Reklama
Reklama

Czy warto wyróżniać się z tłumu?

Czy warto wyróżniać się z tłumu? fot. istock.com

Na pewno nie raz musiałaś odpowiadać na pytanie „Czy ty jesteś normalna?!” i wcale nie chodziło o twoje zdrowie psychiczne.

Czy warto wyłamywać się z tłumu, dreptać swoją własną ścieżką, łamać zasady i tym samym wprowadzać innych w stan osłupienia? Sprawdzamy...

Niedawno siedziałam z moją koleżanką Kasią w kuchni i omawiałyśmy szczegóły jej nadchodzącego ślubu. „Wiesz, czuję ogromną ulgę”, powiedziała. „Wkrótce będę jak wszystkie inne, normalne kobiety”. Tego samego wieczoru zadzwoniła do mnie Ania, która na wspomnienie słów Kasi zapytała: „Myślisz, że jako singielki jesteśmy normalne?”. Kroplę goryczy przelała rozmowa z moim kumplem Darkiem, który przyznał się do tego, że do grona przyjaciół wybiera tylko dziwne osoby, ponieważ w towarzystwie „normalnych” czuje się nieswojo. I teraz oto siedzę i myślę, czy naprawdę trzeba być taką jak inni, by zachować poczucie normalności? Czy lepiej być tą czarną owcą w stadzie baranów?

Czy to w ogóle wypada?

Z jednej strony masz prawo wspinać się po szczeblach kariery, pilotować samoloty i kandydować na stanowisko prezydenta. Z drugiej, nie możesz nawet podejść do okienka w banku bez kolejki, śpiewać w zatłoczonej windzie albo powiedzieć facetowi, że ma ładne nogi. Inaczej otoczenie szybko postawi ci diagnozę „nienormalna”. Zresztą, zapewne sama nie odważysz się na tego rodzaju wybryki, bo kierujesz się wbitymi w dzieciństwie zasadami bycia taką jak wszyscy. Zastanawiałaś się kiedyś, skąd to się bierze? Ludzie od zawsze uczyli się życia w jednym plemieniu, dlatego – mając na uwadze wspólne dobro – wymyślono zasady, których należało przestrzegać. Od tego czasu normy rządzą niepodzielnie i zadowolone siedzą w każdej sferze życia człowieka. Zajrzyj do szufl ady w biurku, może znajdziesz tam: krem z kwasem hialuronowym, karnet na siłownię, chrupkie pieczywo, tabletki antykoncepcyjne, płytę Adele... Proszę bardzo, oto skutek wpływu społecznych oczekiwań. To właśnie przez nie stajemy się tak bardzo podatne na sugestie reklam. I to właśnie one rozbudzają w nas zazdrość o sukcesy innych osób, zachęcają do brania kredytów, a nawet straszą perspektywą staropanieństwa z garstką kotów u boku. Dlaczego mają nad nami tak ogromną władzę?

Korzyść czy kara?

Jeśli nieco przytyłaś, albo publicznie oświadczyłaś, że nie chcesz mieć dzieci, automatycznie trafiasz pod ostrzał krytyków, którzy raczą cię dydaktyczno-moralizatorskimi komentarzami. I nawet jeśli jesteś przekonana o słuszności swoich wyborów, dezaprobata babci, współpracowników, a nawet pięcioletniej siostrzenicy, mogą znacznie wpłynąć na twoje samopoczucie. Cała sprawa polega na tym, że mechanizm norm społecznych ma swoje podłoże w strachu przed karą lub osądzeniem. Neurolog i psychiatra Manfred Spitzer oraz jego koledzy z Ulm Institute w Niemczech przeprowadzili pewien eksperyment. Osoba A dostała pieniądze, którymi mogła się podzielić z osobą B. Jedna z opcja eksperymentu zakładała, że uczestnik B mógł ukarać osobę A, jeśli uznałby, że niesprawiedliwie podzieliła pieniądze – czyli naruszyła normę społeczną. Rezultat? W tym przypadku badany A częściej pozwalał sobie na hojność, ponieważ obawiał się posądzenia o oszustwo. Kolejnym ciekawym aspektem jest to, jak reaguje mózg badanych. Kieruje się on założonym algorytmem, który ocenia ryzyko i korzyści. Jeden z obszarów płatu czołowego kalkuluje, jak bardzo opłaca nam się naruszyć normę. I jeśli ryzyko jest większe niż korzyść, drugi obszar – znajdujący się w korze przedczołowej – tłumi chęć zatrzymania całej sumy pieniędzy dla siebie. Interesujące jest to, że ten mechanizm najlepiej działa u ludzi sukcesu. Oni doskonale wiedzą, kiedy mogą naruszyć normy społeczne, a kiedy muszą postępować rygorystycznie, aby pozostać jednostką w tłumie.

Przyjaźń z głową

Jak już rozumiesz, dążenie do bycia „jak wszyscy” jest dla nas czymś naturalnym, zgodnym z ewolucją. I tak naprawdę nie ma w tym nic złego. Kierowanie się normami społecznymi wzmacnia utrzymywanie poprawnych stosunków międzyludzkich i pozwala nam odnaleźć swoje miejsce w świecie. Kiedy byłaś nastolatką pomagała koszulka z podobizną Backstreet Boys, a teraz płaszcz z Zary lub H&M. Psycholog kliniczny Lucia Suleyman wyjaśnia: „Normy społeczne dają nam poczucie przynależności oraz, co za tym idzie, bezpieczeństwa”. Jednak, żeby uważano nas za te „normalne”, nie wystarczy ślepo kierować się zasadami i trzymać się konkretnych ludzi (stada). Należy także umieć dostosować się do standardów, które świadczą o dobrej kondycji psychicznej. Oczywiście nie jest to aż tak oczywiste, bo prawie każdy specjalista kieruje się własnym systemem. Na przykład Daniel Siegel, psycholog kliniczny i autor książki „Psychowzroczność. Przekształć własny umysł zgodnie z regułami nowej wiedzy o empatii”, przypisuje zdrowym osobom takie oto cechy: zdolność do empatii i refleksji, elastyczność komunikacji, równowaga emocjonalna i mocny kręgosłup moralny. Oceń swój charakter: czy jest stabilny czy jakaś cecha zdecydowanie góruje nad innymi? Przypuśćmy, że zawsze starasz się być w centrum uwagi, nieważne jakim sposobem – anegdotą czy pokazem histerii. Albo stałaś się samotniczką, nie podejmujesz się nowych wyzwań i z góry skazujesz się na porażkę. Jeśli potrafisz opisać siebie jednym słowem (np. „wybuchowa”, „obrażalska” albo „drobiazgowa”), to prawdopodobnie przeszłaś przez fazę akcentuacji – wyolbrzymienia konkretnej cechy charakteru. A to właśnie utrudnia przystosowanie się do życia w społeczeństwie i osłabia cię w trudnych sytuacjach. Drugim sygnałem pogubienia się może być brak elastyczności. Jak wyjaśnia profesor psychiatrii Randolph Nesse, większość z nas dostosowuje się do okoliczności. Jednak osoby wykraczające poza granice normy zachowują się tak samo w każdej sytuacji, ponieważ ich paleta emocjonalna jest jednobarwna. Żeby zakończyć autodiagnozę, zadaj sobie dwa pytania. Czy kiedykolwiek straciłaś ważną dla ciebie osobę z powodu swojego charakteru? Czy brak sukcesów w pracy może być powiązany z powtarzanymi przez ciebie schematami? Jeśli odpowiedziałaś twierdząco, może powinnaś przyjrzeć się sobie uważniej. Może uda ci się odnaleźć cechę, która stoi na przeszkodzie do przyjemnej współpracy z innymi ludźmi.

Równać się do reszty

Statystyczna Polka wychodzi za mąż w wieku 26 lat, zarabia 3400 zł brutto miesięcznie (w dużych miastach) i w ciągu życia rodzi 1,2 dziecka. Oczywiście to tylko uśrednione liczby. W wielu przypadkach „normalny” człowiek też jest wypadkową różnych obrazów. Nawet jeśli bardzo się starasz, zawsze będziesz się różnić od innych – ścieżką kariery, życiem osobistym, sposobem spędzania wolnego czasu, stylem ubioru. Jak mówi psycholog Aleksandra Gibińska: „Za dziwactwo uważa się odstępstwo od normy w niegroźnych sprawach: zasadach etykiety, tradycji, kulturze. W większości przypadków takie zachowanie nikomu nie szkodzi. Tak, pofarbowane różowe włosy, kilt zamiast spodni, niechęć do spędzania czasu z współpracownikami po pracy – to protest przeciwko normom. Ale zostaje prywatną sprawą każdej osoby, dopóki nie narusza granic innych ludzi”.

Niedostępna szarość

Wolisz się nie wyróżniać? Chcesz być jak wszyscy naokoło albo przynajmniej większość? OK. Ale musisz wiedzieć, że takie zachowanie ma swoje wady. Pierwszy minus – konformizm. Eksperymenty psychologa Stanleya Milgrama udowodniły, że większość „zwykłych” osób wykazuje potrzebę ulegania autorytetom. Około 65% uczestników badania nie miałoby oporów przed uśmierceniem niewinnej osoby poprzez porażenie jej prądem, gdyby rozkaz padł z ust człowieka doświadczonego, któremu ufają. Inny eksperyment wykazał, że ludzie nazywali kolor biały czarnym albo nieprawidłowo oceniali długość jakiegoś odcinka (i to z premedytacją), o ile tak samo postępowała reszta. Wybierając grupę, która jego zdaniem postępuje prawidłowo, „normalny człowiek” nie próbuje spierać się z jej założeniami, a więc grzecznie zgadza się ze wszystkim, co ta zrobi. A to oznacza, że możesz nieświadomie dołączyć do, na przykład, sekty albo krwawej rewolucji. Drugi problem, z jakim możesz się zetknąć, będąc elementem grupy, to brak kreatywnego myślenia. Chcesz dopasować się do otoczenia? Będziesz musiała uwierzyć w niepisane prawdy życiowe i kierować się ustalonymi zasadami zachowania. A stworzenie czegoś nowego to zawsze przekroczenie granic, złamanie schematu. „Normalny” człowiek nigdy nie zwątpiłby w to, że równoległe linie się nie przecinają, nie stworzyłby abstrakcyjnych obrazów i nie wymyśliłby świecących kapci, które ułatwiają nocne wędrówki do toalety. W jego obrazie świata jest to niemożliwe. I na koniec, czy masz odwagę się wyłamać? Świetnie. Bo strach przed zmianami i płynięciem pod prąd trzyma nas w znienawidzonej pracy lub w związku, który się wypalił. Ten strach to fundament, na którym społeczeństwo zawsze się opierało i będzie się opierać. Więc, dopóki większość się boi, za rozwój odpowiadają tzw. freaksy – szaleńcy i dziwacy, eksperymentatorzy oraz inne „nienormalne” osoby. Takie jak ja i może ty też...

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama