Reklama
Reklama

Dlaczego zdradzamy mężczyzn, których kochamy?

Dlaczego zdradzamy mężczyzn, których kochamy? fot. istock.com

Emma ma 35 lat i od 20 lat chodzi na randki. Zdradzała każdego ze swoich facetów.

Za cztery miesiące wychodzi za mąż i nie sądzi, by to coś zmieniło.

Wiosną wychodzę za mąż za mężczyznę, z którym jestem od czterech lat. Jest moim narzeczonym od roku. I to do niego chcę wracać co wieczór do domu. Podoba mi się ta myśl. Nie podoba mi się tylko jedno: fakt, że będę musiała złożyć przysięgę małżeńską. I ślubować wierność. Skłamię.

Nie byłam wierna mojemu narzeczonemu i nie sądzę, by coś się zmieniło, gdy wypowiem przysięgę. Mam 35 lat i zdradzałam każdego z moich chłopaków od momentu, w którym zaczęłam chodzić na randki 20 lat temu. Nigdy nie zostałam przyłapana. To nie było intencjonalne. Nie wchodziłam w związek z postanowieniem, że będę uprawiać seks z kimś innym. To po prostu się zdarzało. Czasem nie byłam z właściwym mężczyzną, czasem nie byłam szczęśliwa, czasem chciałam czegoś więcej niż normalne, domowe życie. Więc zdradzałam. Jednorazowo – z facetem poznanym w barze. Abo wdając się w kilkumiesięczny romans. Ale nigdy nie było to więcej niż jeden mężczyzna na raz. Jeśli żonglujesz zbyt dużą ilością piłeczek, jedna ci wypadnie. Za każdym razem, gdy kończyłam relację, obiecywałam sobie, że już nigdy więcej nie zdradzę. Nie chciałam być „taką” kobietą i nie chciałam ryzykować: gdyby mój chłopak mnie namierzył, ulotniłby się, a tego nie chciałam. Ale potem zaczynałam się nudzić i miałam ochotę na jakąś odmianę, więc znowu to robiłam. I znowu. Oczywiście, czułam się winna, ale dobrze wytrenowałam się w blokowaniu emocji. Metaforycznie – wkładałam je do pudełka, które wkładałam do innego pudełka i do innego pudełka. Zamykałam je tam i wyrzucałam. To niezbyt zdrowy sposób na życie, ale gdybym nie miała tego mechanizmu, fala wyrzutów sumienia mogłaby się wylać i utonęłabym w poczuciu winy. Zostałam mistrzynią oszukiwania. Mój poprzedni chłopak dużo pracował za granicą, więc sprawa była prosta. Łatwiej mi było prowadzić drugie życie „singielki”. Kiedy przyjeżdżał do domu i pytał, jak minął tydzień, mówiłam półprawdy. – Spotkałam się z dziewczynami – opowiadałam. Nie dodając, że było to w barze, że się upiłam, poznałam kogoś i poszłam z tym kimś do łóżka. Po tym, jak zerwaliśmy ze sobą, na imprezie u znajomych poznałam Jana. Szczerze mu opowiedziałam o swojej przeszłości, ale nie zadawał szczegółowych pytań i myślę, że nie dotarło do niego, że zdradzałam w każdym związku. A ja miałam nadzieję, tak jak ją miałam z każdym kolejnym facetem, że tym razem będzie inaczej. Wytrwałam dwa lata – mój rekord. Ale po tym okresie miałam sześciu mężczyzn. Pierwszy był Adam* z mojego bloku. Pewnego dnia wysłałam mu SMS-a, dziękując za pomoc we wnoszeniu ciężkich pudeł i pytając, jak mogę się odwdzięczyć. Odpowiedział wprost, że chciałby się ze mną przespać. Na początku zignorowałam go, ale chemia między nami była ewidentna i... szkoda by było ją ignorować. Spotkaliśmy się w hotelu, a Jankowi powiedziałam, że mam spotkanie służbowe.

Seks był wspaniały, ale zrobiliśmy to tylko raz. On chciał tylko wyrównać rachunki ze swoją partnerką, która też go kiedyś zdradziła. Wypełnił misję i już. Byłam sfrustrowana, że dałam się ponieść po tak długim okresie wierności. I czułam się jak idiotka, nie dlatego, że zdradziłam, ale dlatego, że poczułam się wykorzystana. Potrzebowałam pocieszenia, więc zalogowałam się na portalu erotycznym dla osób w związkach. To tak, jakbym przeszła na kolejny poziom. Wcześniej biernie czekałam na okazję, a teraz podjęłam decyzję o zdradzie i aktywnie szukałam mężczyzny. Byłam mega podekscytowana, bo zanim się z którymś umówiłam, spędzaliśmy jakiś czas na czacie, żeby się lepiej poznać i budowaliśmy napięcie.

Mówi się, że seks zaczyna się w głowie...

Guy był pierwszy. Umówiliśmy się na drinka. Potem jeszcze kilka razy na drinka. A potem zaczęliśmy się spotykać w hotelu. I pewnego dnia, kiedy akurat siedziałam na łóżku w pokoju hotelowym, a Guy brał prysznic, dostałam SMS-a od Janka: „Czy ty mnie zdradzasz?”. Spanikowałam. Okazało się, że Jan przeczytał mejle moje i przyjaciółki. Napisałam tam o jednym facecie, że jest „sexy” i nie wylogowałam się z komputera. To akurat było dość niewinne, ale ponieważ przyszło w takim momencie, zdałam sobie sprawę, jak łatwo mogę stracić Jana. I właśnie wtedy powinnam była z tym skończyć. Ale nie było to łatwe… Miałam potem jeszcze jeden romans i znów przerwa. Straciłam zapał, no i uświadomiłam sobie, ile ryzykuję. To trochę jak z dragami: bierzesz, bo chcesz poczuć high, ale kiedy high mija, uświadamiasz sobie, że mogłaś stracić życie. Ja pewnie życia nie stracę, ale mogę zostać przyłapana, o czym wcale nie marzę. Byłam grzeczna dwa lata, a potem znów zapragnęłam czegoś więcej i założyłam kolejny profil. I tak spotkałam Andrzeja*, który ma żonę i dwójkę dzieci. Spotykamy się od roku. Żadne z nas nie chce rozstawać się ze swoim partnerem, ale seks jest rewelacyjny. Możemy to robić całą noc – co wydawało mi się do tej pory jakimś mitem. Czy przestaniemy, kiedy wyjdę za mąż? Nie. Wiem, że nic się nie zmieni. Janek nie jest podejrzliwy. I chociaż mieszkamy razem, nie chowam telefonu. Jeśli coś ukrywasz – ktoś zacznie tego szukać. Nie zmieniam też imion mężczyzn w telefonie. Może powinnam być bardziej ostrożna. Nie zdradzam mojego narzeczonego, bo czegoś mi brakuje w relacji. Kochamy się i nasze życie seksualne kwitnie. Chcę go poślubić i spędzić z nim resztę życia.

Ale chcę też moich romansów.

Ekscytacja, której dostarczają mi spotkania z innymi facetami, sprawia, że domowe życie z Jankiem staje się znośne i mniej nudne. Zdałam sobie sprawę, że monogamia nie jest tym, czego chcę i w czym potrafię wytrwać. Jeżeli jest chemia między mną, a drugą osobą – wchodzę w to. Nie sądzę, żebym była jedyną osobą, która tak czuje, ale większość ludzi ignoruje te uczucia albo walczy z nimi. Zostaliśmy wyuczeni, że monogamia jest właściwą ścieżką, ale to tylko presja społeczna. Gdybyśmy się od niej uwolnili, bylibyśmy szczęśliwsi. Jestem złym człowiekiem? Nie myślę o sobie w ten sposób. Na pewno robię źle oszukując narzeczonego. Ale mam teraz mu o wszystkim opowiedzieć? Bez sensu. Poza tym – nie chcę się zmieniać, bo nie byłoby to w zgodzie ze mną. Oczywiście, kontynuowanie romansów oznacza oszukiwanie Jana, za co się nienawidzę, ale tak czy tak kogoś bym oszukiwała – albo jego, albo siebie. Muszę więc zdecydować, kogo okłamuję. Na razie zdecydowałam, że jego.

Co myślisz o zdradzie w związku? Czy zdarzyło ci się oszukiwać partnera? Podziel się z nami swoją historią. Wyślij ją na: cosmo@cosmo.pl.

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama