Reklama
Reklama

Depresja milenialsa – czyli skąd w nas bierze się to przejmujące poczucie smutku?

Depresja milenialsa – czyli skąd w nas bierze się to przejmujące poczucie smutku? fot. istock.com

Beata Dżumaga

13marca2019

Pamiętaj, nie jesteś sama!

Skończyłyśmy studia na wymarzonych kierunkach, jesteśmy oczytane, znamy języki, podróżowałyśmy do miejsc, do których pokolenie naszych rodziców mogło się wybrać jedynie w marzeniach. Od dziecka słyszałyśmy, że możemy naprawdę wszystko, a świat stoi przed nami otworem.

Praca nas nie satysfakcjonuje (lub wciąż nie możemy jej znaleźć). Za większość pensji wynajmujemy ciasne mieszkanie w starym bloku, bo na kredyt nie ma co liczyć. Ślub i dzieci to temat tak odległy, jak obce galaktyki. Oczywiście jeśli w końcu znajdziemy odpowiedniego partnera. Bo coraz częściej słyszymy od koleżanek: Wiesz, że X i Y się rozstali? A byli razem prawie 10 lat… Dlaczego nasze życie wciąż wygląda jak niepoukładane puzzle? Przecież do trzydziestki wszystko miało się ułożyć. Co poszło nie tak? Czy w którymś momencie skręciłyśmy w złą stronę? Psycholodzy twierdzą, że poznali źródło tych pytań. Według nich wszystkiemu winny jest tzw. kryzys ćwierćwiecza (ang. quarter-life crisis), zwany też kryzysem 25-latka lub kryzysem wieku młodego.

STUDIA I CO DALEJ?

Pojęcie po raz pierwszy zostało użyte w 2001 roku przez amerykańskie dziennikarki – Alexandrę Robbins i Abby Wilner, w opublikowanej przez nie książce pt. „Quarterlife Crisis: The Unique Challenges of Life in Your Twenties” (Kryzys ćwierćwiecza: wyjątkowe wyzwania życia w wieku 20-paru lat, tłum. red.). Problem znają z autopsji – po ukończeniu studiów znów zamieszkały z rodzicami, nie wiedząc, co dalej zrobić ze swoim życiem. Nad zjawiskiem od strony naukowej pochylił się brytyjski uczony, dr Oliver Robinson z University of Greenwich w Londynie. Opracował ankietę, którą wypełniło tysiąc badanych w wieku 25-35 lat. Rezultaty? 86 procent z nich czuło silną presję związaną z chęcią odniesienia sukcesu w pracy i stworzenia udanego związku przed ukończeniem 30. roku życia. 21 procent wyznało, że marzy o kompletnej zmianie ścieżki zawodowej. 6 proc. planowało zostawić za sobą dotychczasowe życie i wyjechać za granicę.

OCZEKIWANIA KONTRA RZECZYWISTOŚĆ

Psychoterapeutka Marta Dziekanowska potwierdza, że kryzys po 25. roku życia to powszechny problem. „Do mojego gabinetu przychodzi sporo osób w podobnym wieku, które czują się zagubione. ‘Dzieje się ze mną coś dziwnego. Jestem zdołowana. Nic mi się nie chce, nawet wyjść z psem. Wszystkim się udaje, tylko ze mną jest coś nie tak’ – to typowa skarga. Narzekają na problemy ze snem – albo nie mogą spać, albo w niego uciekają. Często pojawiają się napady objadania i związane z tym poczucie winy, bo próbują poprawić sobie nastrój jedzeniem”. Ekspertka wyjaśnia, że to kwestia zbyt wysokich oczekiwań. „Gdy rzeczywistość jest lepsza niż się tego spodziewasz, czujesz się szczęśliwa. Gdy jednak nie dorasta do twoich oczekiwań, jesteś nieszczęśliwa. A przynajmniej sfrustrowana”, tłumaczy.

WIEM, CZEGO NIE CHCĘ

Milenialsi o wiele częściej niż ich rodzice zmagają się z poczuciem, że ich życie rozminęło się z wyobrażeniami – na temat pracy, mieszkania czy związku. „Kiedyś byłam przekonana, że w wieku 25 lat będę mieć wszystko poukładane. Wyobrażałam sobie siebie, jako dorosłą osobę, która wiedzie uporządkowane życie, mieszka we własnym domu, ma męża, może już dzieci. Z czasem zaczęłam sobie uświadamiać, że ta wizja jest fikcją”, opowiada 26-letnia Basia, która, jak sama mówi, wciąż czeka, aż jej życie zacznie się naprawdę. Przyznaje, że moment wyboru studiów i przyszłej ścieżki zawodowej był dla niej czasem beztroski. „Nie do końca wiedziałam, czego chcę, ale dobrze wiedziałam, czego nie chcę – nudy, monotonnej pracy w korporacji”, wspomina. „Studiowałam, ale czułam, że to nie to. Właśnie na studiach po raz pierwszy poczułam, że moje życie zmierza donikąd, że rzeczywistość, w której się znalazłam, przytłacza mnie. Nieuchronnie zbliżała się obrona pracy magisterskiej, a ja myślałam: co dalej?”. Ola właśnie skończyła 30 lat. Jej zdaniem problem polega na tym, że studia zapewniają życiowy plan tylko na najbliższe 5 lat. Później trzeba podjąć decyzję: zostać w mieście akademickim czy wrócić do domu? „Ja wróciłam. Ten wybór w wielu przypadkach weryfikuje praca. Pamiętam, że najgorszym momentem było dla mnie zarejestrowanie się w pośredniaku. Poczucie, że poświęciło się czas na naukę, a tak naprawdę nigdzie cię nie chcą”, opowiada. Skąd u milenialsów tyle rozczarowań? Dlaczego mimo lepszego startu w dorosłe życie, zmagają się z niepowodzeniami, poczuciem porażki? Marta Dziekanowska wyjaśnia: „Rodzice dzisiejszych 25-, 30-latków byli wychowywani przez pokolenie, które przeżyło wojnę. Słyszeli od nich, że liczy się bezpieczna praca, stabilność. I takiego życia oczekiwali”. Ale, jak dodaje, w latach 90. świat się zaczął zmieniać. Pojawiły się nowe możliwości i wielu rodziców dzisiejszych milenialsów z nich skorzystało. Wychowali dzieci w przeświadczeniu o tym,że świat stoi przed nimi otworem, trzeba tylko z niego skorzystać. „Efekt jest taki, że dzisiejsze pokolenie Y oczekuje już nie tylko zwykłej pracy, która daje bezpieczeństwo i stabilność. Chcą czuć się spełnieni, mieć w pracy poczucie sensu, robić to, co kochają – chcą tego, o czym ich rodzice w ogóle nie myśleli. Słyszę to od niemal każdej mojej pacjentki. „Zwykła” praca jest źródłem rozczarowania. Bo oczekiwały czegoś więcej”, tłumaczy terapeutka.

GDZIE TO WŁASNE „M”?

Rodzice milenialsów w większości przenosili się „na swoje” tuż po ukończeniu studiów. Dla dzisiejszych dwudziestoparolatków własne lokum pozostaje w sferze marzeń. Paulina wspomina: „Liczyłam na to, że w wieku 27 lat będę już mieszkać sama, wyniosę się od rodziców. Niestety, dalej nie wyprowadziłam się na swoje, czy nawet na wynajmowane”. Podobny problem ma 42 procent młodych Polaków, którzy nawet do trzydziestki mieszkają z rodzicami. Tak wynika z raportu „Finansowy portret młodych”, przygotowanego w 2014 roku przez instytut badawczy Millward Brown na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Parę miesięcy temu Ola wreszcie dostała klucze do wymarzonego własnego mieszkania. Aby je kupić, musiała zaciągnąć kredyt. Niestety, miesiąc później jej sytuacja bardzo się skomplikowała – otrzymała wypowiedzenie z pracy. „To jest ten zwrot akcji, czas przewartościowania i obrania nowego kierunku. I tak też się stało”, wyznaje.

ŻYCIE JAK Z FACEBOOKA

Presję powoduje nie tylko porównywanie swojego życia z życiem ich rodziców. Milenialsi konkurują także między sobą, i to non stop: na Facebooku i Instagramie. Na studiach Basia po raz pierwszy zaczęła brać antydepresanty: „Obserwowałam, jak moi znajomi po kolei układają sobie życie: wchodzą w poważne związki, zaręczają się, przenoszą na swoje, zwiedzają świat. Czułam, że tylko ja się zatrzymałam, że od momentu skończenia szkoły w moim życiu nic się nie zmieniło. Przybyło mi tylko lat. I kilogramów, bo swoje przygnębienie, a mówiąc wprost – depresję – zajadałam, leżąc w łóżku i oglądając seriale”. Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce na depresję cierpi 1,5 mln ludzi. To prawie tyle samo, co mieszkańców całej Warszawy. Z kolei według danych IMS Health w latach 2008-2015 liczba sprzedanych opakowań leków antydepresyjnych w naszym kraju wzrosła z 13,9 mln do 19 mln. „Social media kreują świat, w którym wszystko, co robią inni jest jawne. Większość ludzi prezentuje w nim nadmuchaną, cukierkową wersję swojego życia, pomijając to, co im nie wychodzi. Nie mówiąc już o tym, że ci, których życie nie obfituje w fajerwerki, nie są tam zbyt aktywni. Rodzice milenialsów nie mieli tylu okazji do takich porównań”, mówi psycholog. Patrycja przyznaje, że łatwo obniżyć sobie samoocenę Facebokiem. „Sama ze sobą jestem szczęśliwa, ale potem patrzę, a tu jedna koleżanka właśnie wyszła za mąż, inna ma superpracę, jeszcze inna wróciła z Japonii... Ale wierzę, że doczekam się swojego”, przekonuje. Marta Dziekanowska radzi, aby przestać porównywać się z innymi. „Trawa w ogródku sąsiada może wydawać się bardziej zielona, zwłaszcza, gdy widzisz ją na Instagramie. Prawda jest taka, że każdy ma swoje wątpliwości, frustracje, kompleksy – tylko ty o tym nie wiesz, bo rzadko kto się tym chwali”, wyjaśnia. Z takiego założenia wychodzi Ola, która mówi: „Jeśli widzę moją koleżankę w kolejnej ciąży, kogoś innego podczas podróży do Azji, to ‘skroluję’ stronę dalej. Chyba że zdjęcie jest naprawdę dobre – wtedy zostawiam szczerego lajka”.

ZMIANA NAZWISKA MUSI POCZEKAĆ

Dla wielu dwudziestoparolatków moment, w którym się znajdują to czas przewartościowania także jeśli chodzi o życie uczuciowe. Parę miesięcy temu Patrycja zakończyła trwający ponad 7 lat związek. „Nie wyszło. Muszę poczekać na swojego księcia na białym koniu, nie będę zadowalać się kimkolwiek”. Ola wyobrażała sobie, że mając 30 lat, będzie mężatką z co najmniej jednym dzieckiem. „A jestem w pojedynkę. Po prostu wybieram to, co jest dla mnie najlepsze, a w tym momencie ten stan jest dla mnie dobry”, tłumaczy. Paulina do 23. roku życia nie przejmowała się kwestią związku. Po skończeniu studiów zorientowała się, że ma coraz mniej okazji, żeby poznać kogoś nowego. „Przez ostatnie 3 lata w każdego sylwestra miałam doła. Myślałam: Boże, minął kolejny rok, a nikt się nie znalazł. Kiedy skończyłam 26 lat, poczułam, że bliżej mi do trzydziestki niż do dwudziestki. Znajomi kupują mieszkania, są w paroletnich związkach, a ja ani się nie wyprowadziłam, ani nie mam chłopaka. W pewnym momencie uznałam, że trudno. I jak odpuściłam, to sam się znalazł”, śmieje się Paulina, która swojego obecnego partnera poznała w nowej pracy.

BĄDŹ TU I TERAZ

Mimo wielu trudności i dylematów wiek 25+ nie musi być pasmem rozczarowań i niepowodzeń. Jak przekonuje psycholog, wszystko zależy od naszego podejścia do życia. Najważniejsze to być tu i teraz. „W jednym z badań przeanalizowano losy absolwentów uniwersytetu, którzy niemal przez rok poszukiwali pracy. Okazało się, że ci, którzy nie rozpamiętywali tego, o jakiej pracy marzyli na początku, byli zadowoleni z tej, którą ostatecznie znaleźli”, opowiada Marta Dziekanowska. Przekonuje też, że szczęście nie bierze się z tego, że zdobywamy to, czego chcemy. Ale z tego, że potrafimy docenić to, co mamy. Patrycja wyznaje szczerze: „Rodzice w moim wieku mieli już trzyletnie dziecko, mieszkanie, wili cieplutkie gniazdko. Porównując się z nimi czuję, że się nie udało”. Ale w swojej sytuacji życiowej upatruje dużo pozytywów: „Z drugiej strony jestem o wiele bardziej zadowolona z życia zawodowego. Czuję się wolna, mogę pojechać, dokąd chcę, uczyć się języków, robić to, na co mam ochotę. Nie lubię takiego stereotypu, że studia to najlepszy okres w życiu. Tylko pięć lat szczęścia, a reszta to depresja? To zależy tylko od nas”. Paulina twierdzi, że kryzys ćwierćwiecza wynika ze świadomości, że to ostatni moment, aby dokonać przełomowej zmiany w swoim życiu. Problem polega na tym, że wielu milenialsów nie do końca wie, co chce zmienić – i jak. Marta Dziekanowska radzi, aby skupić się na konkretnym życiowym celu – i wizualizować. „Możesz zrobić własną mapę marzeń lub ich konkretną listę. Jeśli wiesz, czego chcesz, nie rozpraszasz się robiąc coś, co nie prowadzi cię do celu”, przekonuje terapeutka. Kluczem jest to, aby nie oczekiwać zbyt wiele od razu i stosować technikę małych kroków. „Trzymaj się tego, czego pragniesz, ale nie zakładaj, że to się stanie natychmiast. Marzenia nie spełniają się od razu”.

One też przeszły kryzys ćwierćwiecza - depresja może dopaść nawet sławne i bogate.

ADELE: w jednym z wywiadów gwiazda wspominała: „wiek 25 lat był momentem zwrotnym w moim życiu. Balansując na krawędzi między młodością a dorosłością, podjęłam decyzję, że stanę się osobą, którą będę do końca życia, bez oglądania się za siebie”.

LENA DUNHAM: 30-letnia dziś pomysłodawczyni serialu „Dziewczyny” zawsze otwarcie mówiła o swojej walce z depresją i zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi. „kiedy skończyłam studia, pomyślałam: co teraz? nikt mnie nie zatrudni, jestem gruba”. tylko spójrzcie, gdzie jest teraz!

J.K. ROWLING: autorka książek o Harrym Potterze miała niespełna 30 lat, kiedy zaczęła pisać pierwszy tom z serii. Była wtedy samotną matką zmagającą się z bezrobociem i depresją.

LADY GAGA: Mając 20-parę lat, piosenkarka i aktorka walczyła z uzależnieniem od narkotyków. Jak mówiła w jednym z wywiadów: „Myślałam, że to koniec mojego życia i nie miałam już na nic nadziei”.

l
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama