Reklama
Reklama

Czy warto zmieniać się w imię miłości?

Czy warto zmieniać się w imię miłości? fot. istock.com

Paula Konieczny

11marca2019

Opinie na temat zmiany dla partnera są podzielone...

A słynne słowa Jihma Rohna „jesteśmy wypadkową, pięciu osób, z którymi spędzamy najwięcej czasu” godzą w twoje ego? Uważasz, że zmiana siebie dla romantycznego związku jest traceniem swojej tożsamości? Poświęceniem? Według Rohna zmiany są nieuniknione, ale wcale nie oznacza to, że są złe!

Opinie na temat zmiany dla partnera są podzielone. Z jednej strony słyszymy: „nie zmieniaj się dla nikogo”, „nie bierz ślubu z kimś, licząc, że się zmieni”, „ma Cię pokochać taką jaką jesteś”. A z drugiej strony: „prawdziwa miłość cię zmienia”, czy „sprawia, że jestem lepszą wersję siebie”.

Każda z nas miała chyba taką przyjaciółkę, którą związek zmienił w zupełnie inną, obcą osobę. Albo znasz to uczucie po zakończonym związku, kiedy zdajesz sobie sprawę, że po drodze  naprawdę straciłaś część siebie i swojego świata.

Więc zmieniać się czy nie?

Trzymać się twardo swoich zasad, czy otworzyć się na zmianę? A może pójść na kompromis? Jeśli tak, to gdzie postawić granicę?     

„Tłumiłam część siebie” - mówi 27-letnia Florence o swoim poprzednim związku. „Nie wspierał mnie i moich pasji. Przytłaczały go. Przez to przestałam się rozwijać. Trzymał mnie w miejscu”.

Z kolei 20-letnia Loren opowiada o trudach wypracowania kompromisu: „Cały czas próbujemy się dotrzeć. Ja pracuję nad tym, żeby go nie osaczać, z kolei on stara się uwzględniać mnie w swoich decyzjach. Oboje staramy się zmienić na lepsze”.

26-letnia Alice, ma jeszcze inne doświadczenia. „Czułam się nieinteresująca” - przyznaje. „Będąc z nim w związku, ciągle tylko imprezowaliśmy i piliśmy alkohol – praktycznie nie trzeźwiałam. Jak tylko z nim zerwałam wszystko wróciło do normy”.

Można by więc uznać, że tylko dobrze prosperujące związki są warte zmiany... Nic bardziej mylnego! 27-letnia Maybelle mimo że zakończyła związek, nie żałuje zmian, jakie się w niej dokonały. „Mój były był prawdziwym kinomanem! Każdą niedzielę poświęcaliśmy na oglądanie filmów” - mówi. „Mówił, że to, co mu się we mnie najbardziej podoba, to sposób w jaki mówiłam o obejrzanym filmie. Zachęcił mnie nawet do założenia bloga z recenzjami!” Jak dodaje, dzięki temu pracuje teraz jako pisarka, zajmująca się tematyką filmową. „Mimo że nie widzieliśmy się już parę lat, zawsze będę mu wdzięczna za to, że „zaraził” mnie pasją do kina!”.

Jeśli Rohn ma rację, i rzeczywiście jesteśmy średnią z pięciu najbliższych nam osób, oznacza to, że wcale nie jesteśmy takimi zaciekłymi indywidualistkami, jak sądziłyśmy. Oznacza to również, że jesteśmy tak samo podatne na pozytywne zmiany, jak i, niestety, te negatywne.

Zdarzają się bowiem toksyczne związki, w których tłumimy siebie i swoje potrzeby. Zrażona takim doświadczeniem, nie zamykaj się jednak całkowicie na zmiany! Jeśli będziesz się twardo trzymać swojej niezależności, możesz przegapić zmiany, które dokonują się, gdy na swojej drodze spotkają się dwie, szanujące się nawzajem, osoby. Takie zmiany, wydają się bardziej odkryciem niż poświęceniem. 

Może więc nie powinnyśmy zadawać pytania o to, czy zmiana w imię miłości jest dobra czy zła, ale o to jak odróżnić utratę tożsamości od zmian na rzecz naszego rozwoju? Kluczem może okazać się zdrowy kompromis i pozostawanie wiernej sobie.

l
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama