Reklama
Reklama

Mafia podłych kobiet się powiększa

Mafia podłych kobiet się powiększa fot. istock.com

Publiczne zawstydzanie i hejting… Kobiety teraz lubią walczyć online i zadają mocniejsze ciosy niż mężczyźni (są na to dowody naukowe!). Podpowiadamy, jak się bronić.

Zostałaś usunięta z grupy – przeczytała Laura na swoim iPhonie. Poczuła się, jakby dostała pięścią prosto w brzuch. – Pracowałam z Kaśką od kilku lat – opowiada 32-letnia copywriterka. – No i po tym, jak nie mogłam przyjść na kolację-niespodziankę, którą urządziła dla swojego narzeczonego, zerwała ze mną wszelki wirtualny kontakt. Laura została usunięta z kilku grup na WhatsApp, straciła followerkę na Twitterze i, jak się okazało, została też odsunięta od spotkań w realu. – Znajomi na Facebooku publikowali zdjęcia z imprez, na które nie byłam zaproszona – opowiada zdziwiona, zraniona i… upokorzona towarzysko. – Jak pięciolatka, której nie wolno grać w gumę z dziewczynami na podwórku. Najgorsze, że to wszystko działo się na forum publicznym i wszyscy jej znajomi (a także nieznajomi) mogli obserwować jej ból i  społeczną degradację, po prostu meldując się na mediach społecznościowych i scrollując swoje tablice. Pewnego dnia zorientowała się, że nie została zaproszona na wieczór panieński, który Kaśka urządzała dla wszystkich dziewczyn z pracy. Wszystkich, oprócz Laury.

Miałam łzy w oczach, gdy się dowiedziałam, ale rozpacz wkrótce zamieniła się we wściekłość – opowiada. Dziewczyna zaczęła się zastanawiać, dlaczego takie rzeczy się dzieją. I dlaczego ją to tak mocno obchodzi? Cóż. To normalne, że tak zareagowała. Nie doszło do żadnych rękoczynów, nie oberwała, nikt nie wyrywał jej włosów, ale... ból psychiczny jest równie mocny jak fizyczny, mówią badania.

Upokorzenie przyprawia nas o wewnętrzne siniaki i rany. I sprawia, że czujemy się fatalnie. I choć niektórzy wciąż wyznają teorię, że tylko prawdziwe obrażenia ciała są... prawdziwe, a wstyd i upokorzenie istnieją tylko w głowie, coraz więcej psychologów i specjalistów od neurologii się z tym nie zgadza.

SOCIAL PAIN

Czyli cierpienie po tym, jak ktoś zostanie wykluczony z określonej grupy społecznej albo zostaje zaatakowany publicznie – istnieje. I boli. I trudno go zignorować. Badania pokazują, że „social pain” to często broń, po jaką sięgają kobiety, żeby zranić innych (na ogół inne kobiety...). Wkurzeni mężczyźni wciąż sięgają do agresji fizycznej. Przez jakiś czas, bo potem, gdy kończą podstawówkę, już im nie wypada. Z kolei dziewczyny, od najmłodszych lat katują się nawzajem psychicznie i tak im już zostaje, bo presja społeczna piętnuje walkę wręcz u dorosłych, ale hejtowania na Fejsie już nie do końca. Badanie z 2009 roku z Griffith University wykazało, że kobiety są najczęściej atakowane przez inne kobiety. Rok później Workplace Bullying Institute potwierdził, że kobiety wykazują się większym okrucieństwem w pracy niż mężczyźni. To się nazywa mobbing (w relacjach szefowa:podwładna) albo bullying (w relacjach na tym samym poziomie). Ale mniejsza o nazwy. Jest to okropnie nieprzyjemne...

Dr Gary Namie ze wspomnianego już Workplace Bullying Institute tak skomentował raport: „Kobiety często zaprzyjaźniają się ze swoimi koleżankami, a potem zdradzają ich sekrety na przykład na zebraniach, prezentacjach czy w necie”. Brzmi dość toksycznie, prawda? Zła wiadomość jest taka, że w naszych digitalnych czasach ten rodzaj agresji emocjonalnej jest łatwy. I nic dziwnego, że większość publicznych egzekucji odbywa się w mediach społecznościowych. Facebook, Twitter, Instagram, LinkedIn – większość z nas ma przynajmniej jedno konto, na którym dzielimy się tym, co dla nas ważne. Wszyscy mogą zobaczyć nasze komentarze i zdjęcia. Jeśli podpiszemy je „Super. Się. Bawiłam.”, ta koleżanka, która została wykluczona z piaskownicy, odczuje to wyjątkowo dotkliwie, bo świadkiem jej upokorzenia będzie co najmniej kilkaset osób. Tym bardziej, że szybko się dowie, że nie została zaproszona na bal przez inne księżniczki – wiadomość dotrze do niej w tej samej chwili, w której weźmie do ręki smartfona albo odpali tablet. Co ciekawe, w sądach coraz więcej pojawia się spraw, w których poszkodowani skarżą się na wirtualne wykluczenie.

Agentka nieruchomości z Tasmanii Rachael Roberts doświadczyła napadów lęku i depresji po tym, jak koleżanka z pracy Lisa Bird ekskomunikowała ją społecznie. Sąd uznał, że wykluczenie z grona znajomych na Facebooku w tym wypadku można uznać za bullying i domagać się odszkodowania.

Jeśli czujesz ból w ciele, wiesz, że to choroba, i zwykle wiesz, jak sobie z nim radzić. Ból psychiczny jest trudniejszy do zlokalizowania i przez to do zniesienia.

NAGI INSTYNKT

Upokorzenie, zdrada, bycie wykluczonym z towarzystwa albo porzuconym przez partnera – wylicza prof. Williams. – To, co mają ze sobą wspólnego, to element odrzucenia. I podobnie bolą. Na tych samych emocjach opierają się niektóre telewizyjne show, gdzie w każdym odcinku jedna osoba/para/grupa odpada. Oglądałaś „Taniec z Gwiazdami” albo „X Factor?”. W takim razie wiesz, o co chodzi. Producenci tych programów pozwalają nam wierzyć, że oglądamy konkurs talentów, ale tak naprawdę grają na naszych najniższych instynktach. Ich popularność opiera się na emocjonalnej energii, która tworzy się, gdy miliony decydują SMS-ami, kto ma odpaść, bo nie jest wystarczająco dobry. Na tym mechanizmie opiera się też „Wielki Brat”, w którym to współlokatorzy i telewidzowie decydują, kto ma się wynieść. Nauka jasno dowiodła, jak brutalne to jest działanie i jaki wywołuje efekt u tych, którzy odpadli. Widzimy to także my, po drugiej stronie ekranu, bo emocji i łez często nie daje się ukryć przed kamerą. Widzimy i... oglądamy dalej. To zaskakujące, że kobiety szczególnie lubią tego typu programy? I że wyspecjalizowały się w tego typu brutalnych grach? Nie do końca.

Nie biegamy szybko, nie latamy, nie walczymy zbyt skutecznie. A kobiety są jeszcze słabsze od mężczyzn. Żeby przetrwać, musiały trzymać się grupy. Stado pomagało zdobyć jedzenie i wodę. Żeby polowanie było skuteczne – angażowało się w nie pięć-sześć osób. Żeby donosić ciążę, urodzić i wychować dziecko, też konieczne było wsparcie. Trudno było przetrwać w samotności. Wykluczenie z grupy oznaczało, dawno temu, prawie pewną śmierć. I dlatego ostracyzm tak okropnie bolał. Działał jak system alarmowy – informował, że coś jest nie tak i że musisz szybko podjąć jakieś działania naprawcze. Tej informacji nie opłacało się zignorować.

PO CO TEN BÓL?

Cierpienie fizyczne sygnalizuje, żebyś zajęła się swoim ciałem – nie wkładała palców w otwartą ranę, wyjęła drzazgę z pięty, nie opierała ciężaru ciała na złamanej nodze… Ból jest kluczową informacją, konieczną, żeby przetrwać. – Są ludzie, którzy rodzą się bez zdolności odczuwania fizycznego cierpienia – przypomina prof. Williams. – Zwykle umierają, gdy mają dwadzieścia kilka lat. Więc cierpienie ma sens. I jest jeszcze jedna dobra wiadomość: skoro ból fizyczny i społeczny są podobne, wiemy, jak je traktować. Niesamowite, ale naukowcy z University of Kentucky odkryli, że paracetamol pomaga zarówno na cierpienie ciała, jak i duszy. Podobnie działa zresztą marihuana. Nie, nie namawiamy, żebyś została narkomanką (ani lekomanką), kiedy koleżanki opowiadają o wspaniałej imprezie, na którą nie zostałaś zaproszona, ale… może powinnaś wyciągnąć pozytywne wnioski.

Laura nie przyjaźni się już z Kaśką. Zmieniła także pracę. Jest szczęśliwsza bez toksycznej przyjaciółki. Uważa, że ten kopniak towarzyski był jej potrzebny, żeby wprowadzić zmiany. I że prof. Williams ma rację. „Ból jest przydatny. Ma sens”.

 

Tekst premierowo ukazał się w COSMOPOLITAN 04/2016

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama