Reklama
Reklama

Prawdziwe życie kobiet mafii

Prawdziwe życie kobiet mafii fot. istock.com

Beata Dżumaga

09października2018

To świat pełen luksusu, ale jego ceną często jest... życie. Czy da się uciec z kartelu i jak to jest być żoną gangstera?

Mia i Olivia (imiona zostały zmienione) poślubiły bliźniaków Pedro i Margarito Floresa – znanych także jako Peter i Junior – jednych z największych handlarzy narkotyków w Ameryce, którzy zerwali z kartelami i pomogli w schwytaniu jednego z najbardziej poszukiwanych baronów narkotykowych – El Chapo.

O tym, jak wyglądało ich życie w luksusowym, ale i bezwzględnym świecie kartelu, opowiedziały w książce „Cartel Wives: A True Story of Deadly Decisions, Steadfast Love, and Bringing Down El Chapo”.

OTO FRAGMENT ICH SZOKUJĄCEJ HISTORII

Mia i ja byłyśmy z naszymi mężami w klubie ze striptizem w Meksyku, gdzie mieszkaliśmy, ponieważ oni mieli tam spotkanie ze wspólnikami z Chin. Dobrze się bawiliśmy, kiedy nagle do środka wpadli zamaskowani mężczyźni z karabinami AK-47 i wciągnęli nas i naszych mężów do kolumny SUV-ów zaparkowanych na zewnątrz. Leżałam obok mojego szwagra, Petera, podczas gdy mężczyźni wyciągali z klubu Mię, która szarpała się i błagała o życie, gdy jej mąż powiedział: „Gdybym miał broń, zastrzeliłbym ją w tej chwili”. W tym momencie zrozumiałam, że chciał ukrócić jej cierpienia ze strachu przed tym, co miało się z nami stać.

W takich sytuacjach kobiety w Meksyku są torturowane, gwałcone i mordowane. Miałam komórkę Nextel z funkcją bezpośredniego połączenia walkie-talkie i udało mi się ją uruchomić, w nadziei, że mój drugi szwagier, który był u nas w domu, usłyszy mnie. Krzyczałam do zamaskowanego mężczyzny: „Powiedz nam, czego chcesz! Chcesz 10 milionów dolarów? Mamy pieniądze, zapłacimy ci!”. Mój szwagier mnie usłyszał i w ten sposób ostatecznie wynegocjowano nasze uwolnienie.

ZWYCZAJNE DZIECIŃSTWO

Ani Mia, ani ja nie dorastałyśmy wśród karteli. Obie pochodziłyśmy z Chicago, a nasi ojcowie byli policjantami. Miałyśmy kochające rodziny – moi rodzice byli parą jeszcze od liceum. Wpoili we mnie zasady moralne i ciężko pracowali, by móc posłać mnie do prywatnych szkół. Ale zawsze pociągali mnie źli chłopcy. Mój pierwszy mąż na długi czas trafił do więzienia za handlowanie narkotykami, a drugi został zamordowany. Mia wychowywała się w dobrym domu i została protokolantką sądową. Nigdy nie miała do czynienia z tym światem, dopóki przez wspólnego przyjaciela nie poznała Petera. Myślałam, że go zmienię.

Poznałam Juniora przez mojego drugiego męża. Robili razem interesy i byli bliskimi przyjaciółmi, więc znałam go wiele lat. Widziałam w nim cechy mojego ojca; był małomówny, troskliwy, współczujący, uprzejmy i pełen szacunku. Nie mogłam uwierzyć, że był handlarzem narkotyków. Wiedziałam, że nie pasuje do takiego życia – stać go było na więcej. Zakochałam się w nim na zabój i chciałam zrobić wszystko, by go zmienić. Wiedziałam, że istnieją tylko dwa sposoby, aby zerwać z tym życiem – śmierć albo więzienie – i byłam przerażona myślą, że go stracę. Ale w miarę, jak nasz związek się rozwijał, świat kartelu wciągał go głębiej i głębiej. Łatwo wsiąknąć w ten luksusowy styl życia. Wiedziałam, że Junior był dobrym człowiekiem o dobrym sercu i wierzyłam, że pewnego dnia się zmieni.

ŻYCIE KARTELU

Mieliśmy wielkie posiadłości, domy na plaży, służbę, luksusowe samochody. Jeździliśmy na wakacje kiedykolwiek i dokądkolwiek zapragnęliśmy. Specjalnie dla nas zamykano nocne kluby, a restauracje otwierano po godzinach tylko dla naszych mężów i ich wspólników, którzy wydawali dziesiątki tysięcy dolarów w jedną noc. Obok naszej sypialni było pomieszczenie, w którym ułożono w stos 2-3 miliony dolarów w gotówce. Taki styl życia był bardzo uzależniający.

TYLE ŻON NA ILE CIĘ STAĆ

Mężczyźni kartelu są kobieciarzami – traktują kobiety jak wycieraczki. W Meksyku jest takie powiedzenie, że możesz mieć tyle żon, na ile cię stać, więc mają różne rodziny z różnymi kobietami i nie traktują ich z szacunkiem. Mia i ja miałyśmy szczęście, że nasi mężowie nie mieli takiej mentalności i w niczym ich nie przypominali. Kiedy mieszkaliśmy w Meksyku, nasi mężowie zabierali Mię i mnie wszędzie ze sobą, podczas gdy inni mężczyźni spotykali się z kochankami, prostytutkami i striptizerkami. Niestety, w Meksyku panuje taka bieda, że kobiety marzą o tym, by zostać żonami baronów narkotykowych. Myślą, że to dla nich jedyna droga ucieczki przed ubóstwem, a handlarze narkotykami to wykorzystują. Nasi mężowie byli zupełnie inni niż wszyscy w tym świecie. Nie wykorzystywali swojej przewagi albo pieniędzy, żeby kogoś skrzywdzić i nigdy nie posuwali się do przemocy. Zawsze czułyśmy się chronione i myślałyśmy, że jesteśmy niezwyciężone, bo nasi mężowie trzymali nas z dala od swoich interesów. Nie byłyśmy naiwne i wiedziałyśmy, czym się zajmują, ale nigdy nie miałyśmy kontaktu z narkotykami. Nasi mężowie zarządzali wielkimi transportami towaru wyłącznie przez telefon. Mieli wielką infrastrukturę z wieloma pracownikami, a my żyłyśmy w bańce i nie rozumiałyśmy, jak głęboko w tym tkwili. To zabrzmi ironicznie, ale zawsze sprawiali, że czułyśmy się, jakby nasze życie było normalne. Dopiero gdy zostaliśmy porwani w klubie ze striptizem i myśleliśmy, że zostaniemy zastrzeleni, zarówno my, jak i nasi mężowie zrozumieliśmy, że nie chcemy takiego życia.

WSADZIĆ EL CHAPO ZA KRATKI

Mieliśmy wystarczająco dużo pieniędzy, aby uciec dokądkolwiek i zostawić to życie, ale nasi mężowie chcieli postąpić właściwie. Gdy jeszcze mieszkaliśmy w Meksyku obydwaj zaryzykowali życie i zostali informatorami FBI. Parę miesięcy później pojechaliśmy do Ameryki, gdzie oddali się w ręce policji i zostali największymi współpracownikami w historii USA. (Junior i Peter pomogli Stanom Zjednoczonym zebrać dowody przeciwko meksykańskiemu baronowi narkotykowemu, Joaquinowi „El Chapo” Guzmanowi, który czeka w więzieniu na swój proces. Bliźniacy zostali skazani na 14 lat więzienia za ich rolę w olbrzymich operacjach narkotykowych). Kiedy nasi mężowie trafili do więzienia, powiedzieli, że nigdy w życiu nie czuli się tak wolni. Poczuli, że z ich ramion zniknął ogromny ciężar. Mia i ja żyjemy w strachu każdego dnia. Nikomu nie życzymy czegoś podobnego (Olivia i Mia znajdują się w areszcie ochronnym). Czujemy się tak, jakby nasi mężowie zostali skazani na dożywocie, ponieważ to będzie prześladować nas wszystkich do końca naszych dni. Postanowiliśmy postąpić słusznie, ale była to najtrudniejsza decyzja, jaką musieliśmy podjąć. Mimo wszystko jesteśmy w tym razem.

BĘDZIEMY NA NICH CZEKAĆ

Nasi mężowie zrobili dla swoich rodzin najdzielniejszą i najodważniejszą rzecz – postanowili współpracować z rządem USA i wsadzić za kratki jednego z największych narkotykowych terrorystów na świecie. Kochamy naszych mężów – chcemy na nich czekać tak długo, jak będzie trzeba. Poświęcili siebie dla nas i dla naszych rodzin. Mia i ja nie byłybyśmy tutaj, gdybyśmy nie miały siebie nawzajem – nic nie jest w stanie złamać naszej więzi. Nie ufamy nikomu, nie możemy z nikim rozmawiać, więc nie możemy mieć przyjaciół – mamy tylko siebie. Podnosimy siebie nawzajem na duchu i zawsze się wspieramy. Jesteśmy po prostu żonami i matkami, które próbują przez to przejść, wychowując nasze dzieci tak, aby były dobrymi ludźmi, i cierpliwie czekamy na chwilę, gdy znów będziemy razem z naszymi mężami. Mia i ja zrozumiałyśmy, że najważniejsza jest rodzina, wzajemne wsparcie i nieprzyjmowanie niczego za pewnik. A przede wszystkim, że najważniejsze jest pokazywanie naszym dzieciom, że w życiu liczy się rodzina, miłość i prostota.

 

Tekst premierowo ukazał się w 02/2018 Cosmopolitan.

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama