Reklama
Reklama

Czy możesz zmienić swoje życie w 15 minut?

Czy możesz zmienić swoje życie w 15 minut? fot. istock.com

Katarzyna Lemanowicz

18kwietnia2019

Kwadrans. Wystarczy, by zmiksować sobie smoothie? Tak. Wysłać maila do przyjaciółki? Jak najbardziej. A zmienić swoje życie? To też. Nie ma na co czekać.

Marzyłaś kiedyś, żeby mieszkać w czystym domu, wychodzić z pracy o ludzkiej porze i gotować sobie codziennie zdrową kolację? Pewnie tak. Ale to trudne. Praca, facet, fitness, odrobaczanie kota, przeceny w H&M, Facebook… Tyle rzeczy do zrobienia, a doba ma tylko 24 godziny, a tydzień tylko siedem dni. Jednak Caroline Buchanan w książce „The 15 Minute Rule: How To Stop Procrastinating And Take Control Of Your Life” przekonuje, że da się ogarnąć rzeczywistość – skutecznie i prawie bezboleśnie. Pomysł jest taki, że wyposażona w timer kuchenny wybierasz jedno zadanie, któremu poświęcasz sto procent swojej uwagi. Ignorujesz wszystko inne, dopóki timer nie zadzwoni. Potem, nawet jeśli chcesz kontynuować, przerywasz.

DZIEŃ 1 ZACZNIJ DZIAŁAĆ

Piętnaście minut, żeby zmienić swoje życie? A do pomocy mam tylko minutnik kuchenny? Brzmiało zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwe. Tym bardziej, że ciągle coś mnie rozprasza: maile, SMS-y, uaktualnienia na Instagramie... No dobra, do rzeczy. Największe wyzwanie dla mnie to właśnie koncentracja. Na przykład teraz: zamiast ruszyć do roboty, zaczęłam myśleć o tym timerze. Moje palce niespokojnie poruszają się po klawiaturze, by znaleźć w sieci najbardziej hipsterski timer świata. Bez niego nie mogę zacząć. Na szczęście, zanim kliknęłam „do koszyka”, przypomniałam sobie radę Buchanan: „Nie trać energii na zbędne rzeczy i zacznij działać”. No dobra, nie tracę. Użyję budzika w smartfonie. Proste. A teraz trudniejsze: moje finanse. Spędzają mi sen z powiek. Boję się sprawdzić stan mojej karty kredytowej i podejrzewam, że debet wykorzystałam na maksa. Powinnam zalogować się do banku i coś postanowić w tej kwestii. Na przykład rozłożyć spłatę karty na raty. Albo założyć subkonto i zacząć oszczędzać, żeby potem z tych oszczędności spłacić długi. Albo zająć się podatkami. Im szybciej wypełnię PIT-a, tym prędzej dostanę zwrot podatku, który przeznaczę na spłaty długów. Zrobię to w jakiś wolny wieczór – obiecałam sobie już miesiąc temu. I ten wolny wieczór, tak, zgadłaś, nie nadszedł. Ale Caroline Buchanan jest twarda: jeśli coś cię przeraża, tym bardziej poświęć temu kwadrans swojej niczym niezmąconej uwagi. Ruszam więc do boju. Włączam budzik i komputer. Loguję się na konto i sprawdzam historię karty. Żadnych SMS-ów ani herbatek – czysta praca. Szybko ustalam, na co wydaję najwięcej pieniędzy (jedzenie na wynos, gdy nie chce mi się zapakować lunchu do pracy). To cenna wiadomość, z którą na pewno coś zrobię. Dowiaduję się też, jak mogę rozłożyć dług na raty i ile płaciłabym wtedy odsetek (mniej niż teraz). Dzwonię do banku, a zaraz potem dzwoni budzik w smartfonie. Jestem dumna, że przełamałam swój lęk. Robię sobie herbatę, zaglądam na Twittera i jestem gotowa na kolejną piętnastominutową sesję. Wciągnęłam się.

DZIEŃ 2 ZMIEŃ ZWYCZAJE

Dzisiaj może być gorzej. Chcę zerwać ze starym przyzwyczajeniem. Biegam i uwielbiam długie dystanse, podczas których mój umysł wędruje, gdzie chce. Nowe reguły gry mówią jednak, że wolno mi zrobić tylko krótki trening. Naukowcy potwierdzają słuszność tej koncepcji: intensywny trening interwałowy skuteczniej poprawia kondycję i dodaje sił. Profesor Jamie Timmons z Loughborough University, który pracował z dr. Michaelem Mosleyem (tym od diety 5:2), odkrył, że krótkie treningi zwiększają wydolność serca i płuc i obniżają ryzyko cukrzycy. Ale, jak sądzę, nie są tak przyjemne, jak moje 45 minut joggingu, które oczyszczają umysł ze śmieciowych myśli. Przebieram się i wychodzę z domu. Po rozgrzewce, skaczę na skakance, pięć razy wbiegam i zbiegam z górki, dodaję serię sprintów i po 20 minutach jestem już w domu, pod prysznicem. Trochę mi żal, że nie miałam czasu przemyśleć moich problemów i ustalić, w co się ubiorę w piątek wieczorem, ale przez resztę dnia czuję się, mentalnie i fizycznie, bardziej rześka. Tak, jakby i zmysły, i umysł wyostrzyły się.

DZIEŃ 3 PRZEMYŚL DIETĘ

Powoli przekonuję się do „metody 15 minut”, więc przenoszę ją na inne obszary życia. Na przykład na moje zwyczaje dietetyczne. Mam skłonność do podjadania w ciągu dnia. Najchętniej niezdrowych snacków. A czasem zdrowych, ale i tak mocno kalorycznych i niepotrzebnych. Postanawiam, że za każdym razem, gdy najdzie mnie apetyt na przekąskę, odczekam kwadrans. Jeśli po tym czasie wciąż będę miała ochotę coś zjeść – zjem. Ale na ogół nie mam ochoty. Okazuje się też, że 15 minut wystarcza, by przyrządzić kolację. Podsmażam w woku gotową mieszankę warzyw, dorzucam makaron sojowy (wymoczony wcześniej we wrzątku), polewam sosem sojowym i już. Do tej pory traciłam czas, gapiąc się bezmyślnie we wnętrze lodówki i zastanawiając, co bym zjadła. Albo przeglądając skomplikowane przepisy w necie. Nagle mam cały wieczór dla siebie.

DZIEŃ 4 PRACUJ MĄDRZEJ

Kolejna czarna chmura na moim niebie, to nowy projekt w pracy. Już dwa tygodnie czekam na natchnienie. A bałagan na biurku ma być dowodem na to, że pracuję. Albo wymówką, że nie mogę pracować, dopóki nie posprzątam. Tak, czy tak, postanawiam skończyć z prokrastynacją. Pakuję laptopa i schodzę do kawiarni. Zamawiam double espresso i daję sobie pięć minut na gapienie się na ludzi i rozkoszowanie zapachem kawy. A potem włączam budzik. Przez pierwszy kwadrans odpowiadam na maile. Potem krótka przerwa i w czasie drugiego kwadransa robię sobie burzę mózgu i zapisuję wszystkie pomysły związane z projektem. I wiesz co? Przychodzi mi ich do głowy więcej niż w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Gdy dzwoni budzik, w nagrodę zaglądam na Instagram, sprawdzić, co u Beyoncé.

DZIEŃ 5 KONTYNUUJ

Czas na kolejne wyzwanie: zioła na moim parapecie. Niektóre już uschły, innym może pomóc reanimacja. Nastawiam timer i przesadzam, podlewam, skubię zwiędłe listki. Kiedy dzwoni budzik – jest lepiej, choć nie idealnie. Przez następny kwadrans sprzątam bałagan, który zrobiłam. Kiedy budzik dzwoni drugi raz – z dumą patrzę na ocalałą bazylię. I z nostalgią żegnam melisę, która nie wytrzymała obozu survivalowego, jaki jej zafundowałam. Nastawiam budzik na kolejne 15 minut. Trening. Potem zakupy na kolację. Zrobię je w kwadrans, pod warunkiem że szybko przemieszczę się między półkami (i nie zatrzymam w dziale „słodycze”). Po kolacji funduję sobie jeszcze jeden kwadrans na ogarnięcie chaosu w szufladzie z bielizną. Ale mam power! Chyba zmienię swoje życie!

Reguła 15 minut - o co w niej chodzi?

SIĘGNIJ PO TELEFON: Nie marnuj czasu na skomponowanie maila. Zadzwoń i szybko wyjaśnij sprawę.

ZNAJDŹ CZAS DLA SIEBIE: Kwadrans wystarczy na medytację. Po prostu siedź i oddychaj, dopóki budzik nie zabrzęczy.

POSPRZĄTAJ W TOREBCE: Wyrzuć wydruki z bankomatu, stare paragony, wyschnięty tusz do rzęs i niepiszący długopis. Uwolnisz się od nadbagażu. Także mentalnie.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama