Reklama
Reklama

Czy istnieje matematyczny wzór na znalezienie idealnego partnera?

Czy istnieje matematyczny wzór na znalezienie idealnego partnera? fot. istock.com

Co przyciąga bardziej, przeciwieństwa czy podobieństwa?

Gdyby istniał matematyczny wzór na znalezienie perfekcyjnie dopasowanego partnera, wszystkie miałybyśmy zapewniony związek idealny. Tymczasem dysponujemy jedynie wiedzą, że między dwojgiem potrzebny jest przynajmniej jeden wspólny mianownik. Tylko jaki?

„Przeciwieństwa się przyciągają” głosi popularne przysłowie. Ale według już innej ludowej mądrości: „Ciągnie swój do swego”. Życiową prawdę kryją obydwie sentencje, pozornie antagonistyczne. Zwykle na starcie związku fascynuje nas odmienność partnera, przyciągają nas cechy, których same nie posiadamy. Różnice charakteru rokują na pewnego rodzaju przygodę, możliwość przeżycia czegoś zupełnie nowego, spojrzenia na świat z innej perspektywy. To dzięki nim związek jest ekscytujący. Jeśli jednak liczymy na relację na dłuższą metę, to są obszary, w których mimo wszystko partnerzy powinni być do siebie podobni. Przynajmniej w jednym, kluczowym aspekcie, który stanie się filarem poważnego związku… W jakim? Istnieją cztery hipotezy.

PODOBNE ŚRODOWISKO PRACY

Jak mówią badania, ponad 40% z nas miłość dosięga w pracy, więc trudno bagatelizować tę tezę. Czy to właśnie ten wspólny mianownik, który jest gwarantem udanego związku? Dla Kamili (29 lat) to kluczowe: „To podstawa, jeśli można rozmawiać o swoim zawodzie z kimś, kto obraca się w tym samym świecie, kto mnie rozumie, ma podobne zainteresowania, jest w stanie kompetentnie doradzić. Jestem producentką programów telewizyjnych, a Robert operatorem. Oczywiście poznaliśmy się na planie. Pomagamy sobie wzajemnie, wspólnie dyskutujemy o projektach. Żyjemy tym samym zagadnieniem. Nie wyobrażam sobie związku z kimś, kto nie miałby pojęcia o tym, czym się na co dzień zajmuję i jakie są realia mojej pracy”. ...ale dla Magdy (28 lat) nie ma to znaczenia: „Kiedy zamieszkałam z Kubą, wiedziałam, że to będzie pasjonująca historia. Obawiałam się tylko, że nie potrwa zbyt długo. Ja, dziennikarka w radiu informacyjnym, dla której pobudka o 3 w nocy to chleb powszedni, on grafik freelancer, wstający najwcześniej po 10.00 – to nie rokowało. Z biegiem czasu okazało się jednak, że tak różne światy pracy nie oddalają nas od siebie, ale mają konkretne plusy. Kiedy jesteśmy ze sobą, prawie wcale nie rozmawiamy o pracy. Wszystkie tematy dotyczą naszego wspólnego życia, co daje oddech i pozwala skupić się na innych sprawach niż te zawodowe”.

PODOBIEŃSTWO FIZYCZNE

Jest sporo par, które wyglądają jak… rodzeństwo. I nie chodzi tu wyłącznie o podobny styl ubierania się, ale o fizjonomię. Zbieg okoliczności czy klucz do sukcesu? Dla Dominiki (26 lat) to kluczowe: „Często słyszę, że ja i Kamil wyglądamy identycznie. Faktycznie jesteśmy podobnego wzrostu, obydwoje mamy włosy blond, niebieskie oczy. Na studiach trafiłam na pewne badanie z 2010 roku. Grupie osób pokazano kilkanaście zdjęć nieznanych ludzi, spośród których mieli wybrać najatrakcyjniejszych. Nie powiedziano im jednak, że wśród fotografii są twarze zmodyfikowane graficznie, w które sprytnie wkomponowano ich własne. A to były właśnie te, które wybierali najczęściej! Przypadek? Nie mam pojęcia, ale mój szczęśliwy związek ma z tym na pewno coś wspólnego”, mówi. …ale dla Sylwii (30 lat) nie ma to znaczenia: „Żaden z moich eks nie był do mnie podobny. Jestem drobną blondynką, zawsze noszę się na sportowo, a mój typ to postawny brunet w klimacie latino. Dziś jestem zaręczona z Hiszpanem (ideał!), który pracuje w korporacji i codziennie chodzi w garniturze. Wiem, że to miłość mojego życia. Tej teorii o fizycznym podobieństwie, absolutnie nie kupuję”.

PODOBNE CECHY CHARAKTERU

W 2010 roku amerykańscy psychologowie z Uniwersytetu Michigan zbadali blisko 1300 par. Większość z tych, których staż małżeński wynosił ponad 39 lat, dzieliła podobne cechy osobowościowe i upodobania. Czyżbyśmy mieli naszego zwycięzcę? Dla Moniki (26 lat) to kluczowe: „Dla mnie usiedzieć jeden dzień w domu to męka! Muszę wychodzić, być wśród ludzi, zwiedzać, odkrywać, podróżować i  jeszcze raz podróżować! Mati jest dokładnie taki sam. Razem się bawimy, spontanicznie wyjeżdżamy, nie przywiązujemy się do miejsc, w których mieszkamy. Nie mogłabym żyć z kimś ustabilizowanym. Rozniosłoby mnie”. …ale dla Jagody (25 lat) nie ma to znaczenia: „Jestem domatorką i najlepiej czuję się we własnych czterech ścianach. Dawid to nałogowy imprezowicz. Nikt ze znajomych nie dawał nam szans, ale jesteśmy ze sobą już cztery lata, a nasz związek kwitnie. Na początku faktycznie było trudno: on wychodził minimum trzy razy w tygodniu, ja znajdowałam setki wymówek, by mu nie towarzyszyć. Trochę to trwało, zanim obydwoje doszliśmy do tego samego wniosku: to, że inaczej wyobrażamy sobie idealny wieczór, nie oznacza, że nie możemy się kochać. Poszliśmy na mały kompromis i Dawid jeden wieczór podczas weekendu rezerwuje wyłącznie dla nas, a ja wychodzę razem z nim przynajmniej raz w tygodniu. Nasz związek funkcjonuje całkiem dobrze – w miłości ważne jest, żeby akceptować fakt, że każdego z nas uszczęśliwia coś innego”.

PODOBNA HIERARCHIA WARTOŚCI

Badania psychologa Mieczysława Plopy (autora książki „Psychologia rodziny: teoria i badania”) wskazują, że podobieństwo partnerów pod względem hierarchii wartości, jest jednym z najważniejszych wyznaczników powodzenia związku. Zgodność dwojga ludzi pod względem tego, co uważają za najważniejsze w relacji i w życiu, znacznie zwiększa prawdopodobieństwo wzajemnego zrozumienia, realizacji wspólnych celów oraz wsparcia w trudnych sytuacjach. Sprzeciw? Nie widzę… Dla Mai (28 lat) to kluczowe: „Wiedziałam od początku, że Kamil jest podrywaczem, ale nic na to nie mogłam poradzić – zauroczył mnie i zakochałam się jak nastolatka. Nasz związek był ekscytujący, ale pomimo całej miłości, którą mnie obdarzał, nadal pozostał Don Juanem. Na każdym kroku potrzebuje potwierdzenia swojej atrakcyjności. Dla niego fakt przespania się z inną nie ma znaczenia, jeśli to jednorazowe. Ja, zbyt zakochana, w obawie, że mogłabym go stracić, przez dwa lata zmuszałam się do zaakceptowania jego niewierności. Tylko że dla mnie zdrada to koniec uczucia i jak się okazuje, nic tego nie zmieni. Walka z własnymi przekonaniami kosztowała mnie depresję i w efekcie terapię. Tam dowiedziałam się, że naginając się, fundowałam sobie jedynie ruinę własnego poczucia wartości. A chyba o dokładnie odwrotny efekt chodzi nam w miłości…”. Dla Olgi (30 lat) to kluczowe: „Nie jestem z cukru i nie uważam się za księżniczkę, ale… lubię czuć się dobrze i dbać o swoją wygodę. Grzesiek natomiast kontestuje każdy przejaw komfortu. Jest prawdziwym hippisem, który gardzi wygodą, traktując ją jako przejaw znienawidzonego konsumpcjonizmu. Na początku pociągało mnie to jego „dzikie” oblicze i postawa prawdziwego outsidera. Ale dość szybko życie z nim stało się nie do wytrzymania. Naciska na podróżowanie stopem, choć miałoby to trwać kilka dni, i nocowanie w hostelach i schroniskach, bo gardzi instytucją hoteli. Kpi z moich wizyt u kosmetyczki – przecież mogę sama golić w domu nogi zamiast chodzić na depilację. Nie pochwala farbowania włosów, odmawia chodzenia do restauracji… Nie dałam rady dostosować swojego systemu wartości do jego radykalnych przekonań. To, co na krótką metę wydaje się ekscytujące, może na dłuższą metę wykończyć”. Dla Agaty (28 lat) to kluczowe: „Kiedy Rafał oznajmił mi, że nigdy nie chce się żenić ani mieć dzieci, mieliśmy po 22 lata. Byliśmy na początku studiów, bez własnego mieszkania. Ja też nie miałam takiej potrzeby na ten moment. Kładę nacisk na stwierdzenie „na ten moment” vs. „nigdy”. Wtedy nie zwróciłam na to uwagi, a powinnam… Po pięciu latach pragnienie założenia rodziny było we mnie coraz większe. Sądziłam, że Rafał też zmienił zdanie. Kiedy postanowiłam wyłożyć kar ty na stół, Rafał się oburzył: „Przecież uprzedzałem cię, że to się nigdy nie zdarzy!”. Pomimo bólu, jaki sprawiło mi rozstanie, wiedziałam, że nie mogę porzucić marzenia o rodzinie i dziecku. Pękało mi serce na myśl o tym, że ktoś, kto mnie kochał, nie był w stanie zmienić swoich przekonań w imię miłości do mnie”. I tak oto mamy odpowiedź na pytanie, jaki punkt wspólny jest niezbędnym fundamentem związku. I sprawia, że wspólne przejście przez życie staje się w ogóle możliwe. Jeśli jedno z was uwielbia horrory, a drugie bawi się wyłącznie na radosnych filmach familijnych, to nie jest to powód do niepokoju. Zawsze jest szansa na kompromis. Jeśli jednak różnią nas przekonania co do podstawowych wartości i życiowych priorytetów, to długodystansowy związek jest niemożliwy. Miej oczy otwarte, bo tylko podobieństwo naprawdę się liczy!

 

Artykuł premierowo ukazał się w numerze 02/2017 Cosmopolitan

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama