Reklama
Reklama

Czy związek to walka o dominację?

Czy związek to walka o dominację? fot. istock.com

Anna Mierzejewska

30marca2019

W miłości, tak samo jak na wojnie, wszystkie chwyty dozwolone. Ale czy to oznacza, że tak samo jak na wojnie, tutaj także, nie obejdzie się bez ofiar?

Takie pytanie ostatnio zadał mi mój chłopak. Gdy je usłyszałam, chciałam zaprzeczyć – wzburzonym tonem i z przesadną egzaltacją. W czasach, gdy tyle mówi się o partnerstwie, o odejściu od patriarchatu, matriarchatu, czy w ogóle od jakiegokolwiek arche. Przecież my, kobiety, walczymy od dawna o swoje prawa i wciąż je uzyskujemy. Zbieramy żniwo pozostawione nam przez sufrażystki, czerpiemy z ich ideologii, budując nowe pojęcia, odnosząc je do feminizmu lub go dookreślając. Rozwijamy się, uczymy, wychowujemy dzieci i równocześnie wspinamy się po szczeblach kariery. To wszystko miałam na końcu języka, gdy usłyszałam od niego o walce i dominacji, które ze związkiem nijak mi się nie kojarzą. Pierwsze zestawiam z II wojną światową, a drugie z BDSM (bondage, dominacja, sadyzm, masochizm). Szybko zrozumiałam, że nie o historii ani wychodzeniu ze strefy seksualnego komfortu rozmawiamy. W takim razie o czym?

DOMINACJA – stereotypy a rzeczywistość

Słyszysz słowo „dominacja” i co myślisz? Kajdanki, pejcz, Christian Grey? Postanowiłam to sprawdzić, robiąc wywiad środowiskowy, czyli przeczesując sieć. Na forach internetowych aż roi się od wypowiedzi kobiet, które uważają, że ich mężczyzna jest osobowością dominującą. Piszą: „On mnie kontroluje; nie pozwala samodzielnie podjąć żadnej decyzji; czuję się przez niego osaczona”. Ma to znamiona toksycznej relacji. Scenariuszy dotyczących dominacji w związku jest dużo więcej. Przyczyn takiego stanu rzeczy również. Zastanawiasz się: „Czy ten problem dotyczy mnie? Czy w moim związku jedna ze stron dominuje? A może to ja narzucam «porządek» poprzez manipulację? I co z tym całym partnerstwem, o którym tyle się mówi? Gdzie jest granica pomiędzy chęcią obstawania przy swoim, a narzucaniem swojego zdania drugiej osobie?”

Scenariusz 1 Mężczyzna dominujący

Karolina mówi, że przez wiele lat nie była świadoma tego, jak bardzo czuje się zdominowana w swoim związku. „To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Właściwie zaczęło się od seksu. Już wtedy powinnam była wiedzieć, że to nie facet dla mnie. Sypiał ze mną, równocześnie spotykając się z innymi. Nie szanował mnie. Czy byłam zakochana? Absolutnie nie. Co mnie przy nim trzymało? Byłam całkiem nowa w mieście i samotna. Znałam tylko jego i jego przyjaciół. Chyba bałam się, że zostanę zupełnie sama”, opowiada. Karolina nie odeszła, ich związek trwał kolejne trzy lata, podczas których myślała wyłącznie o tym, czego chce jej partner. „Zamieszkaliśmy razem ze względów praktycznych. Gdy po kilku miesiącach poczułam, że to nie to i chciałam odejść, zagroził, że nigdy więcej go nie zobaczę. Zostałam”. Manipulował na wiele sposobów – gdy Karolina próbowała się rozwijać, szukać sobie nowych zajęć, on cierpiał na ataki depresyjne, żeby zwrócić na siebie całą uwagę. „Spotykaliśmy się tylko z jego znajomymi, bo ja swoich nie miałam. W łóżku też dbał jedynie o zaspokojenie własnych potrzeb. Dziś wiem, że zostałam przy nim tak długo, bo nie wierzyłam, że zasługuję na więcej”, mówi. W tym związku mężczyzna dominował w ukryty sposób. Wybrał partnerkę, którą łatwo od siebie uzależnić ze względu na niską samoocenę, a także na sytuację życiową – nowe miejsce zamieszkania, brak znajomych, życie z dala od członków rodziny. Chęć dominacji nie zawsze jest działaniem świadomym. Poczucie władzy nad inną osobą w fałszywy sposób podbudowywało jego ego. „Rozstaliśmy się dopiero wtedy, gdy zabrałam go na imprezę rodzinną, z którą jestem bardzo zżyta. Najpierw narzekał przy moich najbliższych na moje rzekome braki umiejętności w zarządzaniu domem. Twierdził, że nie umiem gotować ani sprzątać, że jestem do niczego. Potem strasznie się upił, zaczął zaczepiać syna znajomych. Następnego dnia rano moja matka wyprosiła go z domu”. Jak się okazało, czasami potrzebujemy opinii z zewnątrz, aby zobaczyć, jak wygląda rzeczywistość. Często granicę wyznacza upokorzenie. „Warto zapytać samego siebie, czy poziom dominacji, jaki występuje w związku, jest dla nas dobry? Jeśli jest go za dużo, a my zaczynamy cierpieć, nie ma sensu zwlekać. Należy zasygnalizować to partnerowi – na spokojnie, ale wprost”, wyjaśnia psycholog i seksuolog Andrzej Gryżewski.

Scenariusz 2 Kobieta dominująca

Zofia od 25 lat jest mężatką. Czy kocha męża? Mówi, że miłość nie istnieje. Z drugiej strony nic bardziej jej nie przeraża niż samotność. Uważa także, że faceci w jej wieku do niczego się nie nadają. Albo poturbowani, albo z defektami, których znieść nie mogły byłe żony czy kochanki. To czemu ona miałaby znosić? „Adam zafascynował mnie, bo był starszy i miał mnóstwo pasji, które – jak się szybko okazało – zamierza rozwijać sam. Zaczęłam zmuszać go do zmiany i zaangażowania się w życie domowe i rodzinne. Czy coś z tego wyszło? Odpuścił. Chciał, żebym dała mu święty spokój”, opowiada. Niezwykle trudno jest przyznać się przed samym sobą, że jest się stroną dominującą w związku. Według Gryżewskiego kobiety dominują poprzez fochy, grymasy i sabotowanie pomysłów partnera. Często odmawiają także seksu. Jak to wpływa na drugą stronę? Ekspert wyjaśnia: „Dominujące kobiety budzą w mężczyznach różne uczucia. Niektórzy potrzebują, by kobieta powiedziała, co mają zrobić, gdzie pójść, jak się ubrać. Inni zaś będą się buntować i stawiać opór, gdyż poczują się niemęscy. Ulegli mężczyźni na dłuższą metę wywołują w kobietach niechęć, irytację i uczucie złości”. Zofia nie uważa, że zdominowała swojego męża, jednak przyznaje, że takie spostrzeżenia na przestrzeni lat wielokrotnie słyszała od postronnych. A on? „Gdyby chciał, mógłby przecież odejść. A przecież wciąż jesteśmy razem”, tłumaczy.

Scenariusz 3 Dominacja w sferze uczuć

Nie zawsze dominacja wiąże się z potrzebą kontroli, ograniczeniami, brakiem szacunku. Często dotyka jedynie emocjonalnej sfery. Żeby jednak to wyjaśnić, należy najpierw odpowiedzieć na pytanie – czy w każdym związku partnerskim na pewnym etapie dochodzi do dominacji? Według Andrzeja Gryżewskiego: „Po fazie zauroczenia i w miarę partnerskiego rozkładu w relacji, para wchodzi na kolejny etap, nazywamy w seksuologii etapem walki o władzę. Odbywa się to na wiele sposobów: jedna ze stron stale spóźnia się na spotkanie, nie odpisuje na SMS-y, tworzy mniej tekstu w wiadomościach, sporadycznie używa emotikonów, rzadziej inicjuje seks, nie prawi komplementów. Te wymienione zachowania mają dać znać drugiej osobie, że musi się dostosować, jeśli nie chce jej stracić. Wtedy następuje przejęcie władzy. Pełne przejęcie władzy zaś prowadzi już do sytuacji toksycznej. W pełni uległego partnera nie będzie szanowała osoba dominująca, przez co związek albo się rozpadnie, albo będzie w nim dużo cierpienia”. Czy można powiedzieć więc, że współcześnie dominacja polega bardziej na kontroli nad uczuciami partnera, nie zaś na potrzebie kontroli nad jego życiem i wyglądem? Gryżewski odpowiada jednoznacznie: „Oczywiście. W obecnych czasach głównie chodzi o to, by partnerowi zależało, by myślał o drugiej osobie, by się starał, by nie opuścił. Ma doświadczać takiej «niewidzialnej smyczy»”. Gdy więc uzależniamy swoje szczęście od obecności partnera, dajemy mu władzę zarówno nad sobą, jak i nad całą relacją. To zaś z kolei znów prowadzi do niezdrowych emocji. Wpadamy w obsesję, naciskamy, próbujemy za wszelką cenę go do siebie przekonać, zapominając przy tym o… sobie. Basia dla swojego chłopaka, wielkiej pierwszej miłości, wyjechała za granicę. Właściwie wyjechali razem. Interesowały ich te same rzeczy: gotowanie, dbanie o środowisko, długie dywagacje na temat życia. Basia jako osoba dojrzała emocjonalnie, która przeszła już psychoterapię, chciała o problemach rozmawiać, a potem je rozwiązywać. Szczególnie że on te problemy miał. „Z Adrianem nigdy nie odczuwałam strachu, że mnie zostawi, byłam pewna, że będziemy razem już zawsze. Dominował nade mną chyba dlatego, że na siłę chciałam go uszczęśliwić, przyjmując matczyną rolę. Miałam poczucie, że jestem szczęśliwa, dopiero gdy on był szczęśliwy. Wydawało mi się, że ja dla siebie niczego nie potrzebuję, a to przecież bzdura”. Adrian któregoś wieczoru po około dwóch latach związku powiedział Basi, że jej nie kocha. Tak po prostu, bez cienia wyjaśnienia. „To był najgorszy dzień mojego życia. Z perspektywy czasu widzę jednak, jaka byłam zaślepiona”.

Scenariusz 4 Dominacja z wygody…

Sytuacje, gdy dominacja staje się toksyczna, występują dość często. Znacznie częściej jednak dochodzi do dominacji połowicznej, gdy staje się wygodna dla tej drugiej… Justyna zaczęła dominować w związku z Krzysztofem po kilku miesiącach. On był jej szefem, ona jego podwładną, a zatem pierwotny rozkład sił w tej relacji był inny. Szybko okazało się jednak, że Krzysztof ma problemy z samodzielnością. „Nawet nie zauważyłam, kiedy to ja zaczęłam wymieniać opony w jego samochodzie, dbać o płacenie rachunków, gotować, sprzątać, wyprowadzać psa. On za to dominował w pracy, z racji swojego stanowiska. Pozwolił mi «założyć spodnie», ale tylko w sferach, które jemu zapewniały wygodę. Na co dzień żyłam w ciągłym strachu, że mnie zdradzi, ponieważ miał problemy z wiernością. Czułam się niewystarczająca dobra, skoro wciąż znajdowałam dowody na to, że szukał zainteresowania u innych kobiet”. Justyna wreszcie nie wytrzymała i odeszła. „Obecnie, gdy spotykam faceta, tylko jedno zdanie sprawia, że już nigdy do niego nie dzwonię. Gdy słyszę, jak z zachwytem mówi, jaka to jestem samowystarczalna”, mówi. Justyna przekonała się więc, że trzeba wyznaczać granice. Nie przejmować cudzych obowiązków i nie starać się udowodnić partnerowi, że jesteśmy całkowicie niezależne. „W walce o władzę chodzi o to, by znaleźć się w strefie komfortu, by poczuć się bezpiecznie. W sytuacji gdy to partner inicjuje rozmowy, seks czy kontakt, zdejmuje z nas całą masę obowiązków i stresu. Nie musimy się wtedy silić, by go czymś zaskoczyć, zainteresować czy ująć. To bardzo wygodna rola”, mówi Andrzej Gryżewski. Często mężczyźni szukają także w swoich partnerkach matki, która wskaże im drogę lub utrzyma w ryzach. Żyjąc według nakazów i zakazów, może być nudno, ale jest też bezpiecznie. Jeśli mężczyzna bardziej od mocnych wrażeń ceni sobie komfort, będzie szukał partnerki, która dominuje i ułoży życie za niego. Są też kobiety, którym taki schemat odpowiada, a także takie, które na dłuższą metę zaczynają się nudzić, ponieważ ich mężczyzna wydaje im się być odarty z męskości i mało fascynujący.

Scenariusz 5 Dominacja w życiu a dominacja w łóżku

Dominacja w życiu niekoniecznie pokrywa się z dominacją w łóżku. Są ludzie, którzy na co dzień nie potrzebują władzy, ale za to jest ona dla nich niezbędna w sypialni do osiągnięcia satysfakcji. I na odwrót. Dyrektorzy banków często chcą zrzucić z siebie ciężar odpowiedzialności, który noszą na sobie każdego dnia i w sytuacjach intymnych pozwalają dominować partnerce. Zdarza się również, że pary zamieniają się rolami. Wszystko zależy też od ogólnych tendencji panujących w społeczeństwie. To stanowisko również podtrzymuje Andrzej Gryżewski: „Zauważyłem, że w ostatnich latach coraz więcej kobiet dobrze czuje się, dominując w łóżku. Nie mają problemu z namawianiem partnerów do współżycia, z proponowaniem eksperymentów, z seksem w różnych miejscach, wiązaniem ciała partnera czy stosowaniem gadżetów erotycznych. Powiększa się również grupa mężczyzn, którzy wciąż czują się męscy, nawet gdy to kobieta dominuje w łóżku. Jak widać, życie seksualne człowieka jest bardzo elastyczne i w dużej mierze zależy od zmian w społeczeństwie i kulturze.”

Punkt zwrotny: Jak radzić sobie z dominującym partnerem?

Cofnijmy się więc ponownie do pytania, które pojawiło się przed wszystkimi scenariuszami. Teraz na pewno łatwiej jest na nie odpowiedzieć. Wiemy już, że dominacja nie jest ani zła, ani dobra. Są ludzie, którym pewne formy dominacji w związku odpowiadają, a także tacy, którzy godzą się na nią, pomimo że to ich unieszczęśliwia. O ile pierwszy schemat może być sygnałem ostrzegawczym i tematem, który warto zachować gdzieś „z tyłu głowy”, przyglądając się stale sobie, partnerowi i relacji. O tyle druga opisana sytuacja jest absolutnie niedopuszczalna. Jeśli czujesz się stłamszona, pozbawiona własnego zdania, ograniczona, zdominowana, najwyższy czas na zmianę. To właśnie powinien być punkt zwrotny w twoim życiowym scenariuszu. Co radzi specjalista? „Jeśli partner dominuje i przekracza granice, a co za tym idzie, czujemy, że żyjemy w niezgodzie ze sobą, najlepszą techniką jest powiedzenie o tym wprost. Szczera komunikacja jest najlepsza. Nie warto owijać w bawełnę. Należy powiedzieć, co się czuje. Dokładnie, bez ogródek, być może stosując przykłady z życia. Obrazowo i przede wszystkim szczerze. Partner musi wykazać zrozumienie, jeśli związek ma przetrwać”. Artykuł jako pierwszy przeczytał mój chłopak. Zapytałam, czy znalazł w nim odpowiedź na pytanie, które mi pierwotnie zadał. Żachnął się i powiedział: „No pewnie, Żabko. Brakuje tylko jednego. Niech będzie jasne, że mam negatywny stosunek do dominacji w związku.” Gdy to usłyszałam, przyszło mi do głowy, że może dobrym sposobem na rozpoczęcie tematu dominacji z partnerem, przy którym nie czujemy się do końca sobą, jest podsunięcie mu tego artykułu. Rzecz jasna, mimochodem. Bez nacisku, bez cienia dominacji.

EKSPERT Andrzej Gryżewski psycholog, seksuolog, psychoterapeuta poznawczobehawioralny, założyciel gabinetu cbtseksuolog.pl i autor bestsellera „sztukAa obsługi penisa”.

Artykuł premierowo ukazał się w 11/2018 Cosmopolitan

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama