Reklama
Reklama

Oto recepta na udany i długotrwały związek

Oto recepta na udany i długotrwały związek fot. istock.com

Izabela Cieplińska

06marca2019

Marzy ci się cudowna relacja odporna na kłótnie i zdrady? Chciałabyś, żeby mężczyzna nawet po latach jadł ci z ręki?

Zapytałyśmy psychoterapeutę Michała Pozdała, jak to zrobić.

Angelina Jolie i Brad Pitt rozstali się po 12 latach, zakładamy, szczęśliwego związku. Oczywiście spekulacji jest mnóstwo, ale czego Pana zdaniem zabrakło w tej relacji?

W tym konkretnym przypadku presja na utrzymanie idealnego, disneyowskiego związku była przeogromna. Bo z jednej strony mamy przepięknego mężczyznę, który robi zawrotną karierę. Z drugiej, absolutnie przepiękną kobietę, która robi ogromną karierę. Oni sami odgrywali scenariusz tej bajki. Stworzyli iluzję, w którą sami uwierzyli. O tej iluzji i presji śpiewała też Lady Gaga w „Perfect Ilusion”. Znani ludzie sami kupują okładki, które tworzą.

A jak wygląda sytuacja u zwykłych śmiertelników? Co jest fundamentem zdrowej relacji?

Najważniejsze jest uwzględnienie w związku drugiej osoby. Trzeba oddzielić projekcję naszych pragnień od tego, jaka ona jest w rzeczywistości. Na terapiach wiele ludzi opisuje związek w formie: klepnięte i jest. Nie ma. Nawet, gdy jesteśmy ze sobą 20, 30, 40 lat, każdego kolejnego dnia trzeba pracować nad utrzymaniem dobrostanu w relacji. Co to oznacza? Czujne przyglądanie się partnerowi, wyczuwanie jego potrzeb, myśli. Obserwowanie tego, co robi i czy chce robić to ze mną. Postrzeganie drugiej osoby jako kompletnie odrębnego bytu, a nie mojego przedłużenia lub osoby niezbędnej do realizacji moich pragnień.

Rosyjski psycholog Andrei Judin twierdzi, że już samo sformułowanie „podtrzymanie zainteresowania mężczyzny” jest manipulacją. Jego zdaniem taka strategia z góry skazuje długoterminową relację na porażkę.

Ja również buntuję się na takie określenie. Brzmi bardzo przedmiotowo. Niezależnie, kto będzie podtrzymywał to zainteresowanie, czy kobieta, czy mężczyzna, nic dobrego z tego nie wyjdzie. Przez wiele lat uważano, że to rola kobiety. Ale na szczęście te czasy już minęły. Musimy pamiętać, że nasz partner jest człowiekiem, który nas wybrał, tak samo jak my wybrałyśmy jego. I tyle. Nigdy nie mamy pewności. Związek budujemy na zaufaniu. Ludzie mówią: ufam tobie, wierzę, że chcesz być ze mną, że mnie nie zdradzisz. Ale nigdy nie mamy gwarancji, że się uda, niezależnie od tego, jak bardzo się postaramy. Bardzo często osoba przekonana o konieczności podtrzymywania zainteresowania partnera ma lękowy lub ambiwalentny, podszyty niepewnością styl budowania relacji. Myśli, że cały czas musi pracować nad zainteresowaniem, sprawiać, by partner był zadowolony. A to jest tylko iluzja.

Brzmi dobrze w teorii, ale w realu często łączą się dwie zakompleksione osoby, które niosą bagaż emocjonalny jeszcze z dzieciństwa. Jak wtedy budować trwałą, bezlękową relację?

To nie jest proste. Wchodzimy w związek z różnymi defi cytami. Psycholog Harville Hendrix, autor bestsellerowych poradników na temat związków, radzi, by nauczyć się odróżniać to, czego potrzebujemy od partnera – dorosłej osoby, od tego, co chcielibyśmy, aby zapewniła nam z wczesnodziecięcych potrzeb. Partner nie stanowi funkcji zastępczej naszej mamy czy taty.

Niedawne badania pokazały, że rola małżeństwa się zmieniła. Już nie chodzi o bezpieczeństwo, ale o poczucie spełnienia jednostki w związku. Czy to nie oznacza, że szansa na niepowodzenie jest większa?

Bo poświęcając się zaspokojeniu własnych potrzeb, nie mamy czasu dla partnera. Żyjemy w świecie, w którym stan naszego zdrowia przypomina lekki stan maniakalny. Ludzie są karmieni medialną papką, obrazkami związków takich jak Angeliny i Brada, chcą być cały czas piękni i przeszczęśliwi. Nie chcą być zadowoleni. Chcą być superszczęśliwi! Jakiś czas temu zrobiono w Londynie badanie wody. Okazało się, że zawiera olbrzymie ilości prozaku. Dlaczego? Bo ludzie biorą tyle antydepresantów. I niestety podobnie jest w związkach. Relacja ma dostarczać ludziom superzadowolenie. Nasza kultura jest bardzo narcystyczna. Ma to swoje plusy. Dzięki niej kobiety poczuły się ważne, mogą cieszyć się swoją seksualnością, cielesnością. Ale jest też gorsza strona medalu, ludzie traktują związek na zasadzie „jestem z tobą po to, by było mi w życiu lepiej”. Nie z miłości. Nie dlatego, że partner jest dla mnie ważny, ale dla funkcji, jaką pełni. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, odwołałbym się do teorii systemów, w skrócie mówiącej o tym, że sytuacja na świecie odbija się nie tylko na stabilności krajów, ale także rodzin i poszczególnych jednostek. Jestem przekonany, że życie w czasach konfliktogennych zbliża ludzi. Właśnie dlatego po wojnach zawsze rodziło się tyle dzieci. Nie dlatego, że nie było antykoncepcji, ale ponieważ ludzie tak bardzo potrzebowali siebie nawzajem.

Czy sposób, w jaki łączymy się w pary w obecnych czasach, ma wpływ na trwałość związku? Aplikacje, internet... 

Ma. To są narzędzia, które pomagają nam budować naszą personę, czyli maskę. I podtrzymywać iluzję. Wiele cudownych związków poznaje się przez internet. Ale jeśli budujemy relację przez sieć przez długi czas i odwlekamy moment poznania się w rzeczywistości, projektujemy na partnera swoje potrzeby. Wierzymy, że jest taki, jak byśmy chcieli. Są to procesy nieświadome. Identyfikacja projekcyjna i projekcja zostały określone już przez Freuda. Finał jest taki, że po kilku miesiącach okazuje się, że partner jest zupełnie inny, niż początkowo myśleliśmy.

Jak w takim razie do budowania długoletniej miłości mają się wszystkie rady pt.: „Udawaj niedostępną”, „Nie odkrywaj wszystkich kart przed mężczyzną, bo się szybko tobą znudzi”, „Buduj wokół siebie dozę tajemniczości”?

Nijak. Przypominają mi się badania przeprowadzone przez seksuolożkę Amy Muise. Badała, kiedy ludzie są najbardziej zadowoleni z kontaktu seksualnego ze swoim partnerem. I okazało się, że wtedy, gdy partner angażował się w seks dla własnej przyjemności. Po prostu w ramionach żony/męża poszukiwał zaspokojenia swoich potrzeb. Jeśli kobieta odnajdzie przyjemność w swoim życiu i pozna swoją wartość, stanie się na tyle atrakcyjna, że nie będzie musiała zabiegać o względy partnera na siłę.

Czy możemy coś jeszcze poradzić kobiecie, która poszukuje narzędzi na zwrócenie na siebie uwagi, przypomnienie o sobie swojemu partnerowi?

Niestety nie mam innej recepty, poza budowaniem własnej wartości. Jeśli czuje się zaniedbywana w związku, musi po prostu określić swoje potrzeby i zakomunikować je partnerowi. Ale jeśli widzi, że się nie uda, chociaż staje na głowie, to niech ucieka z tego związku. Nogi za pas.

Artykuł premierowo ukazał się w 03/2017 Cosmopolitan

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama