Reklama
Reklama

Od czego zaczyna się miłość?

Od czego zaczyna się miłość? fot. istock.com

Singielka w wielkim mieście

„A to się zwykle tak zaczyna, sam nawet nie wiesz, jak i gdzie”. Brzmi znajomo, prawda? Cóż, nie chodzi tylko o to, że przytoczony fragment to słowa piosenki Mieczysława Fogga, lecz także o sprawdzalność tego tekstu w codziennym życiu. Zresztą sama ostatnio miałam okazję przekonać się o tym kolejny raz na własnej skórze. W moim pierwszym felietonie pisałam, że w nowy rok wejdę z nowym nastawieniem. Będę bardziej otwarta, zapomnę o swojej Żabie i pomogę nieco szczęściu, na przykład poprzez założenie (po raz enty) konta na Tinderze. No i tak jak postanowiłam, tak zrobiłam. Internetowy outlet to chyba jednak wciąż jeszcze nie moja bajka, która kończy się słowami „i żyli długo i szczęśliwie”, ale otwarta postawa zaczyna przynosić efekty, czego najlepszym przykładem może być moja ostatnia podróż pociągiem. 7 rano, za oknem szaro i deszczowo, a w przedziale siedzi ze mną grupa czterech młodych mężczyzn. Wyjątkowo nie zabrałam ze sobą żadnej książki ani magazynu, a przede mną była jeszcze czterogodzinna podróż.

Mam więc kilka opcji.

Mogę spróbować drzemki, rozmyślać o życiu i śmierci, podziwiając polskie pola i lasy albo… włączyć się do rozmowy ze współtowarzyszami. Co wybrałam? Biorąc pod uwagę kwestię „nowy rok – nowa ja”, zdecydowałam się na konwersację. A nie było to zadanie trudne, ponieważ panowie okazali się być lekarzami jadącymi właśnie na konkurs szycia chirurgicznego (serio, takie coś istnieje!), a więc ze szczerym zainteresowaniem zaczęłam dopytywać o szczegóły tejże inicjatywy. Potem poszło już z górki i weszło na klasyki – polska służba zdrowia (temat rzeka, a zatem już byłam w połowie swojej trasy), polityka, muzyka, moda (!), podróże i… tak dojechaliśmy do celu. Cztery godziny upłynęły jak cztery minuty. Magia? W dzisiejszych czasach raczej tak. Ta wspólna droga uświadomiła mi bowiem, że zapomnieliśmy, jak rozmawia się z innymi ludźmi. Komunikujemy się przecież głównie przez media społecznościowe, dając lajki czy wysyłając emotikony w komentarzach. Używamy skrótów, a swoje historie opowiadamy za pomocą zdjęć i hasztagów na Instagramie. Wśród ludzi nie podnosimy głowy znad ekranu telefonu, bo boimy się, że ktoś mógłby przypadkiem odważyć się i spróbować kontaktu w wersji analogowej. I powiem ci, że naprawdę wiele w ten sposób tracimy. I choć ta historia nie ma miłosnego happy endu, pokazuje mi, że prawdziwe życie przytrafia się w najmniej oczekiwanym momencie. Zachęcam więc, by zamiast do smartfona, uśmiechnąć się czasami do ludzi. Żeby zamiast skrolowania Facebooka, posłuchać prawdziwych historii. Nie namawiam oczywiście do usuwania wszystkich swoich kont ze społecznościowych portali. W końcu to właśnie dzięki tego typu wynalazkom XXI wieku może przyjdzie mi kontynuować znajomość z kolegami z pociągu*. Pamiętaj jednak, że od czasu do czasu warto pobyć offline i rozejrzeć się dookoła. No dobrze, tyle o mnie. Jesteś może ciekawa, jakie nowe historie spotkały moje przyjaciółki – Marysię i Julkę? Cóż, w tym miesiącu randkowych plotek z ich udziałem brak. Niemniej podzielę się z tobą przemyśleniami moich… nowych koleżanek, czyli #cosmosingielek, które odpowiedziały na mój pierwszy tekst. I w tym momencie od razu chciałabym wam, dziewczyny, gorąco podziękować. Nie tylko za ciepłe słowa, ale i za szczere historie. „Życie jest za krótkie, by ubolewać nad nieobecnym księciem z bajki”, napisała do mnie Ewelina P., a ja pod tym zdaniem podpisuję się prawą i lewą ręką. Dodatkowo dedykuję je Zuzi N. i Dagmarze M., które tak jak i ja, postanowiły otworzyć się na nowe w 2019 roku. Przy okazji chciałabym także życzyć Iwonie B., by jej koleżankom wyszły oczy na widok jej zaręczynowego pierścionka. To znaczy zdjęcia wielkiego brylantu, który mam nadzieję, niedługo pojawi się na jej palcu… i Instagramie!

Na deser w lutowym #cosmoraporcie będzie jeszcze opowieść Anastazji K. Dlaczego poświęcę jej trochę więcej miejsca? A chociażby dlatego, że czytając maila od niej, miałam wrażenie, jakby ktoś opowiedział i moją historię. W skrócie? Najpierw wielkie uczucie, potem… wielka cisza. Zero telefonów, sms-ów, maili… Ot tak, jakby ktoś nagle wyłączył na świecie prąd i zapomniał go już włączyć. I choć trudno dopatrywać się tutaj naszej winy, dziś wiem, że problem mógł leżeć w zaangażowaniu. Nierównym, bo zdecydowanie większym po damskiej stronie. Anastazja ma swoim koncie przeprowadzki za głosem serca. Ja niejedno wyrzeczenie. Jest czego żałować? Według mnie nie, bo każdy człowiek jest albo lekcją, albo miłym wspomnieniem. Ja na ten moment zdecydowanie należę do pilnych uczennic i posłucham rady mamy mojej czytelniczki – bądź cierpliwa, na wszystko przyjdzie czas. Też chciałabyś podzielić się ze mną swoją historią?

Napisz maila na adres: cosmo@ cosmo.pl.

Przeczytam i chętnie wplotę ją do kolejnego felietonu. W kontakcie!

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama