Reklama
Reklama

Dlaczego warto śledzić swojego eks?

Dlaczego warto śledzić swojego eks? fot. istock.com

Anna Majcher

20marca2019

Czy wiesz, że szukając kontaktu z byłym facetem, można dowiedzieć się czegoś o sobie...

OD LAT NIE ROZMAWIAŁAM Z ADAMEM...

Umawialiśmy się, gdy miałam 19 lat i przechodziłam trudny okres w życiu. Jak większość nastolatek w tym wieku. Mój był tak trudny, że potrafiłam zmyślić śmierć babci jako pretekst do naszego rozstania. I udałam, że nie ma mnie w domu, gdy Adam chciał przegadać moją decyzję. Po prostu ulotniłam się jak kamfora. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego. Tak samo jak nie wiem, dlaczego postanowiłam się do niego odezwać teraz, po tylu latach. Chęć odkurzenia znajomości ze swoją pierwszą miłością nie jest czymś, co planujesz. Usłyszałam w radio kawałek Death Cab for Cutie i coś strzeliło mi do głowy. Zadzwoniłam do niego i zostawiłam dziwaczną wiadomość na poczcie głosowej na temat zespołu, który kiedyś uwielbialiśmy. A później jeszcze, gdy leżałam obok swojego obecnego partnera, niechcący stuknęłam w ‘Lubię to!’ pod postem wrzuconym przez Adama na Instagramie. A przecież nawet nie jestem followerką jego konta!

Niezależnie od tego, czy chcemy czy nie, każdej z nas włącza się czasem instynkt gończy za dawną miłością. Chcemy sprawdzić, jakie to uczucie odnaleźć ten zagubiony, ulubiony sweter, w którym prezentowałyśmy się tak dobrze. Nie po to, by znów w nim chodzić, ale by upewnić się, że nadal pasuje. I jesteśmy mistrzyniami argumentacji! Usprawiedliwiamy nasze działania całą masą wymówek. Że to szansa na naprawę tego, co zawaliłyśmy. Że chcemy po prostu upewnić się, że jest szczęśliwy. Ale prawda jest taka, że w tym sprawdzaniu naszych byłych wcale nie chodzi o nich. Chodzi o nas. Zajrzałam do życia Adama już wcześniej, gdy studiowałam w Paryżu, kilka lat po nieprawdziwej śmierci mojej babci. Wpadliśmy na siebie niechcący. Szukałam kafejki internetowej, która oferuje kawę z mlekiem bez laktozy. Zaprosił mnie do swojego mieszkania, gdzie wyznał, że nigdy mnie nie kochał. A ja w odwecie powiedziałam, że nigdy nie doprowadził mnie do orgazmu. Przez chwilę jeszcze poudawałam miłą, a później wyszłam z jego mieszkania i znów zniknęłam bez uprzedzenia. Nic dziwnego, że teraz był podejrzliwy z powodu mojego telefonu. Gdy oddzwonił, powiedział: „Szmat czasu”. Brzmiało to tak, jakby próbował mi przekazać, że tym razem pozwoliłby mi przeżyć rozkosz, gdyby tylko chciał. „Wiedziałam, że wróciłeś do Warszawy, a tak się składa, że teraz też tu mieszkam. I tylko zastanawiałam się, czy chciałbyś się spotkać”, usłyszałam, jak słowa wypływają mi z ust i sama nie mogłam uwierzyć w to, co mówię.

Na pewno nie szukałam Adama po to, by wreszcie zapewnił mi orgazm. Byłam mężatką i matką rocznego dziecka. Miałam na brzuchu bliznę po cesarce, z którą wyglądałam jak wyrokowiec. Nie szykowałam nowego romansu ze starym chłopakiem. „Więc chcesz się spotkać i co? Powiedzieć, że ci przykro? Że żałujesz?”, zaatakował Adam. „Ja....”, zaczęłam mówić i przerwałam. Czy było mi przykro? Może za to, że udawałam orgazmy i uśmierciłam babcię, by odzyskać wolność. To z pewnością zawaliłam na całej linii. Ale czy żałuję? Chyba tak. Żałuję wielu rzeczy. Że nie spałam z większą liczbą mężczyzn. Żałuję, że nigdy nie chlapnęłam komuś drinkiem w twarz i nie wyrzuciłam rzeczy byłego chłopaka z piątego piętra. Że za mało kłamałam: na temat mojego imienia, wieku, pochodzenia. Że nikt nigdy nie miał obsesji na moim punkcie do tego stopnia, że musiałabym starać się o sądowy zakaz zbliżania się do mnie. Żałuję, że nigdy nie nauczyłam się, jak zrobić fajne zdjęcie z zapalonym papierosem albo że nie uciekłam z domu przez okno łazienkowe na schadzkę w barze. Albo że nigdy nie pojechałam na Ibizę. A moim największym żalem ze wszystkich jest to, że nigdy nie spróbowałam hot doga z bekonem, bo teraz jestem wegetarianką. Gdy masz dwadzieścia kilka lat, oczekuje się po tobie głupicj decyzji o katastrofalnych skutkach. Za to jeśli po trzydziestce nagle zapakujesz się do samolotu i polecisz na Ibizę na imprezę z Calvinem Harrisem w tle, twoi przyjaciele i rodzina pomyślą, że zwariowałaś. Chociaż czułam ekscytację na myśl o nowych przygodach, które przywrócą ten szalony czas młodości, wiedziałam, że nie rozstanę się z córeczką nawet na dzień. „Nie. Nie żałuję, Adamie”, odpowiedziałam pewna siebie. „Lubię błędy, które popełniłam. Chociaż źle się czuję, gdy pomyślę, że musiałeś załatwiać się w toalecie bez drzwi u mojej mamy w mieszkaniu”. Adam roześmiał się na to wspomnienie. Zrozumiałam, że nie brakowało mi go. Brakowało mi siebie samej. „Zawsze miło cię słyszeć”, powiedział sarkastycznie. „A propos, dlaczego polubiłaś zdjęcie na Instagramie, a później je odlubiłaś?”. „Szczerze? Nie wiem, ale cieszę się, że to zrobiłam”. Kończąc z przeszłością, postanowiłam bardziej doceniać teraźniejszość. To, co mam, czego doświadczam. I jestem przekonana do słuszności wyborów, których dokonuję, nawet jeśli są infantylne i nie podobają się innym. Tak jak robiłam to, mając dwadzieścia lat. Bo wszystko dzieje się szybko, a później mija i nadchodzi nowe. Życie.

Artykuł premierowo ukazał się w 01/2017 Cosmopolitan.

l
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama