Reklama
Reklama

Jak rozpoznać wypalenie zawodowe?

Jak rozpoznać wypalenie zawodowe? fot. istock.com

Od dwóch miesięcy nie byłaś na przerwie na lunch? Na widok szefa robi ci się słabo? wszystkim swoim współpracownikom życzysz jak najgorzej?

Jeśli w pracy zamiast pasji czujesz presję, możliwe, że cierpisz na wypalenie zawodowe – tak jak wielu milenialsów, niestety.

Kiedy Paula wchodzi do firmy, mija grupkę kolegów. Opierają się o biurko i opowiadają sobie o minionym weekendzie. Na jej widok uśmiechają się nerwowo i machają na przywitanie. Nie odpowiada uśmiechem, jej szczęki są zaciśnięte, podobnie jak pięści. Sfrustrowana siada przy biurku i zaczyna rozpakowywać papiery, które zabrała do domu, żeby podgonić robotę. Przypomina sobie swój weekend: 48 godzin pracy z przerwą na sen, odebranie pizzy i post na Facebooku: „Żyję, ale raczej nie mam czasu się spotkać w realu w najbliższym czasie” – żeby przyjaciele i rodzina nie obrazili się na maksa. Czuje, że śmiech kolegów z pracy jest jak młotek, który wali ją po głowie. Boli.

CORAZ WIĘKSZA PRESJA

Paula, gdybyś miała jakiekolwiek wątpliwości, nie jest szefową firmy. Pracuje w dziale reklamy, nie robi operacji na otwartym sercu i nie obraca miliardami, ciąży więc na niej umiarkowana odpowiedzialność. Ma 36 lat i jeszcze pięć miesięcy temu kochała swoją pracę i ludzi, z którymi spędzała dzień. Ale potem awansowała na szefową działu, wymagania wobec niej urosły, oczekiwano, że pokieruje zespołem i presja stała się nie do zniesienia. Pasja wyparowała, koledzy zaczęli ją irytować, a przerwy na lunch uznała za rozrywkę dla mięczaków. Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła się zmieniać w osobę zmęczoną, zdołowaną i złośliwą. A kiedy już zauważyła, nie wiedziała, co ma z tym począć. Domyśliła się, że cierpi na wypalenie zawodowe. Termin, dość często ostatnio używany, określa totalne zmęczenie, wynikające z tego, że funkcjonujemy na pełnych obrotach 24/7.

Ale smutna prawda jest taka, że w pakiecie z tym zmęczeniem dostajemy też inne nieprzyjemności. – Osoby wypalone zawodowo mają z czasem coraz bardziej negatywny stosunek do pracy i ludzi, i stają się cyniczni – uważa Christina Maslach, profesor psychologii z University of California. Nie chodzi tylko o mówienie sobie: „Nie lubię mojej pracy, a mój szef mnie wkurza”. Chodzi o reakcję na chroniczny stres, konflikt etyczny i poczucie niesprawiedliwości. Jeśli pracujesz 120 godzin tygodniowo i nie śpisz po nocach, żeby dokończyć świetny projekt, możesz być z siebie dumna. Ale gdy robisz to non stop, zamieniasz się w sfrustrowaną cyniczkę, a projekt nie ratuje świata ani nawet wielorybów i w ogóle nie jest świetny... wtedy też jesteś dumna? Prof. Maslach, która robiła research na temat burnoutu, często słyszała od ludzi określenie „erozja duszy.” – Starają się przetrwać, robiąc tylko konieczne minimum z coraz mniejszym zaangażowaniem – opowiada. – I mają przy tej okazji bardzo nieprzyjemne refleksje: „Co ja tutaj robię? Brak mi pewności siebie. Ciągle popełniam błędy”.

To może doprowadzić do depresji i innych problemów mentalnych. Paula przyznaje, że wypalenie zawodowe zamieniło ją w inną osobę. – Kiedyś byłam szczęśliwa, lubiłam ludzi i swoją pracę – wspomina. – Ale wypalenie zmieniło mnie w prawdziwą sukę: chodzę wściekła, jestem zawistna i totalnie nietolerancyjna na cudze błędy. Przestałam też ćwiczyć, jem śmieciowe jedzenie i jestem permanentnie zmęczona. Niedawno powiedziałam mojej pracownicy, że się nie przyłożyła i przez to cały zespół musiał naprawiać jej błędy. Okropnie się tym przejęła, ale mnie to w ogóle nie obeszło. Czułam, że nie mam siły – ani mentalnej, ani emocjonalnej – żeby martwić się za nią. W końcu Paula zachorowała na zapalenie oskrzeli i zapalenie dróg moczowych – prawdopodobnie z powodu litrów kawy, jakie wypija codziennie, i dlatego, że tylko raz w ciągu całego dnia pracy pozwala sobie na przerwę na toaletę. – Muszę zacisnąć zęby i jakoś przetrwać – mówi.

CORAZ MNIEJ CZASU

Jesteśmy zabiegane. W ankiecie Cosmopolitan, w której udział wzięło 750 kobiet, 59% przyznało, że myśli o pracy po godzinach, a 44% codziennie w domu sprawdza służbowe mejle, także w weekendy. Większość z nas nauczyła się z tym żyć – po latach recesji spokorniałyśmy. Ale to nie znaczy, że nie czujemy się czasami wyczerpane. Wiele z nas ma też klasyczne objawy wypalenia: 3/4 czytelniczek Cosmo regularnie czuje brak motywacji, 82% doświadcza negatywnych emocji, a 71% uważa swoje życie zawodowe za niesatysfakcjonujące. I to niezależnie od tego, w jakiej dziedzinie pracują. – Kiedyś wypalenie zawodowe dotyczyło głównie zawodów, które wymagały kontaktu z ludźmi: nauczycieli, pracowników socjalnych, pielęgniarek, ale teraz cierpi na nie coraz więcej osób – uważa Cary Cooper z Manchester Business School, który tematem zajmuje się od ponad 30 lat. – Tempo życia, przepracowanie, brak stabilności finansowej i rosnące oczekiwania powodują, że coraz więcej z nas się wypala. Niepokojąco dużo z was doświadcza ekstremalnych symptomów: 40% szukało pomocy u lekarza z powodu stresu, a 71% doświadczyło lęku bądź napadów paniki. Ale jest też wiele bardziej subtelnych objawów, które na początku dostrzegają tylko najbliżsi przyjaciele i rodzina. – Pierwszym znakiem ostrzegawczym są zmiany w zachowaniu – tłumaczy Cary Cooper. – Na przykład, jeśli kiedyś byłaś osobą towarzyską, a teraz jesteś bardziej wycofana. Albo trudniej się z tobą współpracuje, a nawet zdarza ci się reagować agresją. No i twoje poczucie humoru zanika. Do mentalnych objawów dochodzą fizyczne. Różne. – Niektórzy zaczynają się częściej przeziębiać, więcej pić i palić, jeść mniej albo więcej, albo cierpią na problemy gastryczne – wymienia Cooper.

STAN ALARMOWY

Wypalenie może nawet zabić. W Japonii mają nawet specjalne słowo na „śmierć z przepracowania”, brzmi Karoshi. Oficjalne raporty mówią, że około 400 japońskich pracowników umiera z powodu wypalenia: na atak serca, wylew krwi do mózgu albo popełniając samobójstwo. A propos samobójstw... – Z jakiego miejsca na peronie metra najlepiej się skacze... na wypadek, gdybym się zdecydowała? – takie pytania zaczęła sobie kiedyś zadawać 30-letnia Lena, jadąc do pracy w dziale kadr sporej korporacji. Nie pamięta dokładnie, kiedy pierwszy raz o tym pomyślała. Po prostu w pewnym momencie jej biuro zamieniło się z miejsca, w którym kochała być, w miejsce, w którym przesuwa papiery jak najdalej od siebie, bo nie jest w stanie się nimi zająć. – Jeśli nie miałam ich w zasięgu wzroku, mogłam udawać, że nie istnieją – tłumaczy. – Wiedziałam, że moi koledzy będą musieli pracować za mnie i zamartwiałam się tym co noc, leżąc w łóżku z szeroko otwartymi oczami. Bałam się, że ktoś w końcu odkryje, że wypełniałam najwyżej połowę moich obowiązków, ale nawet ta myśl nie mobilizowała mnie, by pracować więcej. Jakbym stała przed murem, którego nie mogłam ani obejść, ani przeskoczyć. Lena zdała sobie sprawę, że się wypaliła w chwili, gdy zaczęła na serio rozważać samobójstwo. – Pewnego ranka w metrze, po zaledwie trzech przespanych godzinach, pomyślałam, że nikt by się nie przejął, gdybym wpadła pod pociąg – opowiada. – Oczywiście, wiedziałam, że to nieprawda, ale i tak czułam się beznadziejnie. Usiłowałam nałożyć maskę normalnej osoby i udawać przed kolegami, że jest OK, chociaż w głębi duszy ich nienawidziłam. Próbowałam też skupić się na pracy, ale coś we mnie pękło. I choć panicznie się bałam, że szef zaraz mnie wyrzuci, poszłam do niego i opowiedziałam o wszystkim. Wiedziałam, że sama nie dam sobie z tym rady. Przełożony nie wyrzucił Leny, tylko wysłał na konsultację do psychologa. I to był świetny pomysł. A także punkt zwrotny w karierze Leny. – Wreszcie zadałam sobie pytanie, czy chcę być szczęśliwa i osiągać sukcesy – mówi. – I zdałam sobie sprawę, że w dziale kadr nie mam na to szans. Złożyłam więc wypowiedzenie, choć nie miałam żadnych innych perspektyw. Mimo to, od razu poczułam się lepiej.

– Wypalenie zawodowe to przede wszystkim rozgoryczenie – takie słynne zdanie padło kiedyś z ust członkini zarządu Yahoo, Marissy Mayer. W Google pracowała 130 godzin tygodniowo i często spała przy biurku. Musiała czuć się rozgoryczona i pewnie dlatego teraz dba o swoich podwładnych. Yahoo regularnie zaprasza mówców motywacyjnych, na przykład Toma Cruise’a i Deepaka Choprę. Organizuje też grille i koncerty artystów rangi Taylor Swift, specjalnie dla swoich pracowników. Do tego dochodzi transport z i do pracy, fotele do spania i korty do koszykówki. Wszystko po to, żeby obniżyć poziom frustracji. Google nie chciał zostać w tyle. Oferuje pracownikom serwis medyczny, ubezpieczenie podróżne, przekąski i wsparcie finansowe z okazji narodzin dziecka. A Facebook i Apple od tego roku pomagają swoim pracownicom w procedurze... zamrażania komórek jajowych. Komunikat gigantów technologii jest jasny: wymagamy od was ciężkiej pracy, ale dajemy wam wsparcie, żebyście nie czuli się rozgoryczeni.

SKUTECZNA TERAPIA

Większość z nas jednak dostaje niewielkie (albo żadne) wsparcie ze strony swojej firmy. Jak więc bronić się przed wypaleniem zawodowym? Przede wszystkim, pogadaj ze współpracownikami i dowiedz się, jak oni się czują. Jeśli okaże się, że podobnie – zbadajcie temat, porozmawiajcie z szefem, zaproponujcie zmiany... A jeśli jesteś jedyną osobą, która ma problem, może czas zmienić dział, zakres obowiązków albo wręcz firmę? – Dla pokolenia „Y” rozwój zawodowy jest bardzo istotny – zauważa Małgorzata Wójtowicz, CEE HR manager firmy Antal, zajmującej się pośrednictwem pracy. – Ten rozwój jest rozumiany jako angażowanie się w różnorodne projekty, rozwój zawodowy, doszkalanie się. Wiele przedsiębiorstw, w których funkcje menedżerskie pełnią przedstawiciele poprzedniego pokolenia „X”, nie nadążyło za potrzebami i wysokimi zawodowymi oczekiwaniami milenialsów. Nie dostosowały one procedur, polityki, narzędzi, a przede wszystkim wykonywanych zadań do potrzeb pokolenia Y. Zdaniem Małgorzaty Wójtowicz, pracownicy z tego pokolenia muszą więc koncentrować się na zadaniach odtwórczych, co zabija ich naturalną potrzebę kreatywności. – Przejawiają symptomy wypalenia zawodowego nie ze względu na przepracowanie, lecz z powodu odmiennych oczekiwań względem pracy zawodowej osób zarządzanych z grupy pokolenia Y i pokolenia X, które nim zarządza – mówi nasza ekspertka. Co ty na to? Jeśli czujesz, że coś w tym jest – czas na działanie. Jako przedstawicielka pokolenia „Y” prawdopodobnie jesteś elastyczna, masz w sobie coś z nomada, nie przeskadza ci multitasking i łatwo adaptujesz się w nowych warunkach. Ewentualna zmiana zasad zatrudnienia czy w ogóle pracy będzie więc dla ciebie bolesna tylko na początku, jeśli w ogóle. Paula myśli o tym coraz częściej. – Już mam dość przepraszania za to, że zachowuję się jak suka – przyznaje. – Męczy mnie też moje chroniczne zapalenie pęcherza. Na razie postanowiła zaktualizować swoje CV. Znalazła na to chwilę...

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama