Reklama
Reklama

Dlaczego ON nie pisze?

Dlaczego ON nie pisze? fot. istock.com

Izabela Cieplińska

18września2018

Albo nie dzwoni? Czy to sygnał, że mu nie zależy i trzeba go wyrzucić z głowy i z listy kontaktów? Czy grzecznie zaczekać? A może wziąć sprawę w swoje ręce i odezwać się pierwsza?

Pytamy eksperta, Tomasza Krasuskiego - psycholog,  seksuolog,  doktor nauk o zdrowiu,  saskamed.pl

Czy gdy mężczyzna nie pisze/dzwoni, to oznacza, że mu nie zależy?

 Dla każdego coś innego oznacza „często”, „rzadko”, „kiedy pisze”, „kiedy nie pisze”. Spojrzałbym na tę sytuację od strony potrzeb. Zamiast dociekać, czemu on się nie kontaktuje, lepiej odpowiedzieć sobie na pytanie, czego ja chcę i z czego to się bierze. Bo może za nim tęsknię, a może poszukuję potwierdzenia, że mu na mnie zależy. Jeśli czuję się niepewnie, moje zdenerwowanie może wynikać z niskiego lub uśrednionego poczucia własnej wartości i wtedy zakładam, że brak odzewu jest brakiem zaangażowania. Najlepiej porozmawiać ze sobą, wyrazić swoje potrzeby, oczekiwania, skonfrontować się z tym, co mogę dostać w zamian. Facet na przykład może się nie odzywać, bo jest przestraszony, nie chce być zbyt natarczywy, choć tak naprawdę marzy o kontakcie. Albo nie odzywa się, bo uważa, że potrzebujecie od siebie odetchnąć, boi się zaangażowania. Gdy podzielimy się swoim odczuciem, możemy spotkać się ze szczerą odpowiedzią, że np. on wariuje i chciał się odezwać, ale bał się, że to zostanie źle odebrane.

Ale jak mogę poznać po pierwszym spotkaniu albo czacie, czy natrafiłam na typ, który boi się uchodzić za natarczywego, czy ten, który po prostu mnie lekceważy?

Kojarzy mi się to trochę z filmowym scenariuszem, w którym sprzedaje się gotowe rozwiązania: można odezwać się dopiero po 24 godzinach od spotkania, na drugiej randce pocałować się, a na trzeciej iść do łóżka. No niestety, w prawdziwym życiu nie ma wzorców. I chyba na tym polega cały urok relacji, że docieramy się, uczymy się siebie, czekamy, a może sami próbujemy. Skoro on się nie odzywa, a mnie zależy, może pierwsza napiszę? Jest to pewna gra, która może być zabawą i dostarczyć nam przyjemnych emocji, tylko musimy się na nią otworzyć. I znowu pytanie, czego ja oczekuję, nie tylko od danego faceta, ale od związku, czy chcę, by był poukładany, rozpisany na role, czy chcę, żebyśmy wypracowali sobie własną, niepowtarzalną relację.

Czyli jeśli mam ochotę do niego zadzwonić pierwsza, biorę telefon i dzwonię?

Czy nie nadszarpnę swojej godności, nie pomyśli, że jestem łatwa albo natrętna? Przeżywamy w tej chwili pewien kryzys konwenansów, co ma swoje plusy i minusy. Jak na przykład problem z opłacaniem rachunku w restauracji. Mężczyźni czują się obecnie trochę zagubieni. Bo z jednej strony, jak zapłacę za kolację, to mogę usłyszeć, że odbieram kobiecie niezależność, ale gdy nie zapłacę lub zaoferują pół-na-pół, usłyszę, że jestem bucem, bo przecież tak nie powinno być. Wszystko sprowadza się do różnego rodzaju lęków, które mamy i przez które może nam umknąć sedno sprawy. Jeśli będę obawiać się oceny (łatwa, staroświecka, itp.), mogę przegapić fajny związek. Może lepiej wyjść ze strefy komfortu i podejść do tej sytuacji na zasadzie: wiem, jaka jestem, i jeżeli ktoś odbiera mnie w negatywny sposób, to jego problem. Poza tym zastanówmy się, co jest dla nas ważne – czy czekamy na telefon od niego, który jest jak papierek lakmusowy jego intencji, czy po prostu zależy nam na kontakcie z tym człowiekiem.

Czy rozpoczęcie rozmowy przez kobietę nie odbiera facetowi potrzeby zdobywania?

Uważam, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni lubią być zdobywcami. Bo osiągnięcie jakiegoś sukcesu własnymi siłami jest fajne. Tylko przy okazji nie chcemy się przy tym zranić. A niestety jest tak, że jeśli startuję w konkurencji i chcę wygrać, to muszę się też liczyć z przegraną.

Jak sobie poradzić z brakiem kontaktu po randce, która wyglądała na idealną?

Dobrze mieć w pobliżu bliskich, którzy nas kochają, otoczą wsparciem. Przyda się też dystans do siebie i przekonanie, że jeśli nawet nie oddzwonił, albo powiedział wprost, że nie było tak fajnie, to nie jest to prawda objawiona i muszę się z tym zgodzić.

Czy jest jakiś sposób, żeby uniknąć tej nieprzyjemnej sytuacji? Czy na etapie spotkania można odebrać subtelne sygnały, które sugerują, że on nie zadzwoni?

Warto zwracać uwagę na swoje odczucia. Jeżeli widzę, że na kolejnej randce pojawiają się wątki, które nam nie odpowiadają, albo powielają wcześniejsze schematy porzuceń, to jest to sygnał ostrzegawczy. Ocena osoby z zewnątrz, która jest nam życzliwa, też może bardzo pomóc. Ale nie można założyć, że jeśli facet nie podał nam krzesła, to na pewno nic z tego nie będzie.

Czy po szybkości reakcji możemy ocenić, że mu zależy?

Tak podpowiada instynkt. Ale powiem tak: jeśli ktoś odzywa się szybko, to znaczy, że ma taką potrzebę. Gdy tego nie robi, to nie musi oznaczać, że nie ma tej potrzeby.

Czy możemy to choć trochę doprecyzować? Czy  jeśli nie odzywa się przez tydzień, to niech spada?

Znów, kierując się instynktem, chciałbym powiedzieć, że tak, tydzień to długo. Ale od strony zawodowej, nie mogę dać jednoznacznej odpowiedzi. Myślę, że trzeba postawić sobie samemu granicę, ile jestem w stanie czekać. Jeśli 4 dni są dla mnie OK, to czekam, albo sama dzwonię.

 A jeśli już się odezwie, ale po długim czasie, co robić? Skakać z radości i dziękować mu, że to zrobił, czy wywalić prosto z mostu, że tak się nie robi?

Jeśli kobieta nie jest konfrontacyjna, lepiej gdy da sobie trochę czasu i poczeka, zobaczy, co się wydarzy po kolejnym spotkaniu. Jeżeli facet znów przepadnie, to łatwo wyciągnąć wnioski. Jeśli masz ochotę ustalić warunki na początku, zrób to. Tylko nie w formie: „Nie podoba mi się”, tylko prosząc o wyjaśnienie, co stanęło mu na drodze w kontakcie z tobą. Miejmy nadzieję, że odpowiedź będzie szczera.

 

Tekst premierowo ukazał się w numerze 4/2018 COSMOPOLITAN

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama