Reklama
Reklama

Czy istnieje uniwersalny przepis na orgazm?

Czy istnieje uniwersalny przepis na orgazm? fot. istock.com

Katarzyna Lemanowicz

17kwietnia2019

Miks orgazmów - to nieprawda, że promocji nie można łączyć. Można. W seksie można.

W seksie w ogóle różnego rodzaju połączenia, fuzje i miksy są bardzo... hm... pożądane. Tym bardziej, jeśli gra toczy się o twój orgazm. A właściwie o dwa orgazmy. A jeśli doliczyć do tego orgazm twojego partnera, to o trzy. Brzmi dobrze, prawda? A o co konkretnie chodzi? O to, żebyś osiągnęła rozkosz podwójną. Taką właśnie gwarantuje stymulacja punktu G i punktu C jednocześnie. Wiele kobiet doświadczyło orgazmu punktu C. Czyli takiej przyjemności, która jest nagrodą za odpowiednio czułe potraktowanie clitoris. Wiele kobiet zdaje sobie też sprawę, że istnieje coś takiego jak orgazm punktu G, czyli taki, który pojawia się po stymulacji punktu Grafenberga. Te dwa rodzaje erotycznej nirwany trochę się od siebie różnią. A jeśli połączymy je w jedno… będzie to jeszcze inne doświadczenie. Kosmos. Przekonaj się sama...

Zanim zażądasz od niedoświadczonego partnera, by poprowadził cię do erotycznego nieba, poeksperymentuj solo. Potraktuj to jak testowanie nowego, skomplikowanego przepisu na ciasto. Lepiej upiec je najpierw dla siebie niż od razu na imprezę z okazji dziesięciolecia matury.

Przepis na orgazm - co zrobić?

Potrzebne ci będą dwie ręce. Albo jedna ręka i jeden wibrator. Co dalej? Znajdź jakieś przytulne miejsce i zacznij pieścić swoją clitoris. Tak jak lubisz. Tuż przed wielkim O, przerwij na chwilę i skieruj swoją uwagę na punkt G. Nie wiesz, gdzie on dokładnie jest? Spróbuj go namierzyć: włóż palec do waginy i na przedniej ściance poszukaj takiej lekko szorstkiej wysepki. Kiedy zaczniesz jej dotykać, może zacząć się powiększać, może ci się zrobić przyjemnie i możesz mieć ochotę iść do toalety. A prawdopodobnie wszystkie te trzy rzeczy wydarzą się jednocześnie. Do toalety jednak nie musisz iść, ta potrzeba minie dość szybko. Pieść swój punkt G, tak jak to robiłaś z clitoris – tylko do momentu, w którym będziesz bardzo blisko orgazmu. Kiedy poczujesz, że zaraz będziesz szczytować, wibratorem albo drugą dłonią sięgnij w stronę łechtaczki i ją też zacznij pieścić. No i? Jak ci się to podoba?

Dwie gwiazdki

Kiedy już dojdziesz do wprawy w samotnych pieszczotach, możesz spróbować wtajemniczyć swojego partnera w sztuczkę, której się właśnie nauczyłaś. Na początek, podłóż sobie poduszkę (lub kilka) pod pośladki – tak, żeby twoje biodra były uniesione. Potem, po niezbyt długiej grze wstępnej, przystąpcie do głównego punktu programu. Najwygodniejszy wariant? Układasz się na brzegu łóżka, tak że twoja pupa jest na poduszkach, na łóżku, a stopy na podłodze. Partner niech stanie przed tobą i wejdzie w ciebie. Jeśli poczujesz, że jego penis nie sięgnął punktu G (i mimo wysiłków – nie ma na to szans) możesz jeszcze trochę unieść biodra. Kiedy będziesz już bardzo blisko orgazmu, zatrzymajcie się i zajmij się swoją clitoris. Sama albo poproś o to swojego mężczyznę. Albo zróbcie to razem. Powtórzcie tak kilka razy: chwila dla punktu G, chwila dla punktu C. Aż nadejdzie taki moment, że osiągniesz rozkosz podwójną.

Idealny wieczór - jak się przygotować?

Po kilku takich akcjach dojdziecie do wprawy i cała ta historia z miksem orgazmów, może ci się wydać… po prostu nudna. I to będzie dobry moment, by zaprosić Jamiego Olivera i pozwolić sobie na nowe przyprawy. Z tym Jamiem to niekoniecznie osobiście, a z tymi przyprawami… no... to też taka metafora. W każdym razie... poeksperymentujcie trochę. Czy twój mężczyzna lubi kochać się na pieska? Świetnie. Bo kiedy jesteś do niego odwrócona tyłem i opierasz się na kolanach i dłoniach (lub łokciach), penis ma duże szanse wycelować dokładnie w twój punkt G. A ściśle rzecz biorąc: ma niewielkie szanse nie wycelować w punkt G. Do tego wystarczy tylko dodać pieszczoty clitoris (poproś, by kochanek dotknął cię tam dłonią, albo sama to zrób). I... gotowe. Wolisz być na górze? To też niezły pomysł. Usiądź na mężczyźnie, a potem odkręć się o 180 stopni i kochajcie się w pozycji odwróconej kowbojki. Pochyl się trochę (albo trochę bardziej), by kąt był idealny. I pieść palcami swoją łechtaczkę. Ach, i na wypadek, gdybyś miała wątpliwości. Wszystkie te warianty sprawią, że twój mężczyzna też osiągnie rozkosz. Podwójną, bo twoje szczęście jest przecież także jego szczęściem, prawda? Więc razem będą... cztery orgazmy?

l
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama