Reklama
Reklama

Co zrobić, gdy paraliżuje cię nadmiar opcji do wyboru?

Co zrobić, gdy paraliżuje cię nadmiar opcji do wyboru? fot. istock.com

Do mojej dawnej pracy przychodził pan z kanapkami. Przy czym słowo „kanapki” potraktujmy umownie. Codziennie wytaczał się z windy z ciężkimi koszykami, w których było wszystko.

Kanapki też, ale także humusy, wrapy, sałatki, muesli i inne różności. Wszyscy wyczekiwali go od rana, a potem rzucali się do tych koszyków wygrzebać coś dla siebie. A następnie delektowali się zdobyczą, przewracając oczami z rozkoszy i wydając dziwne, prawie erotyczne dźwięki. Ja w tym czasie żułam przyniesioną z domu kajzerkę z żółtym serem (bez przewracania oczami) i mówiłam, że te wszystkie różowe brokuły, orkiszowe tosty i budynie chia są okropnie pretensjonalne. I że wolę moją kajzerkę. Pewnego razu jednak ciekawość zwyciężyła. Nie zabrałam z domu kajzerki i kiedy pan z kanapkami pojawił się w drzwiach windy, pobiegłam do niego, jak cały mój zespół. Pochyliłam się nad koszem i... pożałowałam, że to zrobiłam. Kanapki zrobione były z siedmiu rodzajów pieczywa, sałatki składały się w 70% ze składników, których w życiu nie jadłam, a humus był tradycyjny, buraczany, dyniowy, z oliwkami, z miętą, z suszonego bobu… mam dalej wymieniać? Więcej grzechów nie pamiętam. W dodatku stałam na końcu szybko przesuwającej się kolejki, składającej się z osób, które dokładnie wiedziały, czego chcą. Mało czasu na decyzję. Myśl, myśl, myśl, Puchatku… Im więcej opcji brałam pod uwagę, tym mocniej panikowałam. Kiedy wreszcie przyszła moja kolej, byłam mokra i ciężko oddychałam. „Poproszę tradycyjny humus” – wyjąkałam. „Z pitą pszenną, bezglutenową, orkiszową białą czy orkiszową razową?” Mój poziom stresu sięgnął zenitu. A chodziło tylko o lunch! Nie miałam pojęcia, z jaką pitą chcę zjeść mój humus! W panice wzięłam pszenną. I od tej pory… zawsze mam przy sobie swoją kajzerkę.

MNIEJ, CZYLI WIĘCEJ

Narzekanie na to, że mamy za dużo opcji, wydaje się bez sensu. Bo chyba cenimy sobie wolność i możliwość wyboru? A jednak... latte czy mocha? Manikiur żelowy czy hybrydowy? Endomondo czy Runtastic? Rodzina, kariera czy jedno i drugie? Naukowcy sugerują, że jeśli mamy opcji za dużo, czujemy się przeładowani informacjami i nasz mechanizm dokonywania wyboru szwankuje. Możemy wtedy zafiksować się na tym, co mogliśmy wybrać, a czego nie wybraliśmy. Tak mocno się zafiksować, że stracimy pewność siebie, a nawet… wpadamy w depresję. I to wcale nie z powodu tych dużych, zmieniających życie decyzji dotyczących kariery czy ślubu. To może być coś tak prostego jak kupowanie dżemu. – Kiedy wybieram się na zakupy po dżem, chcę wrócić z dżemem – przyznaje profesor Sheena Iyengar z Columbia University. – Nie chcę stać sparaliżowana przed półką i po godzinie zastanawiania się, czy kupić wiśniowy czy malinowy czy wiśniowo-malinowy, wyjść ze sklepu bez dżemu. Prof. Iyengar kwestią dżemu zajmuje się już jakiś czasu. Parę lat temu prowadziła eksperyment, w którym obserwowała grupę klientów sklepu spożywczego. Mieli do wyboru dwa działy z dżemami. Na jednym były 24 rodzaje, na drugim tylko sześć. Więcej kupujących (60%) skierowała się w stronę wypasionej półki. Ale spośród nich tylko 3% włożyło jakikolwiek słoik do koszyka. Z kolei z grupy, która wybrała skromniejszą półkę, dżem kupiło 30%. Doświadczenie to przytaczają Daniel i Jason Freeman w książce „Rusz głową”. Komentarz Sheeny Iyengar: „Chociaż kręcą nas nieograniczone możliwości, nasz mózg czuje się bardziej komfortowo, gdy ma ograniczony wybór”.

POGOŃ ZA LEPSZYM

Moja koleżanka, 27-letnia Karolina, była zakupoholiczka, coś o tym wie. – Shopping był kiedyś megaprzyjemny, a teraz to horror – opowiada. – Centra handlowe są dzisiaj tak ogromne, że powiedzenie sobie „Podoba mi się ta spódnica, ale jeszcze rozejrzę się, czy nie znajdę fajniejszej” jest bez sensu, bo zanim zrobisz rundkę po wszystkich sklepach, zgłodniejesz, zmęczysz się i wściekniesz. Nie ma szans, żebyś zachowała niski poziom cukru we krwi w Zarze, kiedy uświadomisz sobie, że twoja idealna spódnica została cztery kilometry dalej w H&M. Kwestia tej mitycznej idealnej spódnicy to, nawiasem mówiąc, część problemu. W wykładzie motywacyjnym TED „The Paradox of Choice” psycholog Barry Schwartz wyjaśnia, że życie w czasach obfitości podkręca nasze oczekiwania. Jeśli mamy nieskończoną ilość opcji, z pewnością jedna z nich jest najlepsza – myślimy. Dr Schwartz tłumaczy to nie na przykładzie dżemu, ale sosu do sałatki. – Jeśli wybierzesz sos, który nie jest supersmaczny, możesz zacząć myśleć, że miałaś inny wybór, lepszy – mówi. – I tak się wkręcisz, że zaczniesz żałować decyzji i nie będziesz potrafiła czerpać satysfakcji z tej, którą już podjęłaś – nawet jeśli była dobra. Im więcej masz opcji, tym bardziej prawdopodobne, że będziesz żałować i czuć rozczarowanie, że zdecydowałaś się na to, na co się zdecydowałaś. Przypomina mi się moja inna koleżanka, Eliza, która rzuciła randkowanie online, bo za dużo było facetów do wyboru. – Kiedy już wykluczyłam tych, którzy mi absolutnie nie pasowali, wszyscy ci OK wydali mi się w równym stopniu OK – tłumaczy. – A potem, jak zaczęłam umawiać się z nimi na randki, zaczęłam też wątpić, czy na pewno dobrze wybrałam, nawet jeśli facet był spoko. Pewnego dnia umówiła się z chłopakiem, z którym mieli wiele wspólnego, ale konwersacja nie płynęła. Poszłam ze smartfonem do łazienki, umówiłam się z innym i potem do końca randki nie mogłam się skupić na rozmowie –zwierza mi się. – A myślę, że gdybym dała temu pierwszemu szansę, coś by z tego wyszło. Dr Schwartz uważa, że kluczem do szczęścia są skromne oczekiwania. Poprzednie pokolenia żyły z poczuciem, że działanie i efekt są ze sobą mocno zlinkowane. Ludzie szybko decydowali się na ślub, żeby założyć dużą rodzinę. I szli na studia, żeby zdobyć dobrą pracę. Teraz możemy zamrozić komórki jajowe, zmieniać ścieżkę kariery w dowolnym wieku i brać ślub z kim chcemy, kiedy chcemy i jeśli chcemy. To super, ale... jeśli nie żyjemy najlepszym z naszych żyć, wydaje nam się, że to nasza wina, bo przecież inne opcje były/są możliwe. Takie nastawienie do życia może spowodować depresję, zwłaszcza u osób, które mają słabszą odporność psychiczną. Tak jak 29-letnia Laura. W jej życiu regularnie pojawiają się okresy obniżonego nastroju i stany lękowe. Kiedy ma gorszy czas, podejmowanie decyzji to dla niej jeden z największych problemów. – Proste pytania w stylu: „Skąd zamawiamy obiad” może wkręcić mnie w spiralę wątpliwości – opowiada. – Prowadzi bowiem do: „Dlaczego nie wiem, czego chcę?”, a potem do: „Jaka jestem głupia, że nie wiem, czego chcę”, a potem ewoluuje w serię wewnętrznych ataków na moje i tak niskie poczucie własnej wartości. Ironia polega na tym, zdaniem dr Schwartza, że bez względu na to, jak mało satysfakcjonuje nas nasz wybór, prawdopodobnie wcale nie jest wcale taki zły. – Czujemy się rozczarowani, bo mamy wysokie standardy – uważa psycholog. – I choć obiektywnie podejmujemy coraz lepsze decyzje, czujemy się z tym coraz gorzej.

SZERSZA PERSPEKTYWA

No więc jak mamy radzić sobie z paraliżem decyzyjnym? Sheena Iyengar radzi spojrzeć na sytuację z dystansu. I zastanowić się, jak duże znaczenie w tym konkretnym wypadku ma fakt, czy wybierzesz po namyśle, czy szybko. – Jak ważne jest, że zamówisz sobie „właściwy” lunch do pracy? – pyta. – Jeśli zjesz dzisiaj stek zamiast kurczaka, czy nadal będziesz mieć do siebie o to pretensje za 40 lat? Ale z drugiej strony zastanów się, czy zaczniesz oszczędzać dzisiaj czy jutro, czy za rok. To akurat za 40 lat może mieć bardzo duże znaczenie. Sheena Iyengar radzi również, by ograniczyć sobie ilość opcji. Twórca Facebooka, Mark Zuckerberg podobno codziennie nosi dżinsy i T-shirt. Uważa, że powinien przeznaczyć swoją energię raczej na rozważenie decyzji wartej milionów dolarów niż na wybór outfitu. – Budzę się codziennie z myślą o miliardowej społeczności – powiedział kiedyś w wywiadzie. – Dlatego chcę oczyścić moje życie maksymalnie. Żeby podejmować jak najmniej decyzji, które nie dotyczą użytkowników FB. Weź z niego przykład. Jeśli wybór idealnych ciuchów cię przerasta, dr Schwartz sugeruje ograniczenie się do zakupów tylko w kilku sklepach. To mniej wyczerpujące niż przeszukiwanie co sezon całego centrum handlowego czy internetu. Ale, i to jest jeszcze ważniejsze, ciesz się z wystarczająco dobrych wyborów. – To nie oznacza zadowalania się byle czym – przekonuje Schwartz. – Nadal możesz mieć wysokie standardy. Da się to zrobić w świecie, w którym mamy tyle opcji, natomiast nie da się żyć w ciągłej pogoni za tą najlepszą. Prof. Iyengar radzi też ograniczyć zastanawianie się do spraw dla nas istotnych. Konsekwencje niektórych decyzji są poważne, innych – nie. – Musimy mądrze decydować o tym, o czym właściwie chcemy decydować – uważa profesor. – Żeby nie inwestować swojej energii bez sensu. Ustal sobie priorytety. Kajzerka z serem jest przecież OK, jeśli masz inne sprawy na głowie. Potem, na urlopie, możesz ewentualnie wgryzać się w egzotyczne menu. Albo niekoniecznie...

GDY PARALIŻUJE CIĘ NADMIAR OPCJI:

  1. Działaj zgodnie z zasadą: „Jeśli coś nie jest zepsute, nie wymaga naprawy”. Knajpa, w której masz swoje ulubione pozycje w menu – jest OK.
  2. Rodzina pyta, co chcesz pod choinkę? Poproś o bony do ulubionego sklepu z ciuchami. Nie będziesz musiała zwiedzać całej galerii.
  3. Spytaj przyjaciółkę, co zamawiała wcześniej w tej restauracji i skopiuj jej wybór. Nie będziesz musiała za dużo myśleć, ani zazdrościć jej wyboru.
  4. Zrezygnuj z kablówki. Twoja kolekcja DVD całkowicie ci wystarczy

Kanapki też, ale także humusy, wrapy, sałatki, muesli i inne różności. Wszyscy wyczekiwali go od rana, a potem rzucali się do tych koszyków wygrzebać coś dla siebie. A następnie delektowali się zdobyczą, przewracając oczami z rozkoszy i wydając dziwne, prawie erotyczne dźwięki. Ja w tym czasie żułam przyniesioną z domu kajzerkę z żółtym serem (bez przewracania oczami) i mówiłam, że te wszystkie różowe brokuły, orkiszowe tosty i budynie chia są okropnie pretensjonalne. I że wolę moją kajzerkę. Pewnego razu jednak ciekawość zwyciężyła. Nie zabrałam z domu kajzerki i kiedy pan z kanapkami pojawił się w drzwiach windy, pobiegłam do niego, jak cały mój zespół. Pochyliłam się nad koszem i... pożałowałam, że to zrobiłam. Kanapki zrobione były z siedmiu rodzajów pieczywa, sałatki składały się w 70% ze składników, których w życiu nie jadłam, a humus był tradycyjny, buraczany, dyniowy, z oliwkami, z miętą, z suszonego bobu… mam dalej wymieniać? Więcej grzechów nie pamiętam. W dodatku stałam na końcu szybko przesuwającej się kolejki, składającej się z osób, które dokładnie wiedziały, czego chcą. Mało czasu na decyzję. Myśl, myśl, myśl, Puchatku… Im więcej opcji brałam pod uwagę, tym mocniej panikowałam. Kiedy wreszcie przyszła moja kolej, byłam mokra i ciężko oddychałam. „Poproszę tradycyjny humus” – wyjąkałam. „Z pitą pszenną, bezglutenową, orkiszową białą czy orkiszową razową?” Mój poziom stresu sięgnął zenitu. A chodziło tylko o lunch! Nie miałam pojęcia, z jaką pitą chcę zjeść mój humus! W panice wzięłam pszenną. I od tej pory… zawsze mam przy sobie swoją kajzerkę.

MNIEJ, CZYLI WIĘCEJ

Narzekanie na to, że mamy za dużo opcji, wydaje się bez sensu. Bo chyba cenimy sobie wolność i możliwość wyboru? A jednak... latte czy mocha? Manikiur żelowy czy hybrydowy? Endomondo czy Runtastic? Rodzina, kariera czy jedno i drugie? Naukowcy sugerują, że jeśli mamy opcji za dużo, czujemy się przeładowani informacjami i nasz mechanizm dokonywania wyboru szwankuje. Możemy wtedy zafiksować się na tym, co mogliśmy wybrać, a czego nie wybraliśmy. Tak mocno się zafiksować, że stracimy pewność siebie, a nawet… wpadamy w depresję. I to wcale nie z powodu tych dużych, zmieniających życie decyzji dotyczących kariery czy ślubu. To może być coś tak prostego jak kupowanie dżemu. – Kiedy wybieram się na zakupy po dżem, chcę wrócić z dżemem – przyznaje profesor Sheena Iyengar z Columbia University. – Nie chcę stać sparaliżowana przed półką i po godzinie zastanawiania się, czy kupić wiśniowy czy malinowy czy wiśniowo-malinowy, wyjść ze sklepu bez dżemu. Prof. Iyengar kwestią dżemu zajmuje się już jakiś czasu. Parę lat temu prowadziła eksperyment, w którym obserwowała grupę klientów sklepu spożywczego. Mieli do wyboru dwa działy z dżemami. Na jednym były 24 rodzaje, na drugim tylko sześć. Więcej kupujących (60%) skierowała się w stronę wypasionej półki. Ale spośród nich tylko 3% włożyło jakikolwiek słoik do koszyka. Z kolei z grupy, która wybrała skromniejszą półkę, dżem kupiło 30%. Doświadczenie to przytaczają Daniel i Jason Freeman w książce „Rusz głową”. Komentarz Sheeny Iyengar: „Chociaż kręcą nas nieograniczone możliwości, nasz mózg czuje się bardziej komfortowo, gdy ma ograniczony wybór”.

POGOŃ ZA LEPSZYM

Moja koleżanka, 27-letnia Karolina, była zakupoholiczka, coś o tym wie. – Shopping był kiedyś megaprzyjemny, a teraz to horror – opowiada. – Centra handlowe są dzisiaj tak ogromne, że powiedzenie sobie „Podoba mi się ta spódnica, ale jeszcze rozejrzę się, czy nie znajdę fajniejszej” jest bez sensu, bo zanim zrobisz rundkę po wszystkich sklepach, zgłodniejesz, zmęczysz się i wściekniesz. Nie ma szans, żebyś zachowała niski poziom cukru we krwi w Zarze, kiedy uświadomisz sobie, że twoja idealna spódnica została cztery kilometry dalej w H&M. Kwestia tej mitycznej idealnej spódnicy to, nawiasem mówiąc, część problemu. W wykładzie motywacyjnym TED „The Paradox of Choice” psycholog Barry Schwartz wyjaśnia, że życie w czasach obfitości podkręca nasze oczekiwania. Jeśli mamy nieskończoną ilość opcji, z pewnością jedna z nich jest najlepsza – myślimy. Dr Schwartz tłumaczy to nie na przykładzie dżemu, ale sosu do sałatki. – Jeśli wybierzesz sos, który nie jest supersmaczny, możesz zacząć myśleć, że miałaś inny wybór, lepszy – mówi. – I tak się wkręcisz, że zaczniesz żałować decyzji i nie będziesz potrafiła czerpać satysfakcji z tej, którą już podjęłaś – nawet jeśli była dobra. Im więcej masz opcji, tym bardziej prawdopodobne, że będziesz żałować i czuć rozczarowanie, że zdecydowałaś się na to, na co się zdecydowałaś. Przypomina mi się moja inna koleżanka, Eliza, która rzuciła randkowanie online, bo za dużo było facetów do wyboru. – Kiedy już wykluczyłam tych, którzy mi absolutnie nie pasowali, wszyscy ci OK wydali mi się w równym stopniu OK – tłumaczy. – A potem, jak zaczęłam umawiać się z nimi na randki, zaczęłam też wątpić, czy na pewno dobrze wybrałam, nawet jeśli facet był spoko. Pewnego dnia umówiła się z chłopakiem, z którym mieli wiele wspólnego, ale konwersacja nie płynęła. Poszłam ze smartfonem do łazienki, umówiłam się z innym i potem do końca randki nie mogłam się skupić na rozmowie –zwierza mi się. – A myślę, że gdybym dała temu pierwszemu szansę, coś by z tego wyszło. Dr Schwartz uważa, że kluczem do szczęścia są skromne oczekiwania. Poprzednie pokolenia żyły z poczuciem, że działanie i efekt są ze sobą mocno zlinkowane. Ludzie szybko decydowali się na ślub, żeby założyć dużą rodzinę. I szli na studia, żeby zdobyć dobrą pracę. Teraz możemy zamrozić komórki jajowe, zmieniać ścieżkę kariery w dowolnym wieku i brać ślub z kim chcemy, kiedy chcemy i jeśli chcemy. To super, ale... jeśli nie żyjemy najlepszym z naszych żyć, wydaje nam się, że to nasza wina, bo przecież inne opcje były/są możliwe. Takie nastawienie do życia może spowodować depresję, zwłaszcza u osób, które mają słabszą odporność psychiczną. Tak jak 29-letnia Laura. W jej życiu regularnie pojawiają się okresy obniżonego nastroju i stany lękowe. Kiedy ma gorszy czas, podejmowanie decyzji to dla niej jeden z największych problemów. – Proste pytania w stylu: „Skąd zamawiamy obiad” może wkręcić mnie w spiralę wątpliwości – opowiada. – Prowadzi bowiem do: „Dlaczego nie wiem, czego chcę?”, a potem do: „Jaka jestem głupia, że nie wiem, czego chcę”, a potem ewoluuje w serię wewnętrznych ataków na moje i tak niskie poczucie własnej wartości. Ironia polega na tym, zdaniem dr Schwartza, że bez względu na to, jak mało satysfakcjonuje nas nasz wybór, prawdopodobnie wcale nie jest wcale taki zły. – Czujemy się rozczarowani, bo mamy wysokie standardy – uważa psycholog. – I choć obiektywnie podejmujemy coraz lepsze decyzje, czujemy się z tym coraz gorzej.

SZERSZA PERSPEKTYWA

 No więc jak mamy radzić sobie z paraliżem decyzyjnym? Sheena Iyengar radzi spojrzeć na sytuację z dystansu. I zastanowić się, jak duże znaczenie w tym konkretnym wypadku ma fakt, czy wybierzesz po namyśle, czy szybko. – Jak ważne jest, że zamówisz sobie „właściwy” lunch do pracy? – pyta. – Jeśli zjesz dzisiaj stek zamiast kurczaka, czy nadal będziesz mieć do siebie o to pretensje za 40 lat? Ale z drugiej strony zastanów się, czy zaczniesz oszczędzać dzisiaj czy jutro, czy za rok. To akurat za 40 lat może mieć bardzo duże znaczenie. Sheena Iyengar radzi również, by ograniczyć sobie ilość opcji. Twórca Facebooka, Mark Zuckerberg podobno codziennie nosi dżinsy i T-shirt. Uważa, że powinien przeznaczyć swoją energię raczej na rozważenie decyzji wartej milionów dolarów niż na wybór outfitu. – Budzę się codziennie z myślą o miliardowej społeczności – powiedział kiedyś w wywiadzie. – Dlatego chcę oczyścić moje życie maksymalnie. Żeby podejmować jak najmniej decyzji, które nie dotyczą użytkowników FB. Weź z niego przykład. Jeśli wybór idealnych ciuchów cię przerasta, dr Schwartz sugeruje ograniczenie się do zakupów tylko w kilku sklepach. To mniej wyczerpujące niż przeszukiwanie co sezon całego centrum handlowego czy internetu. Ale, i to jest jeszcze ważniejsze, ciesz się z wystarczająco dobrych wyborów. – To nie oznacza zadowalania się byle czym – przekonuje Schwartz. – Nadal możesz mieć wysokie standardy. Da się to zrobić w świecie, w którym mamy tyle opcji, natomiast nie da się żyć w ciągłej pogoni za tą najlepszą. Prof. Iyengar radzi też ograniczyć zastanawianie się do spraw dla nas istotnych. Konsekwencje niektórych decyzji są poważne, innych – nie. – Musimy mądrze decydować o tym, o czym właściwie chcemy decydować – uważa profesor. – Żeby nie inwestować swojej energii bez sensu. Ustal sobie priorytety. Kajzerka z serem jest przecież OK, jeśli masz inne sprawy na głowie. Potem, na urlopie, możesz ewentualnie wgryzać się w egzotyczne menu. Albo niekoniecznie...

GDY PARALIŻUJE CIĘ NADMIAR OPCJI

1 Działaj zgodnie z zasadą: „Jeśli coś nie jest zepsute, nie wymaga naprawy”. Knajpa, w której masz swoje ulubione pozycje w menu – jest OK.

2 Rodzina pyta, co chcesz pod choinkę? Poproś o bony do ulubionego sklepu z ciuchami. Nie będziesz musiała zwiedzać całej galerii.

3 Spytaj przyjaciółkę, co zamawiała wcześniej w tej restauracji i skopiuj jej wybór. Nie będziesz musiała za dużo myśleć, ani zazdrościć jej wyboru.

4 Zrezygnuj z kablówki. twoja kolekcja DVD całkowicie ci wystarczy

 

l
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama