Reklama
Reklama

Daj się polubić, czyli jak nauczyć się wzbudzać sympatię

Daj się polubić, czyli jak nauczyć się wzbudzać sympatię fot. istock.com

Izabela Cieplińska

25marca2019

Lubisz być lubiana? Kto nie lubi! Tylko co zrobić, gdy natura poskąpiła ci daru bycia ulubienicą tłumów?

Wystarczy, że będziesz wzbudzać sympatię, nie zaprzedając przy tym duszy diabłu. Bez manipulacji, pajacowania i lizania innym ludziom pewnej części ciała.

Nie jesteś tabliczką czekolady, nie każdy musi cię lubić, usłyszałam kiedyś. Nie wiem, kto to powiedział, ale natychmiast go polubiłam. Bo takie podejście zwalnia z obowiązku gonitwy za uznaniem. Ale czy nie jest przyjemnie, gdy wiesz, że ludzie czują się dobrze w twoim towarzystwie? Liczą się z twoim zdaniem? Zapraszają cię do siebie? Powierzają ci swoje sekrety? Chcą być blisko? Fajne. Dlatego, nawet jeśli nie marzysz o pozycji liderki konkursów popularności, to przynajmniej możesz zostać gwiazdą małego kalibru na swoim własnym podwórku: w pracy, wśród znajomych, w swoim związku. Rada jest jedna: bądź sobą. I już. Ale, jak wiemy, to nie takie proste. Zwłaszcza, gdy pewność siebie nie jest twoim znakiem firmowym, a komentarze innych ludzi na twój temat nie przelatują obok ciebie jak pociski pistoletu Agenta Smitha wokół Neo w „Matriksie”, tylko trafiają w sam środek. Zamiast tego przedstawię ci najczęstsze przeszkody, które cieniem kładą się na relacjach międzyludzkich. Już samo zrozumienie mechanizmów działania tych przeszkadzajek zagwarantuje ci sympatię otoczenia.

NIC NIE JEST TAKIE JAK NAM SIĘ WYDAJE

Na gali wręczenia Oscarów w 2007 roku Ryan Gosling pojawił się z mamą i siostrą. Nic nadzwyczajnego, Leonardo DiCaprio często zaprasza swoją mamę, a Edward Norton siostrę. Pani Gosling pojawiła się na czerwonym dywanie w klasycznej małej czarnej z wysokim, tapirowanym kokiem w stylu Amy Winehouse, nazywanym „gniazdem”. Namówiła ją do tego przyjaciółka, przekonując, że każda licząca się gwiazda nosi taką fryzurę. W świetle reflektorów wyglądała zjawiskowo. Schody zaczęły się wtedy, gdy wszyscy zasiedli do stolików. Rachel Weisz wciąż wychylała się na bok, bo „gniazdo” zasłaniało jej cały widok na scenę. Zawstydzona mama Ryana kuliła się coraz bardziej, przeklinając w myślach swoją przyjaciółkę i fryzurę. Czujny aktor wyczuł sprawę i chcąc poprawić jej humor, poprosił siedzącą obok Meryl Streep, żeby skomplementowała fryzurę mamy. Aktorka kiwnęła głową ze zrozumieniem i w przerwie na reklamę pochyliła się w stronę pani Goslingowej mówiąc: „Chciałam sobie zrobić taką samą fryzurę i jak patrzę na ciebie, żałuję, że nie zrobiłam”. Mama urosła w ułamku sekundy i „gniazdem” sięgnęła sufitu. A opowiadana przez Ryana historia sprawiła, że aktorka stała się najbardziej lubianą gwiazdą na świecie. Kto nie lubi Meryl?! Jest naturalna, inteligentna, niezwykle utalentowana, troskliwa, empatyczna i mówi, co myśli. I pewnie nadal żyłabym w takim przekonaniu, gdyby nie głębszy research, który pokazał mi, że lista jej wrogów jest tak samo długa, co fanów. Kto na początek? Donald Trump, powiesz, a ja ci przytaknę i dodam jeszcze Katherine Hepburn i Madonnę. I jaki morał z tej historii? Że mały komplement może zdziałać cuda? Owszem, ale obiecałam tekst bez manipulacji. Że można żyć wśród ludzi, którzy cię nie lubią? Racja. Ale zmierzam do czegoś innego: że nic nie jest takie, jak nam się wydaje. Błędnie założyłam, że skoro ja lubię Meryl, to lubi ją każdy. Dopiero fakty otworzyły mi oczy. I zawstydziły, że z taką łatwością feruję wyroki. Ale okazuje się, że nie ja jedyna mam odruch szybkiego szufladkowania, które psychologowie zgrabnie nazywają „naiwnym realizmem”. Chcesz sprawdzić, czy też tak masz?

PUŁAPKI PEWNEGO MYŚLENIA

Dwóch psychologów Thomas Gilovich i Lee Ross napisali książkę pt. „Najmądrzejszy w pokoju” z dopowiedzeniem: „Jakie korzyści możemy czerpać z najważniejszych odkryć psychologii społecznej”. Dzielą się w niej masą mądrości na temat natury ludzkich błędów, jakie wszyscy popełniamy. Opowiedzieli w niej między innymi o badaniu, w którym uczestnicy zostali poproszeni o uzupełnienie brakujących liter w dwóch zdaniach. Brzmiały one: „*owa była na pastwisku” i „*owa siedziała w dziupli”. Każdy automatycznie dostawił „kr” w pierwszym i „s” w drugim. Ich mózgi, jak pokazało badanie, nie zarejestrowały momentu zastanowienia, „krowa” i „sowa” wylądowały z automatu. Tak działa nasz mózg. Upraszcza. W ten sposób próbuje zrozumieć otaczający świat, zinterpretować niebezpieczeństwo. Jaki kolor widzisz, gdy słyszysz słowo McDonald’s. Żółty, prawda? A jaki zapach poczujesz, gdy wejdziesz do piekarni? Pieczywa. Widzisz, też tak masz. Co więcej uważasz, że są to prawidłowe, jedyne możliwe odpowiedzi. To nasza kolejna słabość, bo odruchowo zakładamy, że nasze spostrzeżenia są wiernym odbiciem rzeczywistości. Gdy czujesz, że jest ci gorąco, to oznacza, że jest gorąco. Koniec, kropka. Dziwisz się, że twój facet czy przyjaciółka marzną i zakładasz, że coś z nimi jest nie tak. Nie bierzesz pod uwagę, że to ty możesz być nadwrażliwa na ciepło. Jaki to ma wpływ na twoje relacje z innymi? Nasze doświadczenia, które każą nam upraszczać, mogą sprawić, że ocenisz innych krzywdząco. Niesłusznie założysz np. że gdy ktoś w twojej obecności szepce koledze coś do ucha, to pewnie cię obgaduje (kiedyś tego doświadczyłaś). A on może się skarżyć, że boli go brzuch. Albo, że szefowa się wyzłośliwia i daje ci więcej pracy. A ona cię docenia i wie, że nikt nie zrobi tego lepiej. Złe zrozumienie intencji może sprawić, że wybudujesz wokół siebie albo mur ochronny, albo zaatakujesz niewinnego kolegę. I co? Z przyjaźni nici. Zamiast szufladek lepiej wyposażyć mózg w open space, gdzie wszystko jest możliwe, a każdy ma dobre intencje. I jeszcze jedno: nie przekonuj innych do swoich racji za wszelką cenę. Często wpadamy w pułapkę myślenia, że wystarczy wziąć delikwenta o innym sposobie myślenia, przegadać sprawę i przekonać go do swoich racji. Konflikt gotowy. Nikt nie lubi, gdy narzuca mu się swoje zdanie, nie szanuje jego poglądów, sugeruje, że jest głupkiem.

NIE MUSISZ BYĆ OMNIBUSEM

Skoro o głupku mowa... Pamiętasz największych prymusów w swojej klasie lub na studiach? Mieli przyjaciół? Niewielu. Czy myślisz, że członkowie Mensy są duszami towarzystwa? Możliwe, ale wątpliwe. Historia pokazuje, że wielcy naukowcy, wynalazcy i genialni artyści w życiu prywatnym ponosili klęskę. Czemu więc tak bardzo zależy ci na robieniu wrażenia superinteligentnej i kurczysz się w sobie na samą myśl, że ktoś może ci przykleić łatkę „głupiutkiej”? Po pierwsze, to, że będziesz najmądrzejsza w pokoju, nie jest gwarancją, że wszyscy cię polubią. Po drugie, inteligencja jest pojęciem względnym. Pamiętasz film „Slumdog. Milioner z ulicy”? Główny bohater Jamal K. Malik był wychowanym w slumsach półanalfabetą. Dzięki swoim doświadczeniom z przeszłości, często traumatycznym, wygrał hinduską edycję „Milionerów”. Gdybyś nie znała jego przeszłości i zobaczyła tylko efekt, czyli wygraną, pomyślałabyś, że jest omnibusem. Wiesz, o co mi chodzi? Wyobraź sobie, że to ty masz wziąć udział w teleturnieju. Prowadzący zleca drugiej osobie wymyślenie 10 pytań na dowolny temat, na które zna prawidłowe odpowiedzi. Ty tego nie wiesz, masz tylko spróbować odpowiedzieć na jak największą liczbę pytań. Znasz odpowiedzi na dwa, i z miejsca zakładasz, że osoba, która je wymyśliła, jest geniuszem. Tymczasem ona mogła wymyślić pytania z wąskiej działki, w której jest ekspertem. Ba! Mogła nawet tylko zainspirować się obejrzanym dzień wcześniej programem popularno-naukowym. To badanie pokazuje, że: a) znów upraszczamy, b) zakładamy, że inni są supermądrzy, a to nie musi być zgodne z prawdą. Zamiast więc stawiać się na straconej pozycji, lepiej odpuść sobie próbę udowadniania swoich racji i popisywania się swoją mądrością. Aby zaskarbić sobie uznanie, nie musisz niczego nikomu udowadniać. Lepiej dać się popisać innym. Będą cię za to kochać.

CO SŁYCHAĆ U INNYCH?

Lubisz seriale? Z łatwością wciągasz się w fabułę, śledzisz losy bohaterów, kolejne perypetie. Czemu nie poświęcasz takiej samej uwagi historiom innych ludzi? Słuchając innych, po pierwsze sprawisz, że poczują się lepiej w twoim towarzystwie, bo brutalna prawda jest taka, że każdy z nas uwielbia mówić o sobie. Naukowcy odkryli, że to aktywuje te same ośrodki przyjemności w naszym mózgu, co jedzenie i pieniądze. Po drugie, może spotka cię nagroda za cierpliwe słuchanie i dowiesz się czegoś naprawdę interesującego o swoim rozmówcy?

PRZYJDZIE NAGRODA

W filmie „Tańczący z wilkami” porucznik Dunbar zaprzyjaźnia się z Kopiącym Ptakiem i Wiatrem we Włosach. Jakim cudem sceptyczni Indianie polubili „białego Jankesa”? Zadziałała teoria nagród i kar. Mówi ona o tym, że lubimy osoby, które kojarzą nam się pozytywnie (z nagrodą) i nie lubimy tych, którzy kojarzą się negatywnie (kara). Dzieje się tak dlatego, że przenosimy na bogu ducha winnego człowieka nasze reakcje emocjonalne, które wywołały pozytywne lub negatywne bodźce. W skrócie: lubimy tych, co nas lubią, szanują, interesują się nami i dobrze się o nas wyrażają. I nie lubimy tych drugich. I tak też stało się z Tańczącym z Wilkami. I tak też się stało z mamą Ryana Goslinga. Możesz sobie wyobrazić, co myśli teraz na temat Meryl Streep. Chcesz mieć swój fanklub? Ucz się od najlepszych.

Artykuł premierowo ukazał się w 08/2017 Cosmopolitan.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama