Reklama
Reklama

Czy wiesz, że w swoim telefonie masz numer do przyszłego męża?

Czy wiesz, że w swoim telefonie masz numer do przyszłego męża? fot. istock.com

Katarzyna Lemanowicz

04grudnia2018

Poznaj szczegóły dotyczące naszej teorii!

Hej powiemy ci, kiedy dokładnie spotkasz swojego męża. Chciałabyś? Możesz już skończyć poszukiwania i postawić wszystkim... latte i brownie! Hurra! OK, żartowałyśmy...!

Nie mamy stuprocentowej pewności w kwestii twojego ślubu, ale opowiemy ci, co odkryłyśmy, obserwując osoby 20+.

Chodzi o to, że... jeśli masz już 25 lat, prawdopodobnie masz też numer swojego przyszłego męża w telefonie. Wiemy, co sobie myślisz: kolejna głupia teoria na temat szukania Tego Jedynego, ale... dajcie nam szansę.

Po licznych rozmowach z przyjaciółkami-mężatkami odkryłyśmy, że znały swojego męża jeszcze długo, zanim umówiły się z nim na pierwszą randkę. A kiedy zaczęłyśmy drążyć temat, okazało się, że miały jego numer w telefonie jeszcze przed... tak, zgadłaś, 25. urodzinami.

Tak jak Anita, która zapisała telefon do Piotra, kiedy miała 21 lat. Poznali się na jakiejś imprezie, ale dopiero po trzech nie bardzo udanych związkach odkryła, że on to być może ON. 23-letnia Sylwia miała numer swojego przyszłego małżonka przez rok, zanim zostali parą. Był współlokatorem jej kumpla i nigdy nawet nie brała go pod uwagę w kwestii randki. Aż w końcu wzięła... Jeszcze jakiś przykład?

Nikki Goldstein, psycholog, autorka książki „#singlebutdating”, uważa, że to bardzo prawdopodobne, że w wieku 25 lat będziemy już miały numer do przyszłego męża w telefonie. Nic dziwnego – grono naszych znajomych jest przecież ogromne. – Korzystamy z mnóstwa aplikacji, od Instagrama po LinkedIn, więc dosłownie, możemy być o jedno kliknięcie od mężczyzny naszego życia – uważa psycholog. I dodaje, że zdarza nam się przeoczyć ten ważny dla nas kontakt. Jak to się dzieje? Kultura wmawia nam, kobietom, że kiedy spotkamy Tego Jedynego, od razu się zorientujemy, że to ON. A tak naprawdę, pewnie już go spotkałaś i pewnie masz go wśród znajomych na Facebooku. To może być twój kumpel z liceum. I to ten, który chodził z tą dziewczyną w stylu Lary Croft, której nie znosiłaś... No i prawdopodobieństwo, że zostanie twoim mężem jest większe, niż w przypadku tego przystojnego przedsiębiorcy, który usiadł obok ciebie w samolocie do Paryża. Scenariusze rodem z komedii romantycznych są rzadko dostępne w realu, sorry.

Często nie doceniamy naszych znajomości i odkładamy naprawdę fajnych facetów na półkę „kumple”, zwłaszcza, jeśli to znajomi znajomych albo eks naszych przyjaciółek. – Gdy mamy lat 20+ bawimy się, eksplorujemy rzeczywistość i chodzimy na randki bez zamiaru wychodzenia za mąż – słusznie zauważa Goldstein. Kiedy minie już faza na imprezowanie, zaczynamy rozglądać się za czymś więcej i możemy wtedy dostrzec niektóre osoby w innym świetle. – I może się okazać, że mamy z nimi bardzo wiele wspólnego – wierzy psycholog.

Tak się przytrafiło 27-letniej Ginie, która poznała swojego teraz-już-chłopaka na domówce, gdy miała 15 lat. Potem spotkali się znowu, gdy miała 19 lat – przez wspólnych znajomych. Od tej pory są razem.

Bardzo często ignorujemy naprawdę bardzo wielu wartościowych mężczyzn. Chodzi o tych facetów, którzy próbowali z nami flirtować, ale my ich spławiłyśmy, zajęte akurat kimś innym. Pamiętasz? Co się z nimi dzieje? Wpadli w zakładkę „Nieprzeczytane wiadomości” i „Sorry, dziś wieczór nie mam czasu”. Może zasługują na drugą szansę? Również ci kolesie, którzy nie są w twoim typie... warto się im przyjrzeć, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie wyglądają oszałamiająco.

32-letnia Laura tak zrobiła. – Robert skontaktował się ze mną przez FB, kiedy akurat byłam za granicą – opowiada. – Gdyby nie to, że byłam w cudownym nastroju (dzięki, Chorwacjo!), prawdopodobnie zignorowałabym jego wiadomość. Ale zamiast tego, zaczęła z nim konwersację, choć ledwo się znali. I kiedy wróciła do domu – zgodziła się na spotkanie. Są już zaręczeni. A co z Anitą i Piotrem? Pobrali się sześć miesięcy po pierwszej randce. I teraz spodziewają się trzeciego dziecka. Łał! A więc... moja teoria wcale nie jest taka bez sensu, prawda? I są spore szanse, że jednak to nie ten facet, który na Tinderze każdą laskę kieruje na prawo, jest twoim przeznaczeniem. Zajrzyj do swojego smartfona, a potem... latte i brownie dla wszystkich! Hurra!

 

 

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama