Reklama
Reklama

Czy naprawdę tak trudno dogonić szczęście?

Czy naprawdę tak trudno dogonić szczęście? fot. istock.com
TAGI:

Izabela Cieplińska

14marca2019

Zwłaszcza, jeśli stosujesz triki polecane w większości podręczników pozytywnej psychologii.

Ale znam pewien sekret, dzięki któremu szczęście samo zapuka do twoich drzwi. I zostanie na dłużej. Nie wierzę w to, co czytam. Leżę w łóżku i skrupulatnie wypełniam kolejne strony „Książki dla ciebie” Ewy Mukoid. Ma mi pomóc w odnalezieniu prawdziwej siebie i podpowiedzieć, dokąd zmierzam. Jest w formie dziennika podzielonego na kilkanaście rozdziałów, każdy z pytaniami i zadaniami do wykonania. Po serii zagadnień na temat ważnych momentów w moim życiu, lubianych i mniej lubianych cech charakteru i ludzi, których podziwiam, dochodzę do tego: mam napisać swoją mowę pogrzebową (?!). OK, przeszłam dwie poważne choroby, ale wciąż jestem dość młoda i dość zdrowa, więc pisanie epitafium nie przychodzi mi łatwo. Dzwonię do przyjaciółki, która właśnie obroniła dyplom trenera i opowiadam o zadaniu. A ona, zamiast krzyknąć ze zdziwienia, mówi, że to przypomina bardzo popularne ćwiczenie coachingowe, które polega na wyobrażeniu sobie siebie na łożu śmierci, co wtedy czujesz, czego żałujesz. Serio? Podczas, gdy ja wciąż dochodzę do siebie po tym zadaniu, ty, droga czytelniczko, pewnie myślisz: „Halo, miało być o szczęściu, a jest o śmierci?”. Słuszna uwaga. Daj mi chwilę, zaraz dojdziemy do sedna...

BUCKET LIST CZYLI LISTA MARZEŃ

Jack Nicholson trafił do szpitala. Ma raka. Leży w pokoju obok Morgana Freemana. Nie mają żadnych szans na przyjaźń, różni ich prawie wszystko. Jeden jest bogatym dziwakiem, drugi biednym mechanikiem. Łączy ich tylko jedna rzecz: widmo śmierci, obaj cierpią na nieuleczalne choroby. O dziwo, zaprzyjaźniają się. I przygotowują swoją Bucket List, czyli listę marzeń, które chcą spełnić przed śmiercią. Ruszają w świat: skaczą ze spadochronem, ścigają się Mustangami Shelby na torze wyścigowym, jeżdżą motorem po Murze Chińskim i jeepami po afrykańskiej sawannie, odwiedzają Tadż Mahal w Indiach i piramidy w Egipcie. Znasz ten film? „Choć goni nas czas” jest cudowną komedią o mądrym przesłaniu. Bo gdy panowie zaspokoją już ciekawość świata i żądzę przygody, dochodzą do wniosków, co w życiu jest naprawdę cenne, daje radość i szczęście. I w tym miejscu, gdybym wyjawiła ci ten sekret, z powodzeniem mogłabym zakończyć tekst, ale wtedy poczułabyś niedosyt. Dlatego w trosce o twoje samopoczucie, zaproszę cię do dalszej lektury, bo mam dla ciebie dość fajne, myślę, ćwiczenie.

ŻYCIE BEZ ŻALU?

Gdybyś miała usiąść z kartką i długopisem w ręku i spisać rzeczy, których żałujesz, co byś napisała? Mnie na gorąco przychodzi do głowy, że nie kupiłam mieszkania z ogródkiem i nie poszłam na studia podyplomowe projektowania wnętrz. Gdybyśmy zadały to pytanie Kim Kardashian, ta powiedziałaby, że ślubu z superwysokim Krisem Humphriesem, z którym wytrwała rekordowe 72 dni. Justin Timberlake przyznałby, że żałuje ucieczki medialnej po incydencie z obnażeniem piersi Janet Jackson na koncercie w 2004 roku. George Clooney ponownie zawstydziłby się za swój udział w filmie „Batman i Robin”, a Kristen Stewart pożałowałaby Roberta Pattinsona, którego zdradziła. Wszyscy czegoś żałujemy. Nawet Édith Piaf, autorka tekstu do popularnej „Non, je ne regrette rien” (Niczego nie żałuję), musiała poczuć gorycz żalu, skoro tuż przed śmiercią wyznała: „Musisz zapłacić za każdą cholerną rzecz, którą zrobisz w swoim życiu”. Tylko że żale wypisane naprędce, z reguły dotyczą zdarzeń z niedalekiej przeszłości, do których przyczepiło się lekkie poczucie winy lub niewłaściwej decyzji, która tak naprawdę nie zrobiła nam wielkiej krzywdy. Dopiero w sytuacji ekstremalnej z odległej perspektywy, gdy wiemy, że nic już w życiu nie uda się tak po prostu wymazać gumką myszką, czyli w obliczu śmierci, pojawiają się żale z samego dna serca. I to one pokazują to, co w życiu jest dla nas najważniejsze. Dlatego zostaw kartkę i długopis w spokoju. Zamiast tego zaszyj się gdzieś w cichym miejscu, zamknij oczy i zrób ćwiczenie, o którym wspomniałam na początku. Spróbuj wyobrazić sobie siebie jako staruszkę z białą głową i siatką zmarszczek na twarzy. Widzisz to? Siedzisz w fotelu czy leżysz na łóżku? Zobacz, kto jest przy twoim łóżku i pomyśl, jak odpowiedziałabyś na pytanie, czego żałujesz w swoim życiu. Prawdopodobnie nie pojawi się myśl, że wolałabyś być bogatsza, zajmować wyższe stanowisko lub mniej ważyć. Cokolwiek pomyślisz, pamiętaj, te myśli będą twoim drogowskazem w podróży do krainy szczęścia.

CZEGO ŻAŁUJEMY?

Bronnie Ware, australijska pielęgniarka, przez kilkanaście lat pracowała w hospicjum, opiekując się pacjentami paliatywnymi, którym zostało średnio 12 dni życia. Na te ostatnie chwile stawała się ich najbliższą przyjaciółką. Prowadziła z nimi rozdzierające serce rozmowy, trzymała ich za rękę, ocierała łzy, a przede wszystkim słuchała. W 2009 roku założyła bloga „Inspiration and Chai”, w którym dzieliła się epitafiami swoich pacjentów. Były tak przejmujące, że wkrótce zostały spisane w książce „Czego najbardziej żałują umierający”. Bronnie wymieniła w niej pięć żalów pojawiających się najczęściej na łożu śmierci. Wiesz, co się tam znalazło?

1) „Nie miałem odwagi żyć tak, jak chciałem. Zamiast tego żyłem tak, jak oczekiwali tego ode mnie inni”. Autorka napisała: „Kiedy ludzie zdają sobie sprawę, że nie zostało im dużo czasu, widzą, jak wiele marzeń zostało niespełnionych. I mają świadomość, że stało się tak z powodu decyzji, jakie podjęli lub ich braku. Zdrowie daje poczucie wolności. Tylko najczęściej dochodzimy do tego wniosku dopiero wtedy, gdy go zabraknie”.

2) „Żałuję, że pracowałem tak ciężko”. „Najczęściej mówili to mężczyźni. Przez pracę przegapili dzieciństwo swoich dzieci, zaniedbywali swoje żony. Kobietom także zdarzało się tego żałować, ale rzadziej, bo utrzymanie rodziny częściej spadało na ich partnerów”, czytamy w książce.

3) „Szkoda, że nie miałem odwagi swobodnie wyrażać swoich emocji”. „Wielu ludzi tłumi uczucia dla świętego spokoju. Za wszelką cenę chcą uniknąć kłótni z innymi. Rezultat jest taki, że prowadzą nieciekawe życia pozbawione autentyczności. Tym sposobem zapracowują sobie na choroby, które są efektem zgorzknienia i rozgoryczenia. Dźwigają je do końca swoich dni”, wyznaje Bronnie Ware.

4) „Mogłem więcej czasu poświęcać bliskim i przyjaciołom”. „Często nie doceniamy siły przyjaźni. Śmierć nam o niej przypomina. Mnóstwo ludzi straciło kontakt ze starymi przyjaciółmi wieki temu, a później nie mieli czasu ich odszukać. Każdy tęskni za bliskimi ludźmi w trudnej chwili”, pisze pielęgniarka.

5) „Żałuję, że nie pozwoliłem sobie na odczuwanie szczęścia”. Bronnie Ware twierdzi, że ten punkt pojawiał się zaskakująco często. „Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że bycie szczęśliwym jest kwestią wyboru. Utykają w schemacie przyzwyczajeń i starych wzorców. Tak zwany ‘komfort’ kieruje ich emocjami i zachowaniami. Strach przed zmianami zmusza do udawania przed innymi i samymi sobą, że są zadowoleni. A w głębi duszy tęsknią za porządnym, naturalnym śmiechem i robieniem głupot w życiu”. Jeśli więc nie udała ci się próba wizualizacji siebie u schyłku życia, potraktuj to zestawienie za podpowiedź: wyjdź ze swojej strefy komfortu, żyj odważnie, spełniaj marzenia. Ale najważniejszy przepis na szczęście jeszcze przed nami...

SIŁA RELACJI

Opowiem ci o pewnym badaniu. Jest niezwykłe, bo trwa już ponad 75 lat i jeszcze nie zostało oficjalnie zakończone. Prowadzą je naukowcy z Uniwersytetu Harvarda. Rozpoczęło się w 1938 roku i rozciągnęło już na kolejne pokolenia uczestników. Co w nim niezwykłego? Pozwoliło obejrzeć życie 724 ludzi od ich wczesnej młodości po starość (ok. 60 wciąż żyje i bierze w nim dalszy udział). I przyjrzeć się dokładnie, co przyniosło im szczęście i zdrowie na różnych etapach życia. Uczestników podzielono na dwie grupy badawcze, w pierwszej brali udział studenci Harvardu, w drugiej nastolatkowie z najbiedniejszej i najbardziej niebezpiecznej części Bostonu. Po wielu latach niektórzy z nich zostali pracownikami fizycznymi fabryk, niektórzy prawnikami, brokerami, lekarzami, a jeden nawet prezydentem Stanów Zjednoczonych. Jak mówi Robert Waldinger, czwarty dyrektor tego badania, niektórzy popadli w alkoholizm, dwóch cierpi na schizofrenię, część z nich przeszła długą drogę od pucybutów do milionerów. Jak ich badano? Rozmawiano z nimi, analizowano wyniki medyczne, gawędzono z ich dziećmi, nagrywano ich kłótnie z żonami i mężami. I do jakich wniosków doszli badacze? To, co daje nam szczęście i utrzymuje w zdrowiu, to relacje z innymi ludźmi.

TRZYMAJ SIĘ BLISKO

Pamiętasz nasz film z Nicholsonem i Freemanem? Obaj umarli. Ale przed śmiercią odnaleźli prawdziwe szczęście. Jack pogodził się z niewidzianą latami córką, Morgan wrócił z podróży do żony i reszty rodziny, która otoczyła go miłością i wsparciem. Bo, jak wyszło w badaniu, okazuje się, że kontakty społeczne trzymają nas przy życiu, a samotność zabija. Ludzie, którzy są w związkach lub utrzymują relacje z przyjaciółmi, rodziną lub jakąkolwiek komuną, są szczęśliwsi, zdrowsi i dłużej żyją. Nie chodzi o dużą liczbę znajomych na Facebooku, ale o wartościowe relacje wypełnione szczerością, zaufaniem i wsparciem. Do jakich wniosków jeszcze doszli? Ci, którzy byli najbardziej usatysfakcjonowani swoim związkiem z partnerem w wieku 50 lat, byli najzdrowsi w wieku lat 80. A osiemdziesięciolatkowie, którzy byli szczęśliwi w małżeństwach, mniej odczuwali fizyczny ból związany z chorobami i starością. Poza tym dobra, głęboka relacja poprawia pamięć i zdolność myślenia. Dlaczego tak często ignorujemy fakt, ile daje nam związek z drugim człowiekiem? Bo lubimy szybkie triki, sztuczki, które nie wymagają pracy, zaangażowania, starania się. A pielęgnowanie relacji potrafi dać w kość. Pomyśl, co ty możesz zrobić dla swojego szczęścia, niezależnie od wieku i statusu związku. Może warto zamienić wieczór przed telewizorem na wieczór z przyjaciółmi. Zamiast siedzieć przed komputerem, zabrać partnera na spacer albo zrobić razem coś zupełnie nowego, co zbliży was do siebie jeszcze bardziej. Może warto odezwać się do rodziny, z którą nie miałaś kontaktu od wieków.

LISTA MARZEŃ

Skoro poznałaś swoje najintymniejsze potrzeby w ćwiczeniu na łożu śmierci i wyniki badań harvardzkich naukowców, wiesz, co robić. Na deser możesz stworzyć swoją własną Bucket List. Wypisz przynajmniej 10 rzeczy, które chciałabyś zrobić w życiu. Albo nie krępuj się, niech ich będzie więcej. Nie musi być w hollywoodzkim stylu ze wspinaczką na Mount Everest i pływaniem z rekinami u wybrzeży Południowej Afryki (ale oczywiście może!). Zastanów się, czy nie masz marzeń, które zaspokoją twoje potrzeby lokalnie, na własnym podwórku, bez obciążeń finansowych. Może oglądanie gwiazd i spanie pod gołym niebem z ukochanym u boku (nawet na balkonie)? Albo lot balonem nad Warszawą z rodzicami, offroad z przyjaciółmi w Łebie? A może chcesz mieć dziecko przed trzydziestką lub wziąć ślub w Toskanii? Gdy zajrzysz w siebie, znajdziesz tam całą masę różnych pomysłów. I zamiast wczytywać się w poradniki, które obiecują falę szybkiej radości i zadowolenia na chwilę, stworzysz swoją własną, niepowtarzalną mapę szczęścia na całe życie.

l
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama