Reklama
Reklama

Na co powinnaś patrzeć szukając faceta? Czy możliwe jest znalezienie tego idealnego?

Na co powinnaś patrzeć szukając faceta? Czy możliwe jest znalezienie tego idealnego? fot. istock.com

Masz dość mężczyzn, którzy nie wiedzą czego chcą od życia? Mamy na to sposób!

„Nie zależało mi, by kandydat na randkę spełniał jakieś wymagania, ale kiedy zaczęłam być wybredna, coś się zmieniło. . .”

...oświadczyła moja najlepsza przyjaciółka, kiedy miałyśmy po 20 lat z kawałkiem. – Koleś ma albo zadeklarować mi dozgonną miłość, albo niech spada. – Ale faceci nie potrafią tak szybko rozeznać w swoich uczuciach, jak my – zaprotestowałam. Spotykałam się wtedy od dziewięciu miesięcy z chłopakiem, który jeszcze nie wyznał mi miłości. Powtórzył za to kilka razy, że nie wierzy w małżeństwo. Z jednej strony byłam zmęczona czekaniem, aż on potraktuje poważnie naszą relację, z drugiej – wierzyłam, że prędzej czy później dojrzeje. – Nie umawiam się z facetami, którzy nie mają stałej pracy – oświadczyła inna kumpelka parę lat później. – A niby dlaczego? – spytałam zdziwiona. W tamtym momencie życia mieszkałam z bezrobotnym imprezowiczem. I choć rola sponsorki nie do końca mi odpowiadała, nie mogłam sobie wyobrazić, że każę mu się wynosić. W końcu sam się wyprowadził. A ponieważ była to już moja czwarta miłosna porażka, zorientowałam się, że coś robię nie tak...

Zamiast jednak poddać w wątpliwość moje kryteria selekcji, założyłam, że to ja mam wady. Może byłam zbyt emocjonalna albo za szybko żądałam deklaracji. Albo bez sensu chciałam przegadać każdy problem. Nigdy nie zastanawiałam się, czego ja wymagam od faceta. Jeśli mnie zainteresował, umawiałam się z nim. Po prostu. – Zrób listę – poradziła najlepsza przyjaciółka mojej mamy, kiedy byłam z wizytą w domu. – Zapisz wszystkie cechy, który musi mieć mężczyzna twojego życia i nawet nie myśl o randce, jeśli facet nie spełnia tych warunków. Ale to nie takie proste! Randkowanie to nie kupno samochodu. Trudno mi było określić, czego potrzebuję. Poza tym, czy wolno mi być idealistką? W końcu, gdybym miała taką listę, gdy zaczynałam swoje życie miłosne, z połową eks bym się nie umówiła. (I na pewno trzymałabym się z daleka od ostatniego mężczyzny- -dziecka, który rzadko miał stałą pracę, a budzik nastawiał tylko po to, by oglądać Australian Open na żywo w środku nocy). Ale może... Zawsze chwaliłam się, że jestem elastyczna w kwestii mężczyzn. Byłam fanką miłości bez granic. I byłam zdziwiona, kiedy jeden mój związek za drugim się rozpadał, a ja rozpadałam się psychicznie zaraz potem? Co ciekawe, byłam dość wybredna w innych dziedzinach życia. Miesiącami zastanawiałam się, czy kupić nowe dżinsy. Rok zabrało mi wybranie psa. Ale jeśli chodzi o mężczyzn – brałam kota w worku. Powinnam z większą uwagą przyglądać się potencjalnym mężczyznom mojego życia?

Zainwestowałam tyle czasu i energii w spotkania z facetami, którzy nie dość, że nie mieli intencji się ze mną ożenić, to jeszcze nie spełniali podstawowych standardów. To nie tak, że za każdym razem ja byłam tą porzuconą. Po pewnym czasie w związku, odzyskiwałam zdolność logicznego myślenia, przyglądałam się partnerowi i często dochodziłam do wniosku, że to ja nie chcę za niego wychodzić. Kiedy wróciłam od mamy do domu, po raz pierwszy w życiu zrobiłam listę rzeczy, których oczekuję od mężczyzny. Chciałam faceta nie starszego ani nie młodszego ode mnie więcej niż osiem lat. Chciałam faceta poważnie myślącego o swojej karierze. I, najważniejsze: kogoś, kto rozumie wartość szczerej komunikacji. Spędziłam za dużo lat z mężczyznami, którzy nigdy nie chcieli rozmawiać o emocjach. Za każdym razem, gdy poruszałam trudną kwestię, robili się nerwowi. Próbowałam zaakceptować fakt, że oni są z Marsa i mają inaczej, ale czułam się sfrustrowana i samotna. Chciałam dzielić się pasjami, moją filozofią życia, pomysłami i o nich dyskutować. Kończyło się na tym, że czułam się jak nudny wykładowca. Miałam tyle do zaoferowania, tylko... nikt nie chciał tego brać. Zbyt często również chodziłam na randki z mężczyznami, dla których ważne były powierzchowne zalety (ładny uśmiech) i proste radości (dobra impreza). Nie sprawdzali się w kryzysie.

Reasumując: wchodziłam w związek zafascynowana, bo facet miał piękne oczy i tak jak ja, kochał psy, a wychodziłam z niego zdruzgotana, bo koleś spał do południa albo znikał z domu w samym środku kłótni. Jasne, o tym, czy związek przetrwa można się przekonać tylko w tak zwanych zwykłych, codziennych sytuacjach, ale pewne rzeczy możesz zauważyć wcześniej. Czy macie podobne zwyczaje? Czy kiedy tłumaczysz, że coś jest dla ciebie ważne, bierze twoje słowa serio i stara się respektować twoje potrzeby? A może mówi, że masz irracjonalne wymagania? Nie musisz być wróżką, żeby przewidzieć przyszłość z większością kolesi. Ich zachowanie powie ci dokładnie, czego możesz się spodziewać na dłuższą metę. Musisz tylko mieć odwagę zrobić krok w tył i poczynić stosowne obserwacje. To naturalne, że chcesz umieścić mnóstwo powierzchownych cech na liście. Ale zamiast pisać „przystojny” czy „kochający życie”, wybierz to, co jest naprawdę dla ciebie ważne. Na przykład: „Pracuje intensywnie, ale potrafi się też relaksować” albo „jest za partnerskim podziałem obowiązków”, a nawet: „woli oglądanie „Żywych trupów” niż clubbing”. Taka lista to ryzyko. Czułam się dziwnie, przyznając, że szukam partnera na życie. To niebezpieczne, pragnąć mocno czegoś, nad czym nie mam kontroli... Ale kilka tygodni po tym, jak zrobiłam listę, coś się zmieniło. Poczułam nadzieję i, mimo wszystko, większą kontrolę nad tym, co się wydarzy. Wiedziałam, że albo znajdę, czego szukam, albo będę singielką, ale dumną z tego, że nie obniżam standardów. Wreszcie zobaczyłam, że brak checklisty oznaczał, że zgadzałam się na każdego faceta i pozwalałam, by to on decydował, czy ja jestem dla niego wystarczająco dobra. Dlatego postanowiłam komunikować moje potrzeby i pragnienia. Może nie na pierwszej randce, ale w ciągu pierwszych 2 miesięcy. Jeśli miałoby to przestraszyć faceta, trudno. Przyznaję, że nagle zrobiło się mniej kandydatów do randkowania. Tydzień po napisaniu listy, poszłam na wesele i zorientowałam się, że żaden z facetów, którzy są mną zainteresowani, nie jest dla mnie dobry. Jeden (czarujący!) był zbyt zdystansowany emocjonalnie. Inny (z poczuciem humoru!) za dużo pił. Kolejny (megasexy!) palił i wyglądał na agresywnego. Z jednej strony byłam rozczarowana, że nic romantycznego się nie wydarzy, z drugiej – to było coś nowego.

Wróciłam do domu szczęśliwa, że nie weszłam w relację, która skończyłaby się katastrofą. Czułam się wzmocniona myślą, że decyduję o swoim szczęściu po prostu odmawiając randki. Kilka miesięcy później poznałam mężczyznę, który miał wszystkie cechy z mojej listy i wiele innych, o jakich nawet nie marzyłam. Przystojny, zatrudniony i tak gadatliwy, że na pierwszej randce poznałam jego pasje, a także to, że... po prostu lubi rozmawiać. Kiedy opowiadał o swojej rodzinie i o swoich eks, dowiedziałam się, jakie wartości wyznaje. Nie tylko zgodził się zapłacić rachunek po połowie, ale uznał to za oczywiste. I było jasne, że oboje jesteśmy domatorami, którzy uwielbiają seriale. Właśnie wspólne zainteresowania i wartości sprawiły, że jesteśmy 10 lat szczęśliwi razem. Ale to, co najważniejsze, było na szczycie mojej listy: mój teraz-już-mąż rozumie, że komunikacja jest kluczowa w związku. Gdy któreś z nas ma doła, rozmawiamy. Dzięki temu zaakceptowałam, że czasem mieć gorszy dzień i zadbać o siebie bardziej niż zwykle. Nie boję się, że mąż ucieknie, gdy przyznam się do moich słabości, jestem więc spokojniejsza i bardziej pewna siebie. Teraz jest dla mnie jasne, że od razu powinnam była zrobić swoją listę. No, ale... uczymy się na błędach.

Artykuł premierowo ukazał się w 04/2016 Cosmopolitan

l
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama