Reklama
Reklama

Obiecuję ci miłość, wierność i uczciwość...

Obiecuję ci miłość, wierność i uczciwość... fot. istock.com

Anna Majcher

23października2018

Kurz jeszcze dobrze nie pokrył ślubnych prezentów, a bajka o życiu razem „aż do śmierci” właśnie dobiegła końca.

I to na etapie życia, gdy miłość do grobowej deski wydaje się czymś naturalnym. Po rozwodzie został smutek i żal? Niekoniecznie...

Pudełka z prezentami ślubnymi piętrzą się w dużym pokoju. Białe szpilki leżą wciśnięte pod szafą. Pośrodku wielkiego bałaganu siedzi Anna. Ma dwadzieścia kilka lat i mętlik w głowie. Wciąż nie może dojść do siebie po wydarzeniach z ostatnich miesięcy.

Jest w połowie rozwodu, rok po ślubie, na którym wraz z partnerem obiecywali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską aż do śmierci. Nie jest to typowy obrazek panny młodej, która rozpoczyna nowy rozdział w swoim życiu. Ale nie jest też rzadkością.

W Polsce 1/3 małżeństw kończy się rozwodem (według danych demografów z Uniwersytetu Łódzkiego). W miastach to już co drugie małżeństwo. Chociaż najczęściej wiąże się go z kryzysem wieku średniego (największa grupa rozwodników przypada na ludzi w wieku 30-39), to statystyki pokazują coraz więcej par, które rozstają się przed 30, po zaledwie kilku latach od złożenia przysięgi małżeńskiej. Wielu z nich nie jest w stanie nawet dotrwać do pierwszej rocznicy ślubu. Eksperci od relacji twierdzą, że między młodością, a rozwodem jest pewna korelacja. W wieku dwudziestu paru lat dzieje się mnóstwo przełomowych wydarzeń (koniec studiów, praca, wyprowadzka z domu). Wtedy też zmieniamy się najintensywniej.

Światopogląd i potrzeby w wieku 20 lat różnią się od tych w wieku 29.

Ale te trzy bohaterki są dowodem na to, że rozwód to nie koniec świata i można żyć dalej. Czasem nawet lepiej...

„To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu”. Rozwód dla Kasi Z., 28 lat, był koszmarem. Ale uważa, że to była właściwa decyzja:

„Roman oświadczył mi się podczas swoich 24 urodzin. W telefonie pokazał mi swoje zdjęcie ze spadochronem, z którym skoczył kilka godzin wcześniej. Gdy patrzyłam na ekran, kątem oka zauważyłam ‘Wyjdziesz za mnie?’ napisane na ręku. Kiedy klęknął przede mną, rozpłakałam się. Oczywiście, że za niego wyjdę! Roman był moją bratnią duszą. Miałam 22 lata. Byliśmy ze sobą dwa. Poznaliśmy się na uniwerku i trochę razem podróżowaliśmy. Po romantycznych zaręczynach zdecydowaliśmy, że weźmiemy ślub na wsi, w jego rodzinnym domu. Miał być kameralny, ale efektem kuli śnieżnej zaprosiliśmy 200 osób. Przygotowania do uroczystości przykryły wszystkie wątpliwości. Przy kosztach 20 tysięcy nie było odwrotu. Ale powróciły ze zdwojoną siłą, gdy tylko wywołaliśmy ślubne zdjęcia. W ciągu tych dwóch lat naszego związku zawsze robiliśmy ekscytujące rzeczy. Teraz do naszej nowej rzeczywistości wkradła się rutyna, a różnice naszego pochodzenia zaczęły nam ciążyć. Zaczęliśmy skakać sobie do gardeł. Życie nie było już zabawne. Coraz intensywniej zastanawiałam się, czy do siebie pasujemy. Ale znów, zignorowałam podszepty. W końcu to nie był związek, z którego mogłabym wyjść ot, tak sobie, byliśmy małżeństwem. Złożyłam przysięgę, musi się nam udać. Kolejne miesiące były najtrudniejsze w moim życiu. Próbowaliśmy nawet szukać pomocy u psychoterapeuty. Bez skutku. Zaledwie po roku od ślubu postanowiliśmy się rozwieść. W wieku 24 lat zamieszkałam z przyjaciółmi, próbując zacząć wszystko od nowa. Na początku byłam sfrustrowana i wściekła na siebie, że do tego dopuściłam. Zastanawiałam się, czy nie popełniłam błędu. Wielu naszych znajomych uważało, że nie potraktowałam wszystkiego poważnie, co jest dla mnie przykre. Dużo zainwestowałam w to małżeństwo. Myślałam, że jest na zawsze. Teraz mam 28 lat, jestem singielką. W każdy nowy związek wchodzę z czujnością. Nie ma opcji, żebym poszła tą samą drogą po raz drugi”.

„Gdy myślałam o naszej przyszłości razem, czułam się jak w pułapce. rozwód był przerażający. kto rozwodzi się w wieku 26 lat? Musiałam poustawiać sobie w głowie, co jest dla mnie ważniejsze. Mój  rozwód zapoczątkował moją  karierę - Dorota W.,  30 lat,  znalazła  pozytywną stronę rozstania  z mężem.

„Wiedziałam, że popełniam błąd, gdy szłam do ołtarza. Nie chciałam tylko zawieść wszystkich zaproszonych gości... Moje druhny wydały majątek na swoje suknie, moi rodzice zapłacili za wesele. A ja, dziewiętnastolatka, uważałam, że przytrafia mi się najwspanialsza rzecz pod słońcem. Jacek był moim pierwszym chłopakiem, wielką miłością. Po ślubie idealizowałam siłę naszych uczuć, uważałam, że przy odrobinie pracy na pewno nam się wszystko poukłada. Niestety, nie udało się. Finał był taki, że to Jacek mnie zostawił dwa lata później. Miałam 21 lat. Zmieniliśmy się przez ten czas. I chociaż poczułam ulgę po rozstaniu, to nie czułam się z tym dobrze. Wszyscy uznali, że rozwód był moją winą. Rodzice bardzo mnie wspierali, ale czułam, że ich zawiodłam. Uciekłam do pracy. Ona pozwalała mi zapomnieć i dawała chęć do życia. Małżeństwo okradło mnie z poczucia własnej wartości i pewności siebie. Dlatego rozpoczęłam kurs księgowości. Chciałam udowodnić Jackowi i przy okazji sobie, że potrafię zrobić coś właściwie. Okazało się, że to była najlepsza decyzja, jaką podjęłam. Pokochałam swoje nowe zajęcie i rzuciłam się w wir pracy, aby zapomnieć o trudnych doświadczeniach związanych z rozwodem. W rezultacie otworzyłam własne biuro rachunkowe, konsultuję sprawy finansowe z rządem i właśnie piszę ekspercką książkę. Rozstanie i rozwód popchnęły mnie w stronę, o której nigdy nie śniłam i chociaż na razie nie mam partnera, wiem, że odniosłam w życiu sukces. W życiu nie pomyślałabym, że czegoś tak nieprzyjemnego wyniknie tak przyjemna i pozytywna rzecz”.

„Po rozwodzie  odnalazłam miłość” Marzena, 29 lat, po ślubie z Maćkiem miała inny pomysł na życie niż on.

„Maciek, ja wariuję”, powtarzałam mężowi, z którym od roku byłam związana przysięgą małżeńską. To był czas, kiedy powinniśmy myśleć o dziecku. A ja myślałam o rozwodzie. Nasze drogi rozchodziły się coraz bardziej. Stawaliśmy się sobie obcy, nie byliśmy już tacy, jak wtedy, gdy się w sobie zakochaliśmy. Maciek był moim pierwszym prawdziwym facetem. Poznaliśmy się w pracy. Już na początku zaprosił mnie na luksusowe wakacje na Bali. Trzy lata później oświadczył się w tym samym miejscu. Miałam 24 lata i teraz, patrząc z dystansu, byłam jeszcze dzieckiem. W zasadzie dopiero po ślubie zaczęłam dojrzewać i rozumieć, czego chcę od życia. Niestety, moje plany różniły się od planów Maćka. I gdy myślałam o tym, jak ma wyglądać nasza przyszłość razem, czułam się jak w pułapce. Z drugiej strony rozwód był przerażający. ‘Kto rozwodzi się w wieku 26 lat?’, myślałam sobie. Musiałam poustawiać sobie w głowie, co jest dla mnie ważniejsze. Ale różnice między nami stawały się nie do pogodzenia. Kiedy zrozumiałam, że nie chcę mieć z nim dzieci, wiedziałam, że nadszedł czas rozwodu. Kiedy podjęłam decyzję o odejściu, 18 miesięcy po ślubie, przechodziłam przez emocjonalne wzloty i upadki. Jednego dnia czułam się panią własnego losu, byłam silna. Kolejnego miękłam i obwiniałam się, że poszłam najprostszą drogą. Wielu moich przyjaciół była bardzo wspierająca. Ale kilku odsunęło się ode mnie. Trudno w takiej sytuacji zachować bezstronność. Dużo czasu zajęło mi dojście do siebie po rozwodzie. Ale wreszcie się otrząsnęłam. Więcej, nawet już się zaręczyłam. Tym razem jest zupełnie inaczej. Prowadzimy z Bartkiem własną siłownię, nasze podejście do życia jest identyczne. Zamiast wielkiego wesela, jakie miałam z Maćkiem, ceremonia była bardzo skromna. Uroczystość nie jest ważna. Wiem, że dużo ważniejsze jest to, co przychodzi później”.

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama