Reklama
Reklama

WYWIAD: “Przestańmy mówić "boys will be boys" i namawiać dziewczynki do tego, żeby były miłe za wszelką cenę”

WYWIAD: “Przestańmy mówić "boys will be boys" i namawiać dziewczynki do tego, żeby były miłe za wszelką cenę” Fot. Facebook/16dniprzeciwprzemocy

Beata Dżumaga

06grudnia2017

Dr Sylwia Spurek opowiada o akcji Biała Wstążka

Trwa akcja Biała Wstążka, będąca częścią kampanii 16 dni przeciw przemocy wobec kobiet. Dr Sylwia Spurek, Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich ds. Równego Traktowania opowiada o tym, co dała nam akcja #metoo, jak pokazywać mężczyznom, gdzie są granice, oraz którzy mężczyźni przypną w tym roku białą wstążkę na znak solidarności z kobietami.

Cosmo: Jakie są początki akcji Biała Wstążka?

Dr Sylwia Spurek: W 1991 roku została zainicjowana kampania 16 dni przeciw przemocy wobec kobiet i akcja Biała Wstążka jest z tym związana - choć nie do końca, bo taką wstążkę można nosić przez cały rok. To symbol solidarności mężczyzn z kobietami, które są ofiarami przemocy, manifest, że nie akceptujemy przemocy, nie będziemy jej tolerować i będziemy reagować. To przesłanie aktualne cały rok. Natomiast 16 dni działań przeciwko przemocy wobec kobiet odbywa się od ponad 20 lat. Także w Polsce to już kolejna edycja i coraz więcej osób włącza się w tą akcję.

Mimo to wciąż uważamy, że przemoc wobec kobiet jest zjawiskiem, które nie ma miejsca w naszym najbliższym środowisku.

Myślimy, że przemoc w rodzinie czy przemoc seksualna nie zdarza się często albo zdarza się gdzieś daleko. To stereotyp, bo przemoc jest egalitarna, zdarza się także w dobrych rodzinach, wśród ludzi wykształconych. Nie jest związana z biedą, bezrobociem, alkoholizmem. Przemoc nie jest marginalna w dwóch znaczeniach tego słowa. Po pierwsze nie dotyczy marginesu społecznego i nie jest związana z innymi patologiami, to nie one są źródłem przemocy. To nie alkohol bije, to sprawca bije - ponieważ uważa, że może sprawować władzę i kontrolę nad pozostałymi członkami rodziny i egzekwować ją także w sposób przemocowy. Przemoc nie jest marginalna ze względu na statystyki. W Polsce mamy dostępne dane policyjne i sądowe, ale one pokazują tylko wycinek zjawiska - sytuacje, w których doszło do interwencji policyjnej i została wypełniona Niebieska Karta, albo jeszcze mniejszy wycinek, czyli liczbę skazań. W przypadku Niebieskiej Karty mamy prawie 100 tys. ofiar rocznie, skazań za przestępstwo znęcania jest ok. 11 tys. Ale badania Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej pokazały, że 19 proc. kobiet doświadczyło przemocy ze strony byłego lub obecnego partnera. Niestety nadal o tym nie mówimy.

 



Dlaczego milczymy na ten temat?

Myślę, że pokazała to akcja #metoo. Kobiety, które pisały #metoo czy #jateż, często spotykały się z bardzo krzywdzącymi komentarzami. Ta akcja pokazała, że trzeba mieć odwagę powiedzieć, że jest się ofiarą przemocy, żeby się do tego przyznać - tak jakby to było coś złego, coś, do czego trzeba się przyznawać. A przecież to nie my powinnyśmy się bać i wstydzić, tylko sprawca. Komentarze bardzo często trywializowały tę przemoc, lekceważyły doświadczenia, ośmieszały je. Pojawiała się też „klasyka gatunku” przy przemocy w rodzinie i przemocy seksualnej, czyli obwinianie ofiary, przerzucanie na nią odpowiedzialności, zawstydzanie jej. Dlatego tak wiele kobiet nie mówi o przemocy. Według badań tylko 30 proc. kobiet zgłasza na policję przemoc w rodzinie. Czyli 70 proc. milczy. Milczy dlatego, że nie stwarzamy im możliwości i komfortu, żeby mogły o tym mówić bez winy i wstydu.

Gdy Pani o tym mówi przypomina mi się scena z serialu “Broadchurch”: ofiara gwałtu zostaje przewieziona przez policjantów do ośrodka pomagającego kobietom. To, z jak ludzkim postępowaniem się spotyka, nie wspominając już o fakcie, że oferuje się jej antykoncepcję awaryjną, zszokowało mnie - że można w tak empatyczny sposób podejść do ofiary gwałtu.

Dokładnie pamiętam tę scenę. Pewnie eksperci znaleźliby jakieś “ale” w tym postępowaniu, ale życzyłabym sobie, aby tak wyglądał pierwszy kontakt osoby zgwałconej z służbami w Polsce. Taka komunikacja ze strony policjantów, „zaopiekowanie się” pokrzywdzoną w wyspecjalizowanym ośrodku, zero pytań, które są nierelewantne. Niestety w Polsce nadal mamy luki o charakterze formalno-prawnym, które powodują wtórną wiktymizację ofiary. Obecnie przestępstwo zgwałcenia jest ścigane z urzędu i wprowadzono szczególny tryb przesłuchania ofiar. W praktyce wygląda to tak: kobieta zgłasza na policję zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, policjant przyjmuje od niej tylko najważniejsze informacje dotyczące zdarzenia, a następnie kobieta powinna być przesłuchana przez sąd, co ma zapewnić, że zostanie potraktowana godnie. Niestety według badań Rzecznika Praw Obywatelskich czas pomiędzy zgłoszeniem zdarzenia a przesłuchaniem przez sąd to nawet 3 miesiące. Na szczęście Minister Sprawiedliwości zgodził się z naszymi argumentami i zostanie okreslony termin maksymalny na przesłuchanie ofiary zgwałcenia. Mimo wszystko mam wrażenie, że jeszcze wiele przed nami w tym zakresie.

Czy da się stworzyć prawo, które wykluczałoby istnienie luk?

Ukończyłam aplikację legislacyjną i jestem przekonana, że jesteśmy w stanie przygotować dobre przepisy. Możemy skonstruować je na tyle precyzyjnie, że będą gwarantowały realizację praw i eliminowały do minimum czynnik ludzki, który niestety jest kluczowy. Kwestie związane z przemocą seksualną i przemocą w rodzinie są obarczone różnymi stereotypami i wszyscy możemy w nich tkwić - także policjanci, sędziowie, prokuratorzy. Tworzenie przepisów powinno następować we współpracy z ekspertami i ekspertkami, nie możemy zdać się wyłącznie na pracowników ministerstw i legislatorów. Ten proces powinien też zostać poprzedzony głęboką diagnozą i odpowiedzią na pytanie: czego potrzebujemy? Bo co z tego, że podniesiemy kary za przestępstwo zgwałcenia skoro niewiele kobiet je zgłasza? Musimy zrobić krok do tylu i zastanowić się, dlaczego tak się dzieje. Jeżeli nie damy kobietom wyraźnego sygnału, że mogą stosunkowo komfortowo przejść przez całą tę procedurę, to one nadal nie będą się zgłaszały. Oczywiście na końcu wymiar kary jest ważny, bo jest sygnałem, na ile poważnie traktujemy to przestępstwo, ale musimy zacząć od początku.

 



A jak możemy zacząć?

W idealnym świecie na system przeciwdziałania przemocy wobec kobiet składałyby się działania prewencyjne, przede wszystkim świadomościowe i edukacyjne. Mówię o edukacji od samego początku - w szkole, w przedszkolu. Możemy pokazywać dzieciakom, gdzie są granice, jakie zachowania są niedopuszczalne. Możemy przestać mówić “boys will be boys” i przestać namawiać dziewczynki do tego, że muszą być miłe za wszelką cenę. W tym idealnym świecie ofiara ma otrzymać wszelką pomoc, jakiej potrzebuje - psychologiczną, prawną, materialną, pomoc w znalezieniu pracy i mieszkania, jeżeli mowa o przemocy w rodzinie, tak by mogła się usamodzielnić. Zapewniamy jej ochronę, czyli izolujemy sprawcę poprzez nakaz opuszczenia lokalu, zakaz kontaktów i zakaz zbliżania się do ofiary. Ale to są też działania adresowane do sprawcy, bo nikt nie rodzi się przemocowcem. Przemocy można się oduczyć, zwłaszcza tej w rodzinie. Służą temu programy korekcyjno-edukacyjne. Mamy w ramach idealnego świata skuteczne ściganie i karanie sprawców, konkretne przepisy penalizujące określone zachowania. I w końcu mamy też organy, które stosują prawidłowo te przepisy i organy monitorujące, czy inne jednostki stosują je prawidłowo. Bez tego ten system nie będzie działał.

Wspomniała Pani, że wszystko zaczyna się od edukacji. Jeżeli mały chłopiec nauczy się, że pewne zachowania wobec dziewczynek są w porządku, to jako dorosły mężczyzna prawdopodobnie będzie uważał, że może traktować kobiety tak a nie inaczej.

Z dużym zaskoczeniem zapoznałam się z wynikami badania CBOS dotyczącego tego, co mężczyźni i kobiety uważają za molestowanie seksualne. Na przykład ⅓ mężczyzn uznała, że uporczywe wpatrywanie się - nie patrzenie - nie jest niczym złym. To pokazuje, że mężczyźni nie widzą nic złego w wielu zachowaniach, które kobiety uważają za coś dotkliwego, za molestowanie. Tutaj kluczem jest edukacja mężczyzn niezależnie od wieku. Musimy zastanowić się, jak komunikować mężczyznom, gdzie są granice. Pamiętam dyskusję w Sejmie z 2004 roku kiedy do Kodeksu pracy wprowadzano definicję molestowania seksualnego. Posłowie pytali wtedy panią minister Izabelę Jarugę-Nowacką, która była wnioskodawczynią projektu ze strony rządu: “Ale czy to znaczy, że nie będę już mógł powiedzieć komplementu koleżance w pracy? Czy nie będę mógł przepuścić jej w drzwiach, czy to już będzie molestowanie?”. A pani minister odpowiedziała bardzo słusznie i myślę, że każdy mężczyzna może zrobić sobie taki test, jeśli ma jakieś wątpliwości: “Panie pośle, molestowanie seksualne to jest takie zachowanie, na które by pan nie chciał, aby pana żona czy córka była narażona w miejscu pracy”. Po prostu, nie trzeba tutaj wymyślać skomplikowanych konstrukcji.

Jak Pani widzi rolę mężczyzn w akcji Biała Wstążka?

Gest przypięcia białej wstążki, zrobienia zdjęcia z hasztagiem #trzymamstronekobiet i zamieszczenia go w mediach społecznościowych jest bardzo ważny, bo prowokuje dyskusję, może stać się pretekstem do rozmowy w męskim gronie na temat tego, dlaczego noszę białą wstążkę i co ona dla mnie oznacza. Mężczyźni mogą w ten sposób pokazać, że sami nie stosują przemocy, ale też nie będą jej ignorować. To mogą być też inne małe gesty. Jeżeli ktoś w naszym towarzystwie przerywa koleżance, zaczyna opowiadać seksistowski dowcip albo śmiać się ze swojej żony, to jest ten moment, kiedy można powiedzieć: “Ale mnie to nie bawi. Ale pozwól jej skończyć. Dlaczego jej przerywasz?”. Nie twierdzę, że każdy mężczyzna, który opowiada seksistowski dowcip, bije swoją żonę w domu, ale takie postawy pokazują, co naprawdę myśli i jak traktuje prawa kobiet, a to jest bardzo ważne, jeśli chodzi o przeciwdziałanie przemocy.

 



Co będzie się działo w ciągu tych 16 dni?

Dzieje się wiele - debaty, seminaria, konferencje - to przede wszystkim wydarzenia organizacji pozarządowych działających na rzecz praw kobiet. Ale będzie też specjalny spektakl teatralny w Teatrze Druga Strefa w Warszawie, oparty na prawdziwych wydarzeniach zgwałcenia tłumaczki z Elbląga podczas wyjazdu służbowego ratowników medycznych. Odbyła się już symulacja rozprawy w postępowaniu o przestępstwo znęcania się, organizowana przez Okręgową Radę Adwokacką w Warszawie. Będą pokazy filmów i warsztaty samoobrony dla kobiet. W akcję włączają się też graficy i graficzki, którzy zgodzili się przygotować pro bono plakaty, rysunki i memy, które będziemy umieszczać na fanpage’u 16 dni przeciw przemocy. Wreszcie, co mnie bardzo cieszy, wielu mężczyzn, w tym znanych, bardzo pozytywnie odpowiedziało na naszą prośbę przypięcia sobie białej wstążki i zrobienia zdjęcia z hasztagiem #trzymamstronekobiet. To m.in. Andrzej Seweryn, Szymon Majewski, Kacper Kuszewski, Arkadiusz Jakubik, Filip Springer, Krzysztof Hołowczyc, Jan Englert, Andrzej Pągowski, ale też sportowcy: Artur Siódmiak, Karol Kłos, Andrzej Wrona, Grzegorz Łomacz. To, że ci znani mężczyźni pokazują solidarność, jest bardzo ważne, bo mogą zaangażować jeszcze więcej osób, które dotychczas nie interesowały się tym tematem, nie widziały w akcji swojej roli.

Liczy Pani na siłę męskiego autorytetu? W Polsce mężczyźni, którzy otwarcie wspierają kobiety często są uważani za... mało męskich.

Stając po stronie kobiet narażamy się ewentualnie na to, że ktoś powie: przesadzasz, wyluzuj, nie masz poczucia humoru. Ale takie komentarze są kierowane częściej pod adresem kobiet. W sytuacji, gdy powie to mężczyzna, jest trochę inaczej - i tu właśnie widzę ich rolę. Śledząc komentarze wokół #metoo w mediach, zauważyłam, że czasami jedna wypowiedź mężczyzny zamykała całą dyskusję, w której kwestionowano wiarygodność ofiar. Różne dziewczyny mogły reagować, mogły mówić o statystykach - nic nie działało, dopóki do tego wątku nie wszedł mężczyzna i nie powiedział: “Czy cię pogięło, stary?!”. I koniec! To jest oczywiście przykre, że ten męski głos liczył się bardziej, ale nie możemy tego ignorować. Możemy być o wiele bardziej skuteczne, jeżeli zainteresujemy tematem przeciwdziałania przemocy wobec kobiet mężczyzn i pokażemy im ich rolę.

 

 

Reklama
Reklama

Polecane wideo

W Hollywood podobno źle dzieje się...
W Hollywood podobno źle dzieje się od dawna. Panowała jednak zmowa milczenia, z którą zerwano dopiero ostatnio za sprawą kolejnych nadużyć, których dopuścił się Harvey Weinstein, jeden z najbardziej znanych producentów filmowych na świecie. Wyznanie jednej ofiary tego przedsiębiorcy zapoczątkowało tak naprawdę lawinę. Kolejne poszkodowane osoby zaczęły upubliczniać swoje historie. Zarówno wśród gwiazd, jak i zwykłych ludzi.    W samych show-biznesie jednak oskarżeni o molestowanie, a nawet gwałt, zostali: Weinstein, Kevin Spacey i Dustin Hoffman. Wczoraj wypłynęła także informacja o gwałcie, którego dopuścić miał się aktor znany z serialu Plotkara, Ed Westwick. Sam zainteresowany jednak wszystkiemu zaprzeczył. Mimo to, wszczęto przeciwko niemu postępowanie.    Wyżej wymienieni celebryci nie są jednak jedynymi, którzy dopuścili się tak karygodnych czynów. Tak jak wspominałyśmy, w Hollywood źle dzieje się od dawna. Pewne sprawy były zamiatane pod dywan, inne znalazły swoje rozwiązanie w sądzie, a także w wyroku skazującym.  O wielu przestępcach z Hollywood wciąż jednak nie wiemy lub nie pamiętamy... Kto więc oprócz tych, o których ostatnio jest naprawdę głośno, znalazł się na tej najczarniejszej liście?  Będziecie zaskoczone... 1. Harvey Weinstein W tym momencie zarzuty przeciwko Weinsteinowi postawiło blisko sto kobiet. Czekamy z niecierpliwością na to, aż znany producent stanie przed sądem.    fot. StarStock

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama