Reklama
Reklama

#NieJestemFeministką wołają w swoim manifeście kobiety z Idź Pod Prąd TV!

#NieJestemFeministką wołają w swoim manifeście kobiety z Idź Pod Prąd TV! fot. print screen, YouTube

Anna Mierzejewska

08lutego2018

"Bo feminizm jest głupi" - mówi pierwsza z nich.

Według Marka Aureliusza "wszystko co słyszymy jest opinią, nie faktem. Wszystko co widzimy jest punktem widzenia, nie prawdą". Czy słowa cesarza rzymskiego mogą mieć odniesienie współcześnie? Z pewna dozą zuchwałości odpowiedziałabym, że tak, że są przecież prawdziwe. I w tym momencie sama bym im zaprzeczyła. Bo skoro "wszystko jest punktem widzenia" nie powinniśmy zakładać, że istnieje tylko jedna prawda.

 

Wydaje mi się, że tym tropem chciały iść kobiety występujące w "Manifeście kobiet! #NieJestemFeministką". Chciały zaprezentować swój "punkt widzenia". A jak wiadomo, najlepiej robi się to w opozycji do tez całkowicie odmiennych. Skoro głośno jest ostatnio o feminizmie, to nie trzeba było długo czekać, aż znajdzie się grupa, pragnąca wyrazić stanowisko przeciwne.

 

Skoro jednak tak buńczucznie wsparłam słowa rzymskiego filozofa, musiałam iść o krok dalej i wprowadzić je w życie. Przy założeniu, że nie ma "jednej prawdy" obejrzałam więc "Manifest", zrealizowany przez Idź Pod Prąd TV. Pomimo swoich osobistych przekonań w tym temacie (o których nie będę tutaj mówić, bo są nieistotne, a ja uważam siebie za osobę obiektywną i otwartą) jestem zdania, że... każdy może mieć swoje zdanie. Dokładnie jak cesarz rzymski. Z tą różnicą jednak, że owe zdanie powinno być poparte sensownymi, rzetelnymi argumentami, z poszanowaniem zdań opozycyjnych.

 

Czego więc dowiedziałam się z "Manifestu"? Pierwsze zdanie już nieco zbiło mnie z tropu.

 

- Bo feminizm jest głupi. 

 

Hmm, zdanie, które mówi tyle, co nic. Poza tym, od dziecka mama powtarzała mi (mamo, pozdrawiam Cię w tym miejscu serdecznie i dziękuję), że nie mam prawa w ten sposób wypowiadać się na żaden temat ani określać tak nikogo. To zwykłe pustosłowie. 

 

- Jest przeciwko rozumowi, a ja rozum sobie cenię.

 

Punkt za to drugie, ja również, ale o co chodzi w pierwszym zdaniu? Znów. Brak wyjaśnienia.

 

- Feminizm jest niekobiecy.

 

Niekobiecy, czyli... męski? Znów nie rozumiem!

 

- Czuję się wspaniale, prosząc mojego męża o to, aby mi w czymś pomógł, o to, że zawsze mogę na niego liczyć. 

 

- Lubię kiedy mężczyzna okazuje mi szacunek, przepuszcza mnie w drzwiach, kiedy mogę się czuć przy nim bezpieczna. 

 

- Nie wyobrażam sobie, żebym to ja mogła bronić i dawać bezpieczeństwo mojemu mężowi. 

 

- Feminizm okrada też mężczyznę. Z takiego prawa do bycia silnym, do bycia przewodnikiem, do bycia opiekunem. Odziera kobietę z takich jej naturalnych cech, jak wdzięk, piękno, wrażliwość. Prawa do bycia słabszą. 

 

I tak dalej. Całość znajdziecie w wideo. Stwierdziłam, że cytaty, które przytoczyłam w zupełności wystarczą, aby pociągnąć dalej tę analizę, a nawet dojść do pewnych wniosków. W powyższych wypowiedziach również pojawiają się pewne niejasności. Po pierwsze, zastanawia mnie, czy bycie feministką rzeczywiście wyklucza bycie czyjąś żoną? Ja póki co niczyją nie jestem, ale znam feministki, które są szczęśliwe w związkach małżeńskich. Po drugie, czy feministki NIGDY nie proszą o pomoc mężczyzn? Czy nie mogą na nich liczyć? Fragment o poczuciu bezpieczeństwa i szacunku również nie jest dla mnie zasadny. Bycie feministką nie oznacza bycia oziębłą i wyzbytą emocji. Oznacza, że chcemy być równe, że chcemy związku partnerskiego, że chcemy szczerego uczucia. 

 

Feminizm nie okrada z niczego mężczyzn, tylko nam, kobietom, daje gwarancję bezpieczeństwa, daje gwarancję, że jesteśmy równe, i że tak też będziemy traktowane. 

Nie wyobrażam sobie, żebym to ja mogła bronić i dawać bezpieczeństwo mojemu mężowi. 

A ja nie wyobrażam sobie być w związku, w którym nie bronię i nie daję bezpieczeństwa swojemu partnerowi.

 

Wróćmy też do samego intro, podczas którego bohaterki filmu przedzierają kartki z wymalowanym logiem feminizmu. W tle wybrzmiewa rockowy kawałek. Wrażenie? Pierwsza myśl? "Dziewczyny się buntują!"- pomyślałam. A już po obejrzeniu całego wideo, przyszło mi do głowy coś jeszcze - "wyraziły w filmie negatywną opinię na temat manifestowania na ulicy, nie zauważając chyba, że w swoim wideo również manifestują, i to wyrażając negatywne emocje i agresje". 

 

Nie chcąc zaprzeczać słowom mojego rzymskiego przyjaciela z przeszłości, powiem tylko, że nie wygrywa ten, kto krzyczy głośniej. Obrzucanie się nawzajem błotem do niczego nie prowadzi. To, co wygrywa to rzetelne argumenty, a także wzajemny szacunek pomimo przeciwieństw. Moim osobistym marzeniem jest, aby wszystkie strony wyznawały zasadę pochodzącą ze starożytności. Ale kto wie, może Marek Aureliusz żył zbyt dawno temu? Wiem jedno. Na pewno na tyle dawno, że żadna kobieta - nawet ta zaciekle twierdząca, że feministką nie jest - nie chciałaby żyć w jego czasach.

 

Mądrze gadał, ale o równouprawnieniu nie wiedział nic. 

 

 

 

 

War on Everyone (2016)

Post udostępniony przez (@eyesneverliechico) Lut 8, 2018 o 1:54 PST

 

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama