Reklama
Reklama

Jak być konsekwentną i zrealizować postanowienia?

Jak być konsekwentną i zrealizować postanowienia? fot. istock.com

Zostań swoim prywatnym coachem, który wierzy w ciebie jak nikt inny!

Końcówka roku to czas niepokojących podsumowań i tworzenia list z obietnicami bez pokrycia. A może tym razem po prostu zacznij nowy etap i bez żalu zamknij poprzedni, który od dawna cię „uwiera” albo najzwyczajniej wyczerpał swój potencjał? Tylko jak wystartować i nie wypaść z toru na pierwszych zakrętach nowej, nieznanej drogi?

Nowe rozdziały życia zaczynamy często bez konieczności podjęcia samodzielnej decyzji, często niemal niezauważalnie, naturalnie: piersi, które rosną, gdy dojrzewamy, chłopak, który proponuje wspólne mieszkanie, szef, który decyduje o naszym awansie...

Czy tego chcemy czy nie, za każdym razem porzucamy fragment czegoś, co determinowało do tej pory nasze życie, nierzadko nie mając nawet czasu, żeby się nad tym głębiej zastanowić.

Aż do dnia, kiedy stajemy w obliczu sytuacji, której nie możemy dłużej znieść, opanować, która nas przytłacza. W tym przypadku zmiana nie jest oczywista. Na pewno też niełatwa. Coś blokuje nas przed podjęciem radykalnego kroku, doprowadzając do krytycznego momentu, aż sytuacja staje się nie do wytrzymania, nie do uniesienia. „Rusz się! Zrób coś!”, radzą ci, którzy chcą dla nas najlepiej. Sama zresztą wiesz, że już najwyższa pora podjąć działanie. Zmiana, zamknięcie, odcięcie się definitywne od tego, co jest dla nas po prostu złe, staje się koniecznością. To wymaga jednak podjęcia samodzielnej decyzji, która wiąże się niezaprzeczalnie z całą masą wątpliwości i nieuchronnych wyzwań, ale finalnie prowadzi do poczucia dumy i odzyskania upragnionej wolności. I te ostatnie powody wystarczą, żeby przejść przez kilka kluczowych etapów. zrozum, dlaczego utknęłaś...?

Najbardziej skomplikowany i zarazem często najdłuższy jest etap, podczas którego analizujemy i kalkulujemy potrzebę, a w końcu palącą konieczność zmiany. Uświadomienie sobie jej nieuchronności jest trudne, ale konieczne, by ruszyć z miejsca. „Moje relacje z matką nigdy nie były zażyłe, dlatego od kiedy pamiętam, byłam bardzo blisko z mamą mojego chłopaka Maksa”, wyznaje Ewelina. „Kiedy mnie zostawił, część mojego świata nagle się zawaliła. Miałam ogromną potrzebę zachowania więzi z jego matką, żeby się jakoś trzymać. Świetnie się rozumiałyśmy, ona zresztą nie doczekała się nigdy upragnionej córki, więc w naturalny sposób się zaprzyjaźniłyśmy. Podczas wielu miesięcy zdawała mi dokładną relację z życia swojego syna, nie oszczędzając szczegółowych opowieści na temat jego nowej dziewczyny, za którą nie przepadała. Ja oczywiście odgrywałam obojętność, choć serce mi pękało. Tłumaczyłam sobie, że zachowanie tej relacji pozwoli mi na zerwanie z moim związkiem w łagodny i stopniowy sposób. Tyle tylko, że nie zrywałam z niczym. Przyjaciółki próbowały mi to uzmysłowić, wyzwolić z toksycznej relacji, ale długo trwało, zanim dobrnęłam do ściany: to był dzień, kiedy namówiłam Sylwię, żeby pożyczyła mi swoje kombi do przeprowadzki, a ona odkryła, że de facto zrobiłam to dla mamy Maksa. Zrozumiałam, że właśnie przekroczyłam granicę. To był moment zamknięcia tego rozdziału”. Oczywiście można wybrać kozetkę u psychologa, żeby sobie pomóc, ale dużo bardziej ekonomiczny jest kawałek papieru i długopis. Spisanie listy pomoże zobaczyć sprawę jaśniej: z jednej strony zanotuj wszystko, co jest na „tak”, co sprawia, że nie chcesz się wyzwolić, a po drugiej wszystko, co mogłabyś mieć w zamian. W większości sytuacji masz zbyt dużo do stracenia, jeśli nadal będziesz sama siebie okłamywać… daj sobie prawo, żeby było lepiej.

Gdyby naszymi działaniami kierowała wyłącznie logika, byłoby oczywiste, że natychmiast wycofywałybyśmy się z każdej niekomfortowej i niekorzystnej dla nas sytuacji. Niestety to wcale nie jest takie proste. Pierwszym hamulcem, który nie pozwala nam się uwolnić to trudność pojęcia faktu, że mamy naturalne prawo do tego, żeby było nam lepiej. Paradoksalnie jest nam dużo łatwiej postawić  się w roli ofiary, niż zakasać rękawy, żeby się wykaraskać z opresyjnych okoliczności. Wie coś  o tym Marta: „Poprzedniego lata, kiedy wróciłam z wakacji, zastałam drzwi mojego mieszkania otwarte, a w środku pobojowisko. Skradziono biżuterię, komputer, telewizor… To był prawdziwy szok. Moi przyjaciele stanęli na wysokości zadania i zaopiekowali się mną. Pomagali mi sprzątać, naprawiać straty. Najbliższa przyjaciółka przeprowadziła się do mnie na tydzień, żeby podtrzymywać mnie na duchu. Przez kolejne tygodnie godnie znosili moje humory, zmiany nastroju, anulowanie spotkań w ostatniej chwili, spóźnienia. Pogrążyłam się w stanie smutku i złości. Miałam przecież konkretny powód, żeby narzekać i zamartwiać się. Nikt mnie nie ponaglał, każdy wiedział, że potrzebuję czasu, tylko nikt nie miał pojęcia, ile? Sytuacja stawała się nie do zniesienia. Przerwała ją moja znajoma, która zasugerowała mi coś, co wreszcie do mnie dotarło: jeśli dalej będę tak żyć, to pozwalam na to, żeby te typy wygrały i górowały nade mną. Moja najlepsza zemsta to dalej żyć życiem sprzed włamania, rozpocząć po prostu kolejny rozdział. Zrozumiałam też, że nasi najbliżsi mają tzw. „próg bólu”: będą nas wspierać w trudnej sytuacji, będą wysłuchiwać naszych żali z wyrozumiałością, ale nie będą tego robić wiecznie…” zrób pierwszy krok Już w dzieciństwie uczy się nas, żeby się nie poddawać, nie rozkładać rąk, wstawać, kiedy upadamy i otrzepywać kolana… To samo w szkole, później w pracy. Ta sama postawa przewodzi w literaturze, w kinie: bohater musi pokonywać przeciwności losu, walczyć, nie poddawać się. Nic więc dziwnego, że mamy głęboko zakorzenione przekonanie, że całe życie trzeba się boksować, że to norma. A przejście do nowego etapu i porzucenie sytuacji dla nas niewygodnej jest równoznaczne z rezygnacją, ucieczką. Jest dowodem lenistwa i tchórzostwa. Ma to nawet dalsze konsekwencje, ponieważ nierzadko uważamy za dużo bardziej wartościowe wszystko to, co okupione jest ciężką pracą i serią wyrzeczeń. Kiedy więc na jakiejś drodze pokonamy całą serię przeszkód i wykonamy spory kawał pracy, trudno z niej zejść ot, tak po prostu, bo przecież cała ta praca poszłaby na marne… Tak właśnie było w przypadku Agnieszki: „Nic na to nie wskazywało. Po prostu wrócił pewnego wieczoru i oddał mi klucze, stwierdzając: „to koniec”. Trzy lata życia wymazane w jednej chwili. Dużo czasu zajęło mi przejście do nowego rozdziału, zwłaszcza, że bez przerwy rozpamiętywałam wszystko, co zrobiłam przez ostatnie miesiące właśnie po to, by taki scenariusz się nie wydarzył. Pomogłam mu znaleźć swoją własną ścieżkę zawodową, docenić życie w związku, być bardziej czułym, empatycznym, mniej skoncentrowanym na sobie… Ta myśl, że jego kolejna dziewczyna tylko wyciągnie rękę po dojrzałe owoce mojej mozolnej pracy, była nie do zniesienia”. Z jednej strony chęć walki o to, co nam się należy (w każdym razie naszym własnym zdaniem!), z drugiej – potrzeba zamknięcia rozdziału i przejścia do nowego etapu. Oto dylemat. Tylko jak go rozwikłać? Jedyny sposób to dać sobie przyzwolenie, żeby odpuścić. Nie traktując tego jako poddanie się, ale chęć pójścia dalej, dla własnego dobra, żeby rozpocząć nowy, lepszy etap, na który zasługujemy. odetnij kotwicę Tak więc klamka zapadła: zamknięcie starego rozdziału jest faktem. Wchodzisz w pierwszy zakręt nowej drogi, ale trudno się na niej rozpędzić, jeśli mentalnie wciąż zakotwiczona jesteś w przeszłości. Przestać oglądać się za siebie. Oczywiście łatwiej powiedzieć niż przestać to robić. Kamila miała dokładnie taki problem, kiedy przeprowadziła się do Warszawy: „Studiowałam w Trójmieście, ale po zrobieniu dyplomu wiedziałam, że jedyna ścieżka zawodowego rozwoju prowadzi do stolicy. To był tak naprawdę jedyny powód, bo poza tym kochałam swoje mieszkanie w Gdańsku, moich przyjaciół i wszystkie miejsca, które kojarzyły mi się z szalonymi studenckimi czasami. Już kiedy pierwszy raz wsiadłam do zatłoczonego metra, postanowiłam znienawidzić moje nowe miasto. Na każdym kroku dopatrywałam się jego wad w opozycji do tego, co utraciłam i pozostawiłam nad ukochanym morzem. Zblokowałam się na odkrywanie dobrych stron mieszkania w Warszawie: nie chodziłam do teatru, do muzeum, nie wypuszczałam się dalej niż wymagała tego moja codzienna trasa do pracy i z powrotem do mojej małej (piekielnie drogiej!) kawalerki wynajętej na obrzeżach miasta. Sporo czasu mi zajęło, zanim zrozumiałam: albo będę żyć przeszłością idealizując ją w swoich wspomnieniach, albo się od niej odetnę i skoncentruję na czerpaniu, ile się da z sytuacji, w której jestem tu i teraz. Musiałam mentalnie zamknąć rozdział „Trójmiasto”, żeby zacząć pisać nowy, równie pasjonujący „Warszawa”. Zerwanie więzi, które nas blokują pozwala na płynniejsze zaadaptowanie się do nowych okoliczności. Bez ustawicznego porównywania, bez żalu. Trzeba zamknąć na klucz jedne drzwi, żeby otworzyć nowe. A przekraczając ich próg, uciszać konsekwentnie wszystkie lęki, które nas osaczają na nowej drodze. nastaw się pozytywnie To normalne, że na każdej drodze czekają cię wzloty i upadki.

Nie ma co się oszukiwać: nawet jeśli w głębi serca jesteś pewna, że dokonałaś słusznego wyboru, to w trudniejszych momentach mały chochlik za uchem będzie powątpiewał, czy NA PEWNO miałaś rację? Jest w nas też naturalna skłonność do tworzenia najczarniejszych scenariuszy w stylu „To na pewno mi się nie uda...”. Kiedy tylko zaczniesz to znowu nieświadomie robić, natychmiast przestaw się na inną częstotliwość! Zostań swoim prywatnym coachem, który dodaje odwagi, wierzy w ciebie jak nikt inny i stara się pokazać jasne strony, nawet gdy sytuacja wydaje się beznadziejna. Kiedy opanujesz sztukę afirmacji, każdy kolejny rozdział będzie ci łatwiej otworzyć, by po jakimś czasie móc go znowu bez żalu zamknąć. I tworzyć kolejne...

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama