Reklama
Reklama

Kiedy komplement przeradza się w molestowanie?

Kiedy komplement przeradza się w molestowanie? fot. istock.com

Beata Dżumaga

13kwietnia2019

Czyli o seksizmie słów kilka...

Jest w prasie, w telewizji, w radiu i w internecie. Spotykamy się z nim w codziennych rozmowach i na ulicy. Stał się tak powszechny, że czasem nie zdajemy sobie sprawy, że w ogóle go doświadczamy. Seksizm wobec kobiet to rzeczywistość, w której żyjemy. Dlaczego zwłaszcza w dobie #MeToo tak wiele z nas woli udawać, że go nie dostrzega?

Dwudziestego trzeciego października 2018 roku w DDTVN poruszono temat, który przyćmił wszystkie inne. Oto na pasku informacyjnym pojawiło się pytanie: „Po co kobietom pieniądze?”. Na ten temat dyskutowały: prezenterka Odeta Moro, aktorka Joanna Jabłczyńska oraz Katarzyna Pawlikowska, ekspertka ds. zachowań społecznych. Żadna nie zwróciła uwagi na to, jak absurdalne jest to pytanie. Niestety w ostatnim czasie wydarzenia przedstawione w mediach tylko potwierdziły, że seksizm w Polsce ma się dobrze, a co gorsze, że wiele kobiet nie ma z tym najmniejszego problemu. Miesiąc przed wspomnianym odcinkiem DDTVN w Legionowie odbył się wiec wyborczy, podczas którego prezydent miasta Roman Smogorzewski publicznie mówił o kandydatkach na radne m.in. per „pani od seksu” czy „dwie napalone”. Z kolei na początku listopada 2018r. w jednym z odcinków programu „Ameryka Express” widzowie zobaczyli festiwal seksistowskich zachowań i molestowania seksualnego, w którym prym wiódł Filip Chajzer, wymuszając na obcych kobietach pocałunki w usta. Dlaczego w XXI wieku, w dobie #MeToo i kiedy (wydawałoby się) świadomość kobiet na temat tego, jakie zachowania wobec nich powinny być absolutnie niedopuszczalne, jest wyższa niż kiedykolwiek, wciąż tak wiele z nas nie widzi nic złego w ewidentnych przypadkach molestowania czy seksizmu?

Molestowanie czy komplement. Jaka jest różnica?

„W 2017 roku CBOS przeprowadził badanie pt. »Molestowanie czy komplement?«, w którym ankietowanych pytano m.in. o to, jak oceniają publiczne wyrażanie podziwu dla kobiecych części ciała (nóg, biustu, pośladków). Okazało się, że 56 proc. Polek uważa takie komentarze za komplement. 58 proc. wszystkich Polaków, bez względu na płeć, jest zdania, że w takich zachowaniach nie ma nic złego. Jeśli chodzi o uporczywe wpatrywanie się czy taksujący wzrok, 44 proc. kobiet ocenia takie sytuacje pozytywnie. Patrząc na te dane, jasno widać, jak bardzo w Polsce jest przesunięta granica tego, co uznajemy za zachowania, które nie urągają kobiecej godności”, komentuje dr Justyna Pokojska z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Ekspertka podaje też wyniki innych badań, które dowodzą, że w kwestii kariery zawodowej wciąż niektóre obszary są zarezerwowane dla mężczyzn – tak przynajmniej uważa większość Polaków. „Jeśli zaskakuje nas to, że w XXI wieku wciąż padają pytania typu »po co kobietom pieniądze«, to głos większości polskiego społeczeństwa pokazuje, że mamy bardzo jasno wyznaczone granice kobiecej i męskiej aktywności zawodowej”, komentuje. „Mówienie o tym, że kobieta też mogłaby mieć swoje własne pieniądze świadczy o tym, że nie traktujemy jej równie poważnie jak mężczyzny. Bo przecież nie zastanawiamy się, po co mężczyznom pieniądze – uważamy to za naturalne”, dodaje. I rzeczywiście, zachowanie redakcji DDTVN dzień po wyemitowaniu kontrowersyjnego materiału potwierdziło, że gdy odwrócimy sytuację, wydaje się ona absurdalna. Na pasku programu pojawiło się pytanie: „Po co mężczyznom pieniądze?”, jednak zostało ono zakończone ironicznym uśmieszkiem. „Nie powiedziałabym więc, że stacja wyciągnęła wnioski z tego zdarzenia. Poniżające jest pytać, po co niektórym ludziom pieniądze, w tym przypadku kobietom. Gdy odwrócimy sytuację, i spytamy, po co one mężczyznom, to nawet redakcji TVN wydało się to zabawne, skoro zakończyła pytanie uśmieszkiem”, komentuje Natalia Skoczylas z Fundacji Feminoteka. „Takie pytanie sugeruje, że w ogóle jest się nad czym zastanawiać. Idąc tym tropem, dalszym krokiem byłoby zastanawianie się, czy kobiety w ogóle powinny mieć pieniądze, czy wiedzą, jak nimi dysponować? I od razu pojawia się stereotypowy podtekst, że być może kobiety mniej rozsądnie lokują pieniądze, może pozyskują je w łatwiejszy sposób – to z kolei stereotyp o szukaniu bogatego męża. To niby niepozorne pytanie, ale jest ono częścią całego ekosystemu stereotypów na temat płci”, dodaje Skoczylas.

„Boys will be boys” wiecznie żywe

O ile pytanie zadane w DDTVN nie było skierowane wprost do żadnej z kobiet obecnych w studiu, o tyle niewybredne teksty, które padły na wiecu wyborczym w Legionowie zostały zaadresowane bezpośrednio do kobiet znajdujących się na scenie. Mimo to żadna z nich nie zareagowała. Mało tego, gdy sprawa została nagłośniona przez media, panie broniły zachowania prezydenta. Niedługo potem Smogorzewski większością głosów został ponownie wybrany na prezydenta miasta. Dlaczego kobiety się na to godzą? „Przypomnijmy, że większość kobiet uważa, że publiczne komplementowanie ich urody nie przekracza granicy uprzejmości. Mogą być różne wytłumaczenia takiego stanu rzeczy. Być może wiele kobiet czuje się niedowartościowanych, więc cieszą je komplementy, nawet jawnie dotykające kwestii seksualności. Taki komplement łechce też ich kobiecość, czasem zapomnianą czy wręcz wypartą z racji odgrywania innych ról społecznych (matki, żony, gospodyni). Gdy mężczyzna do niej nawiązuje, jest im miło” – mówi socjolożka. Dodaje też, że w Polsce problem molestowania seksualnego jest postrzegany inaczej niż chociażby ruch #MeToo na Zachodzie. Sytuacje, o których piszą światowe media, to w większości fizyczna przemoc seksualna, a nie molestowanie werbalne. „Porównujemy te sytuacje z naszą rzeczywistością. Myślimy o żartach, które słyszymy, odkąd tylko pamiętamy, np. z ust przysłowiowego wujka, który zawsze był żartownisiem i tłumaczyło się, że on po prostu taki jest (w krajach anglojęzycznych tego typu zachowania mężczyzn często kwituje się powiedzeniem »boys will be boys«, czyli »chłopcy już tak mają« – przyp. red.). Akceptujemy te sytuacje, ponieważ poniekąd są wpisane w naszą kulturę, w relacje damsko-męskie. Oceniamy też, że sytuacje z Zachodu są naprawdę poważne. W tamtych przypadkach dochodziło do wymuszania stosunku seksualnego, a w naszym to przecież »tylko komplement« dotyczący seksualności. Wiele kobiet w Polsce nie ma świadomości, że molestowanie to niekoniecznie naruszanie cielesności. Pewnie upłynie trochę wody w Wiśle, zanim uświadomimy sobie, że molestowanie czy seksizm mogą się przejawiać na różnych płaszczyznach egzystencji”.

Podobnego zdania jest Natalia Skoczylas, która dodaje, że zawsze najtrudniej jest reagować we własnej sprawie. „Wiadomo, z jakimi opiniami spotykają się kobiety, które reagują na różne sytuacje prokobieco. W naszym społeczeństwie słowo »feministka« wciąż jest uznawane za obraźliwe, takie kobiety są nazywane histeryczkami, wmawia się im, że nie mają poczucia humoru itp. Seksistowskie »żarty« są na porządku dziennym. Spytałabym, dlaczego na wiecu wyborczym nie reagowały tylko kobiety, ale także mężczyźni? Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby zareagowali wszyscy, ale trudno jest być osobą, która zrobi to pierwsza. Szczerze mówiąc, brak reakcji ze strony obrażanych kobiet wcale mnie nie dziwi”.

„Panie w szoku, zadanie zaliczone”

Jednak największym echem wśród ostatnich przypadków seksizmu w mediach odbił się 10. odcinek programu „Ameryka Express”. Jednym z zadań postawionych przed uczestnikami było pocałowanie w usta trzech osób płci przeciwnej. Już sam fakt, że takie zadanie w ogóle miało miejsce, jest niezwykle kontrowersyjny, ale o tym za chwilę. Uwaga większości mediów i internautów skupiła się przede wszystkim na sposobie, w jaki do zadania podszedł Filip Chajzer. W przeciwieństwie do innych uczestników (z wyjątkiem Tomasza Karolaka, który zachował się podobnie do dziennikarza TVN), Chajzer robił wszystko, by wymuszać na obcych kobietach pocałunki – bez ich zgody. „Po prostu waliłem, pyk, pyk, dziękuję, do widzenia. Panie w szoku, nawet nie wiedziały, co się stało, zadanie zaliczone, a ojciec się zabiera: »senora, senorita«, tak się czai, one przed nim uciekają”. Tak swoją taktykę na zaliczenie zadania opisywał przed kamerami Filip Chajzer, któremu w programie partnerował ojciec, Zygmunt. Wielu widzów oburzył już sam fakt, że w „Ameryka Express” jednym z zadań było molestowanie seksualne. W tym miejscu należy postawić pytanie, jakim cudem ktoś podjął decyzję, że ma zostać wykonane, sfilmowane i pokazane milionom widzów? „Jest to szczególna sytuacja telewizyjnego show i oczywiście takie programy rządzą się swoimi prawami, a wszystko po to, by zapewnić sobie oglądalność”, komentuje Justyna Pokojska. „Jednak, kiedy wypowiadamy się publicznie, jest arcyważne, aby formułowany przekaz był dobrym przykładem, a nie złym. Jeśli dotykamy tak ważnej kwestii jak traktowanie kobiet podmiotowo, a nie przedmiotowo, to ze szczególną uwagą powinniśmy przyglądać się planowaniu takich akcji”. Natalia Skoczylas dodaje: „Ta sytuacja dobitnie pokazuje, że mimo ruchu #MeToo molestowanie seksualne wciąż nie jest rozpoznawane. Przecież zanim ten odcinek trafił na wizję, ktoś najpierw napisał jego scenariusz i go zatwierdził. A jednak wszyscy uznali, że nie ma w tym nic złego. Komunikatu wydanego przez TVN po wybuchu skandalu też nie można uznać za przeprosiny. Producenci programu powinni przeprosić za zaistniałą sytuację i przyznać, że miała ona cechy przemocowe, ale takie słowa nie padły”. Telewizja TVN zabrała głos parę dni po aferze: „Przywiązujemy ogromną wagę do wysokich standardów etycznych na planie jak i na antenie. Mimo to w ostatnim, 10. odcinku naszego programu, znalazła się konkurencja, która mogła zostać odebrana jako niestosowna. Przepraszamy wszystkich, którzy poczuli się dotknięci, oglądając ten odcinek”, czytamy na profilu programu „Ameryka Express” na Facebooku. Jednocześnie wspomniany odcinek zniknął z sieci.

Kobieta kobiecie wilkiem

Być może o aferze z „Ameryka Express” nie byłoby tak głośno, gdyby nie artykuł autorstwa Heleny Łygas, opublikowany w portalu WP.pl. Dziennikarka skrytykowała zachowanie Tomasza Karolaka i Filipa Chajzera, którzy wymuszali pocałunki bez zgody kobiet. „[Filip Chajzer – przyp. red.], który odebrał w tym roku kamerę w kategorii »Nadzieja telewizji«, ma najwyraźniej do odrobienia lekcję dotyczącą przedmiotowego traktowania kobiet” – napisała redaktorka. Chajzer ostro zareagował na niepochlebny dla niego tekst i chyba przy okazji zapomniał, że – w przeciwieństwie do dziennikarki – sam jest osobą publiczną. Zamieścił prywatne zdjęcie Heleny Łygas na swoim profilu na Instagramie (gdzie obserwuje go ponad pół miliona osób) oraz na fanpage’u na Facebooku (tam jego posty trafiają do ponad 800 tys. odbiorców). Pod zdjęciem dodał wpis, w którym „zapoznał” swoich fanów z dziennikarką. „Poznajcie. To Pani Helena Łygas”. Chajzerowi nie spodobało się, że redaktorka wspomniała o nim w artykule, chociaż, jak napisał: „To samo zadanie realizowało 10 osób. W tym kobiety, które całowały panów, ale rozumiem, że to już nie jest molestowanie”. Dalej Chajzer dodał, że „nie przyznaje się do molestowania kobiet i wyprasza sobie to żenujące oskarżenie”. Pod postem pojawiło się ponad 2 tys. komentarzy. Większość z nich to atak na Helenę Łygas i niewybredne (mówiąc najdelikatniej) komentarze pod jej adresem. Wiele z nich dotyczy nie samego tekstu dziennikarki, ale jej wyglądu czy nawet życia intymnego („Tej pańci nikt dawno nie całował. Musiała wylać swoje frustracje” – to jeden z łagodniejszych). Jeszcze bardziej szokujące jest to, jak wiele z tych wpisów zostało zamieszczonych przez kobiety. „To, że dziennikarka została zlinczowana na Facebooku, pokazuje, że absolutnie nie jesteśmy gotowi na równą dyskusję na takie tematy i mamy bardzo niską świadomość tego, o czym mówimy. Autorka artykułu zastosowała termin »molestowanie« w znaczeniu sobie i nam zrozumiałym, ale znaczna część odbiorców rozumie go inaczej. To dobitnie pokazuje, że mamy do wykonania gigantyczną pracę, żeby uświadomić Polkom i Polakom, że molestowanie ma znacznie szerszy zasięg niż tylko czynności naruszające nietykalność osobistą”, komentuje socjolożka. Natalia Skoczylas dodaje, że gdy chce się obrazić kobietę, często odnosi się do jej wyglądu. „To skutek kultury patriarchalnej, która uprzedmiotawia kobiecą seksualność i kobiety jako osoby. W stosunku do mężczyzn komentarze na temat wyglądu praktycznie w ogóle nie padają. Filip Chajzer dokonał publicznego linczu na dziennikarce WP.pl. Wydawałoby się, że w ten sposób chciał odwrócić uwagę od tego, co sam zrobił, ale pan Chajzer chyba w ogóle nie ma świadomości, że molestował inne osoby”.

Seksizm w lustrzanym odbiciu

Świadomość. Słowo klucz, jeśli chodzi o seksizm, molestowanie seksualne czy wszelkie inne problemy społeczne. Bez niej nie sposób czegokolwiek zmienić. A każda zmiana zaczyna się od jednostek, na co zwraca uwagę Natalia Skoczylas. „Czyli od osób, które zaczynają identyfikować seksizm i mówić o nim w inny sposób. Druga rzecz to współpraca i naświetlanie problemów społecznych. Powinniśmy też nagłaśniać pozytywne działania, jak np. wzmacnianie dziewczynek i chłopców w życiu bez stereotypów. Należy też reagować w stanowczy sposób na wszelkie przejawy seksizmu”. Justyna Pokojska dodaje, że kluczowa jest edukacja. „Ważne, aby nie polegała na powtarzaniu frazesów, tylko na przedstawianiu i analizowaniu sytuacji, w których kobiety nie czuły się dobrze. Wystarczyłoby oddać im głos. Projektując kampanię społeczną, warto wręcz sięgnąć po swego rodzaju eksperyment. Pokażmy problem związany z seksizmem wobec kobiet w lustrzanym odbiciu. Jeżeli mamy sytuację, w której grupa panów jedzie autobusem i komentuje kobiece części ciała, to odegrajmy taką scenkę z trzema kobietami, które komentują męskie pośladki. Zobaczymy, jak mężczyzna będzie się z tym czuł. Pewnie niektórzy będą się z tego śmiać, ale pani i ja będziemy o tym rozmawiać, a parę osób o tym przeczyta. A potem kolejne i jeszcze następne. Wywołujmy emocje, bo to właśnie przez emocje najlepiej rozpowszechnia się ważny przekaz”.

l
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama