wyobrażałam sobie reakcję kolegów i komentarze, gdyby się dowiedzieli, że chcę zmienić zdanie. Co gorsze – moje upokorzenie, kiedy proszę o cofnięcie papierów i przyjęcie mnie na dawne stanowisko. Ale zrobiłam to! Dwa tygodnie przed końcem okresu wypowiedzenia zapukałam do drzwi szefa i powiedziałam mu prawdę. Miałam duszę na ramieniu, bo nie wiedziałam, czy nie znalazł już kogoś na moje miejsce. Ryzykowałam ośmieszenie się, ale nie miałam nic do stracenia. I udało się. Do dziś dnia pracuję w tej samej firmie, a minęły już kolejne 3 lata. W międzyczasie awansowałam, a złośliwe komentarze i plotki na mój temat dawno ucichły”.

MIAŁAM LECIEĆ DO INDII Z KOLEŻANKAMI I ZAWRÓCIŁAM Z LOTNISKA

Brygida, 27 lat: „Zawsze skrycie marzyłam o podróży do Indii. Kiedy więc dowiedziałam się, że moje dwie koleżanki zaplanowały wyjazd, bez wahania postanowiłam do nich dołączyć. Kupiłyśmy bilety. Wylot za miesiąc. Miałyśmy czas, żeby spotkać się jeszcze kilka razy i zaplanować szczegóły. Podczas tych organizacyjnych spotkań czułam już, że nie tak wyobrażałam sobie to wszystko, zaczęłam także mieć wątpliwości, czy wybrałam sobie właściwe towarzyszki podróży... Czas mijał nieubłaganie, pakowałam walizki i jednocześnie biłam się z myślami, czując narastający wewnętrzny sprzeciw. W dniu wylotu obudziłam się z przekonaniem, że nie chcę z nimi lecieć. Do dziś nie wiem, jakim cudem znalazłam w sobie na tyle odwagi, żeby spotkać się jednak z dziewczynami na lotnisku. Już w taksówce wymyśliłam gigantyczne kłamstwo: ‘Mój tata miał wypadek i trafi ł do szpitala, nie mogę go zostawić, to zrozumiałe...’. Czułam się podle, ale przynajmniej wierzyłam, że nie uraziłam koleżanek...”.

ZDAŁAM NA MEDYCYNĘ I RZUCIŁAM STUDIA

Kinga, 26 lat: „Już w przedszkolu, kiedy zadawano mi pytanie: ‘Kim chcesz być, kiedy dorośniesz?’, odpowiadałam: ‘Lekarzem!’. Rodzice zawsze kibicowali temu wyborowi i utarło się nawet, że mówili o mnie żartobliwie: Nasza Pani Doktor. W szkole i w liceum nie miałam żadnych wątpliwości, wiedziałam, że będę zdawać na medycynę. I tak też zrobiłam. Po zaliczeniu pierwszego roku uznałam, że zasłużyłam na ekstrawakacje i razem z przyjaciółką ruszyłyśmy z plecakiem na tour po Polsce. Trafiłyśmy do Kazimierza nad Wisłą, gdzie trwał właśnie festiwal filmowy. Wspaniali ludzie, świetna atmosfera, gorące nocne rozmowy o filmie i sztuce... Zakochałam się w tym świecie, tak innym od tego, który poznałam na medycynie. Już we wrześniu wiedziałam, że nie wrócę na studia, bo... chcę zdawać do szkoły filmowej! Najbardziej jednak bałam się reakcji rodziców. Wiedziałam, że jeśli się dowiedzą, to będzie dla nich szok. Zwlekałam ze spotkaniem i knułam nawet plan, żeby zataić przed nimi moją decyzję. Nie dawało mi to jednak spokoju i w końcu wszystko im opowiedziałam. W pierwszej chwili rzeczywiście byli oszołomieni i potraktowali to jako wakacyjny kaprys, ale postawiłam na szczerość i opowiedziałam im o moich emocjach, obawach, marzeniach. Rozmawialiśmy długie godziny i w końcu pogodzili się ze zmianą moich życiowych planów. Dziś wiem, że zawsze trzeba odważnie podążać za swoimi marzeniami, ale równie istotna w życiu jest bezwzględna szczerość w stosunku do bliskich. Tylko wtedy mogą nas oni wspierać na każdej ze ścieżek, którą pójdziemy. Nawet, jeśli w pierwszej chwili przestraszą się, sądząc, że zmierzamy na manowce.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama