Reklama
Reklama

Dlaczego warto się nudzić?

Dlaczego warto się nudzić? fot. istock.com

Izabela Cieplińska

11marca2019

Wyobraź sobie idealny kadr ze swoich wakacji. Leżysz na hamaku, wsłuchujesz się w ciszę i nic nie robisz. Relaksujesz się?

Nie? Jeśli świerzbią cię palce, by sięgnąć po telefon, to znak, że ciągle gonisz. Tylko za czym? I po co?

Pamiętasz historię Elizabeth Gilbert z „Jedz, módl się i kochaj”? Po rozstaniu z facetem wyjechała najpierw do Włoch (gdzie jadła), później do Indii (gdzie się modliła), a na końcu wylądowała na Bali (gdzie się kochała). Moja przyjaciółka Marysia zrobiła to samo. I to na długo przed Amerykanką (choć w wersji okrojonej). Pojechała do Indii do ośrodka medytacji, licząc na przyspieszoną duchową rekonwalescencję. Trafiła do aśramu, gdzie miała wieść życie mniszki: jeść ryż, obserwować oddech i milczeć. Przez 10 dni. Uciekła stamtąd po niecałej dobie! Kiedy spotkałyśmy się po jej powrocie, powiedziała, że zniosłaby wszystko: jedzenie robaków, chodzenie po rozżarzonych węglach i leżenie plackiem na gwoździach, pod warunkiem że mogłaby przy tym gadać.

POD PRĄD

Gdy opowiadam o Marysi znajomym, wszyscy kiwają głową ze zrozumieniem. Do jasnej anielki, jak można siedzieć cicho przez 10 dni! Nuuuda! Ale nikt nie potrafi odpowiedzieć, dlaczego to takie trudne. I nie wiadomo czemu, ciszę natychmiast łączymy z nudą i z katuszami. I boimy się jej jak potwora z ulicy Wiązów. Gonimy własne cienie: praca, dom, szkoła, kursy, a nawet jeśli mamy chwilę wolnego, wykorzystujemy ją na przegląd maili, wiadomości on-line, Facebooka z aktywnym wykorzystaniem kciuka do zrobienia „lajka”. Bo przecież samo przeglądanie nie wystarczy. Czemu tak się dzieje? Amerykański psycholog społeczny Timothy Wilson z Uniwersytetu Wirginia postanowił sprawdzić ludzką wytrzymałość na nudę. Zebrał grupę studentów i okolicznych mieszkańców w różnym wieku i zamykał każdego z osobna w pokoju na 6-15 minut. Po co? Po nic. Mieli tylko siedzieć i myśleć. Ankiety pokazały, że eksperyment nikomu nie przypadł do gustu. Ale to nie był koniec. Naukowcy znów zamknęli badanych na 15 minut, tym razem w laboratorium, gdzie znajdował się przycisk porażający prądem elektrycznym. Wprowadzili zasadę, że jeśli uczestnik chce się wydostać, musi wcisnąć guzik. Jeśli zostanie, uniknie porażenia, a do tego zgarnie okrągłą sumę pieniędzy. Badani znali moc wstrząsów elektrycznych, bo zostali „popieszczeni” dla próby tuż przed eksperymentem. I to naprawdę bolało. Zgadnij, co się stało. 67% mężczyzn i 25% kobiet wcisnęło guzik. Jeden z uczestników zrobił to aż 190 razy! Badanie pokazało, że wolimy cierpieć fizycznie, niż pozwolić na torturowanie nudą. Nie potrafimy siedzieć, myśleć i nic nie robić. A przecież zostaliśmy wyposażeni w mózg, który oferuje nam kino 3D na żądanie, a w nim przyjemne filmy z naszej przeszłości i pasjonujące fantazje o przyszłości. A jak do tego dodać teraźniejszość i umiejętność delektowania się chwilą, rysuje się najpiękniejszy i najbardziej inspirujący film ever.

KREATYWNOŚĆ

Nas, jak się okazuje, to nie kręci. Napięty grafik i przepracowanie jest w dzisiejszych czasach nowym symbolem statusu społecznego. Przez harówkę pokazujesz, jak bardzo jesteś potrzebna i że aktywnie pracujesz na swój sukces. Tak twierdzi Alex Soojung-Kim Pang, wykładowca Uniwersytetu Stanford i autor książki „Rest: Why You Get More Done When You Work Less” (Odpocznij: dlaczego zrobisz więcej, kiedy pracujesz mniej, tłum. red.). „Obawiamy się przyłapania na nieróbstwie”, pisze autor. Jeśli więc nie masz nic do roboty, smartfon ratuje cię z opresji. Ileż on ma funkcji! Tylko powinnaś wiedzieć, że Steve Jobs, twórca słynnego iPhone'a, ograniczał swoim dzieciom dostęp do produktów firmy Apple, bo uważał, podobnie jak inni geniusze kreatywności, że nuda jest matką wielkich odkryć. To ona pozwala używać wyobraźni w sposób nieograniczony, z niczego wykreować coś. Miałaś kiedyś szansę poobserwować kilkuletnie dziecko? Możesz zarzucić je toną zabawek Fisher Price'a, a i tak po godzinie będzie umierać z nudy. A spróbuj podrzucić mu mydło i pastę do zębów. Przez 5 godzin będzie budować zamek z mydlin, do którego przyjedzie rycerz na słoniu zrobionym z pasty do zębów. Nasz mózg, gdy da mu się szansę, zaczyna wspinać się na wyżyny kreatywności. Przeraża cię nuda? Nudź się kreatywnie! Ustal konkretny czas, jaki poświęcisz na nicnierobienie. Zastanów się, czy chcesz poleżeć i zebrać myśli (na przykład poszukujesz pomysłu na wielki projekt marketingowy), czy po prostu chcesz poleżeć i pooddychać. Poświęć chwilę na obserwację, jak twoje ciało czuje się w tej nowej sytuacji. Czy coś cię uwiera, czy wręcz przeciwnie, jest błogo. Niczego nie oczekuj. Może wpadniesz na cudowny pomysł, który zmieni twoje życie.

KONCENTRACJA

Mamy gorszą zdolność koncentracji niż złota rybka. Takie wnioski wyciągnęli kanadyjscy naukowcy, którzy zbadali 2000 osób, z czego 112 podłączyli pod aparat EEG, by dokładnie monitorować zmiany zachodzące w mózgu w trakcie stymulacji przeprowadzanej przez zespół badaczy. Nie wiadomo, ile rybek zostało przebadanych na tę okoliczność (i w jaki sposób...EEG?), ale okazało się, że tracimy koncentrację po ośmiu sekundach. Złota rybka utrzymuje ją sekundę dłużej. Dlaczego? To zasługa wielozadaniowości, do której zmusiły nas czasy i rozwój technologii (w 2000 roku w tym samym badaniu wychodziło jeszcze 12 sekund). Ale badanie nasunęło też inną wątpliwość: może matka natura wcale nie zaprogramowała nas do intensywnego wysiłku. Bo skoro gubimy koncentrację tak szybko, to zamiast zmuszać się do uwagi na siłę, lepiej dać głowie pochodzić w chmurach? Zwłaszcza, że ten czas może być bardzo owocny. No bo wyobraź sobie, że leżysz na leżaczku i wsłuchujesz się w szum morskich fal. Nie myślisz o niczym. Przez pierwszych 5 sekund. Później nieśmiało wkrada się pierwsza myśl. Za nią kolejna. I następna. Nie wiesz, kiedy jest ich już wesoła gromadka. Czego dotyczą? W większości przyszłości, tak mówi nauka. I to bardzo dobrze! A zespół psychologa Jonathana Smallwooda doszedł do wniosku, że bujanie w obłokach na temat tego, co dopiero się wydarzy, pozwala nam podejmować lepsze decyzje w przyszłości. I uczy cierpliwości. Dlatego, że masz więcej czasu na przyjrzenie się potencjalnym problemom – spokój sprzyja odszukaniu lepszych możliwości na ich rozwiązanie. Dochodzi jeszcze element wizualizacji, który pomaga nadać formę marzeniom i ustalić dalekosiężne plany oraz sposób ich realizacji. I najważniejsze, tu zataczamy koło, nudzenie wsparte relaksacją poprawia koncentrację. Widzisz? A z boku mogłoby się wydawać, że umierasz z nudów, nic tylko leżysz i pachniesz.

KWINTESENCJA

Trzeba pamiętać, że nuda nudzie nierówna. Możesz się nieźle zdziwić, ale doczekała się pięciostopniowej klasyfikacji (czego podjął się niemiecki profesor Thomas Götz), przy czym pierwsza jest najbardziej pozytywna, a piąta najbardziej negatywna. Jak rozpoznać, czy nudzisz się prawidłowo? Gdy leżysz i pachniesz, jak robiłaś to przed chwilą, możesz być z siebie dumna. Robisz to właściwie. Gdy leżysz i patrzysz w sufi t, jesteś przy tym apatyczna i masz depresyjne myśli, zboczyłaś z toru (i jak mówią badania, narażasz się na popadnięcie w uzależnienia i ciężkie choroby psychiczne, przez co określenie zanudzić się na śmierć nabiera sensu). Oczywiście, możesz to sama sprawdzić. Następnym razem, gdy będziesz wystawiona na próbę w poczekalni lekarskiej, bo przedłuży się wizyta wcześniejszego pacjenta, przyjrzyj się swojemu stylowi leniuchowania (telefon zostaw w spokoju!). Wkurzasz się i martwisz, że opóźnienie rozbije ci dzień? Źle! Fantazjujesz o przystojniaku stojącym w obcisłych bokserkach na molo nad jeziorem Como, który właśnie puścił do ciebie oczko? Bingo! Czujesz o co chodzi?

PS

Wróćmy do początku. Zainteresowała cię historia mojej przyjaciółki? To szybko ją dokończę, bo jest niezwykle inspirująca. Po ucieczce z aśramu, Marysia nie wróciła do domu. Ruszyła w dalszą podróż po Azji. Łapiąc stopa w Birmie, poznała paczkę Brytyjczyków. Zakochała się po uszy w jednym z chłopaków, Michaelu, i wyszła za niego za mąż. Żyją ze sobą już długo i szczęśliwie. Gdyby wytrwała nudę i ciszę w odizolowaniu, całkiem możliwie, że zapomniałaby o swoim poprzednim, nieudanym związku, ale pozbawiłaby się szansy na nowy. Ale kto wie, może i tak poznałaby swoją drugą połówkę, bo podczas spokojnego pobytu w aśramie, siedząc cicho, fantazjowałaby o nowym mężu. A ten w końcu by się zmaterializował...

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama