Reklama
Reklama

Kocham mojego faceta ale go zdradzam

Kocham mojego faceta ale go zdradzam fot. istock.com
TAGI:

Dobry seks i dobry związek – tego nie da się ze sobą pogodzić, twierdzą bohaterki naszego reportażu. A ty? Jak myślisz?

Oczywiście, są pary, które mają osiem lat stażu i nadal co wieczór idą ze sobą do łóżka. W sensie – żeby uprawiać seks, a nie tylko spać. Ale raczej należą do wyjątków.

Zdaniem naukowców, to praktycznie niemożliwe mieć stabilną, bezpieczną relację i jednocześnie doświadczać seksualnej ekstazy.

Chodzi o chemię. Hormony zakochania: endorfina, oksytocyna, adrenalina i im podobne dopingują nasze libido na początku znajomości. Z każdym miesiącem coraz mniej i mniej, a po dwóch, maksymalnie czterech latach od momentu zakochania, w zasadzie nie mamy co na nie liczyć. Możemy za to liczyć na siebie nawzajem. Związek przechodzi na inny poziom – spokojniejszy. I dla większości z nas – całkiem satysfakcjonujący. Mężczyzna staje się przyjacielem, bratnią duszą, kimś, kto czyta ci w myślach i na kim zawsze możesz polegać. Kimś, kto cię kocha, nawet, gdy masz grypę żołądkową, stracisz pracę, zrobią ci się rozstępy w ciąży. Natomiast jeśli chodzi o seks... cóż, seks z przyjacielem nie jest tak ekstatyczny jak one-night-stand po imprezie albo pierwsze trzy, a nawet 15 numerków z nowym mężczyzną. Psychoterapeutka Kirsten von Sydow z Uniwersytetu w Hamburgu jest brutalna: – Poczucie bezpieczeństwa i częsty, dobry seks wykluczają się – uważa. Dlaczego? To proste. Poczucie bezpieczeństwa pojawia się wraz z bliskością, a dobry seks potrzebuje dystansu.

Co robić, żeby nie zdradzać?

Co więc masz robić, jeśli chciałabyś jedno i drugie? Opcja nr 1: Uwierz, że jesteś sexy nawet w sobotę, w spodniach do jogi, przed telewizorem. I zobacz w swoim facecie superkochanka, nawet gdy kruszy bułkę w łóżku i patrzy w smartfona, rozmawiając z tobą. Wycinaj z Cosmo porady na to, jak reanimować życie erotyczne i powieś je na lodówce. No i koniecznie przeczytaj ramkę na następnej stronie. Opcja nr 2: Nie wymagaj za dużo od siebie (ani od partnera). Doceń to, co masz. Nie myśl o tym, czego nie masz.

Jeśli wybierasz opcję nr 2, możesz w pakiecie przyjąć filozofię bohaterek naszego tekstu: mężczyzna nie musi być wielofunkcyjny. I możesz mieć ich wielu w swoim życiu: jednego do mieszkania razem, drugiego do squasha, trzeciego na zakupy ciuchowe. A tego do seksu, wyhaczaj sobie w klubie, co piątek. A potem – jedź z nim do mieszkania i krzycz z rozkoszy, budząc (nieswoich) sąsiadów. Poznaj historie dwóch kobiet, w których relacjach bliskość i pasja nie są w idealnych proporcjach, ale one mimo to są superszczęśliwe. Zobacz sama.

„ODKĄD UMAWIAM SIĘ Z OBCYMI FACETAMI NA SEKS, MÓJ ZWIĄZEK LEPIEJ FUNKCJONUJE”

Od czterech lat Karen jest w trwałej i właściwie szczęśliwej relacji. Ale ponieważ w łóżku zrobiło się nudno, zdarza jej się zdradzać swojego faceta. „Byliśmy parą mniej więcej rok, kiedy poczułam, że mam dość i muszę coś zmienić. Pamiętam ten moment jak dziś. Mój chłopak chciał (kolejny raz!) spędzić wieczór przed telewizorem i rozsiadł się w swoich spodniach do joggingu i z miską chipsów w ręku, na kanapie. Ja byłam pewna, że ten wieczór spędzimy jednak bez ubrań, więc byłam rozczarowana, a właściwie wściekła. Niestety, mój partner ma znacznie mniejsze potrzeby niż ja. Jeśli już chce się kochać, to najchętniej zawsze tak samo – w pozycji misjonarskiej, w łóżku. Wanna jest dla niego zbyt egzotyczna. Kiedy w czasie urlopu zaproponowałam, że znajdziemy sobie jakieś dyskretne miejsce na plaży – odmówił. No cóż, zrezygnowałam więc z realizacji takich pomysłów. W internecie poznałam kobiety, które mają podobnie jak ja i niektóre z nich zdecydowały się skorzystać z C-date. To portal dla osób, które szukają „casual dating”, czyli niezobowiązujących randek. Zalogowałam się więc i ja, i nie żałuję. Zaczęłam regularnie umawiać się z mężczyznami na seks. Wszystko odbywa się anonimowo, nie boję się więc, że zostanę zdemaskowana. Nie chcę, żeby mój partner się dowiedział. W żadnym wypadku nie chciałabym go stracić. Ma super poczucie humoru i od kiedy jestem z nim, jestem szczęśliwszą osobą.

Oczywiście, że myślałam o rozstaniu, ale myślę sobie, że żadna relacja nie jest idealna, a nam akurat nie wychodzi w łóżku. Myślę, że znalazłam na to idealny sposób i jeśli o mnie chodzi – taka sytuacja mogłaby jeszcze chwilę potrwać. Wyrzuty sumienia miałam tylko za pierwszym razem, kiedy uprawiałam seks z kompletnie obcym mężczyzną, ale szybko przestałam czuć się winna. Czasami męczy mnie tylko ta gra w chowanego. Okłamuję mojego faceta, że znów muszę wziąć za koleżankę dyżur (jestem pielęgniarką). Z drugiej strony wiem, że bez tych skoków w bok byłabym tak sfrustrowana seksualnie, że nasz związek by się rozpadł. A tak, jako para, funkcjonujemy nawet lepiej niż przedtem. Nie wywieram presji na partnerze, żebyśmy częściej się kochali i nie denerwuję się, że jego kwalifi kacje jako kochanka są mierne”.

Z MOIM PARTNEREM ŁĄCZY MNIE PRZEDE WSZYSTKIM SEKS”

Anita długo nie chciała trwałego związku. Od kilku miesięcy ma jednak chłopaka i sypia z nim, ale wolny czas spędza, jak przedtem, ze znajomymi. „Poznaliśmy się w zeszłym roku na festiwalu muzycznym i od razu między nami zaiskrzyło. Chciałam jak najszybciej pójść z nim do łóżka, bo seks jest dla mnie podstawowym kryterium oceny partnera. Na szczęście, nasz pierwszy raz był rewelacyjny. Kolejne – również. Obydwoje jesteśmy bardzo pomysłowi i otwarci na nowości. Cieszy mnie to, bo nienawidzę przewidywalności i uważam, że w związku nie wolno nam poczuć się zbyt bezpiecznie i za bardzo wyluzować. Oczywiście, jakieś minimum wzajemnego zaufania jest konieczne, ale... bez przesady. Nie ukrywam, że mój partner jest przede wszystkim moim kochankiem. W moim wypadku to i tak postęp. Kiedyś zachowywałam się bardziej ekstremalnie: poznawałam mężczyzn przez internet i już na pierwszej randce informowałam ich, że na dłuższy związek nie mają szans. Chciałam być singielką. Czułam, że jeszcze za wcześnie, żebym z kimś się wiązała. Dlaczego? Miałam duże potrzeby seksualne i chciałam, żeby ten seks był najwyższej jakości, a nie ma co ukrywać, że tylko na początku jest ekscytująco, potem w każdym związku pojawia się rutyna. Poza kochankami, zawsze też miałam wielu kumpli, bo lubię męskie towarzystwo, ale z przyjaciółmi nie chciałam chodzić do łóżka – uważałam, że to zepsułoby nasze relacje. Uprawiałam więc seks wyłącznie z mężczyznami, z którymi nie miałam żadnej bliższej więzi psychicznej, a tych, z którymi miałam – traktowałam jak przyjaciół. Albo jak braci. Aż do teraz. Wydaje mi się, że powoli dojrzewam do związku, ale naprawdę bardzo, bardzo powoli. Nie chcę, żebyśmy razem zamieszkali czy mieli dzieci. Nie chcę nawet, żebyśmy mieli wspólne hobby. Owszem, słuchamy z moim chłopakiem podobnej muzyki i lubimy razem gotować, ale spędzamy ze sobą mniej czasu niż większość par. Spotykamy się w co drugi weekend. Niemal przez całe dwa dni nie wychodzimy z łóżka. Pozostały wolny czas spędzam z przyjaciółmi – także płci męskiej. Mojemu partnerowi na początku to przeszkadzało, ale przedyskutowaliśmy to i zgodziliśmy się oboje na taki układ.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama