Reklama
Reklama

Jak dobrze wyglądać nago (i nie tylko)?

Jak dobrze wyglądać nago (i nie tylko)? fot. istock.com

Czy to w ogóle realne? Nie wydaje mi się. Ja przynajmniej nago wyglądam okropnie. A ty?

Nie lubię się kąpać. W sensie – w wannie. Irytują mnie rady, że jak stres, to do wanny. Z olejkiem aromatycznym, garścią soli, muzyką. Opcjonalnie: z facetem. Taka sytuacja mnie nie odpręża, a wręcz stresuje jeszcze bardziej, bo leżąc w wannie muszę okazjonalnie spojrzeć na moje ciało. Mogę je schować pod pianą, OK, ale gdy bąbelki pękają i na wodzie robią się łyse plamy, ja także pękam i wychodzę. Owszem, książka pomaga mi odwrócić uwagę. Podobnie jak mąż. I przy świecach moje ciało nie wygląda aż tak beznadziejnie. Ale nawet z tymi dodatkami, kąpanie się nie jest moją ulubioną czynnością. Wolę prysznic – tam perspektywa jest inna i moje ciało nie rzuca się tak w oczy. Wszyscy tak mają?

UŚMIECHNIJ SIĘ

Nie, nie wszyscy tak mają. Produkcja wanien nie spada. Gadżety do kąpania, jak wnioskuję po ostatniej wizycie w Douglasie, sprzedają się nieźle. Na pewno jednak sporo z nas nie lubi oglądać swojego ciała. Dowody? Stylista Gok Wan zrobił furorę książką i programem TV „Jak dobrze wyglądać nago”. Trenerzy fitness proszeni są o recepty na piękne ciało w 7, 10 lub 21 dni. Fotograf nagich kobiet Ryan McGinley radzi w Vogue: „puść muzykę, wygłupiaj się, baw włosami, obudź swoje wewnętrzne zwierzę i… nie przesadzaj z depilacją”. I choć ostatnio w wyszukiwarce Google większą popularność ma temat: „jak dobrze wyglądać na selfie”, nie ma co ukrywać, że z nagością też mamy problem. – Nawet jeśli mamy piękne ciało – uważa coach Karolina Cwalina, autorka programu „Sexy zaczyna się w głowie”. – Ostatnio przyszły do mnie dwie modelki, obiektywnie szczupłe i piękne, a jednak nie lubiły siebie. – A ty? Czujesz się atrakcyjna i sexy? – pytam Karolinę. Siedzi naprzeciwko w jednej z modnych warszawskich kawiarni i wygląda olśniewająco. Piękny dekolt, idealna cera, uśmiech i błysk w oczach. Przed nią leży grudniowe Cosmo ze zdjęciem Kardashianek. Szczerze mówiąc, jest równie atrakcyjna, jak dziewczyny z okładki. – Dzisiaj akurat czuję się bosko – mówi. – W Cosmo jest artykuł, który skomentowałam. Wrzuciłam go na Facebooka i zaraz dostałam cztery lajki od kumpli mojego chłopaka, Łukasza. I potem od niego. Ale niecodziennie tak się czuję. No a kiedyś w ogóle tak się nie czułam. W szkole ważyła 120 kilogramów, miała czerwone włosy i umiarkowaną pewność siebie. Za to dużo przyjaciół, głównie chłopców. Oni jednak – choć uwielbiali być w jej towarzystwie, na randki umawiali się z koleżankami Karoliny. – Byłam gruba, uśmiechałam się i udawałam, że wszystko jest OK, ale tak nie było – przyznaje Karolina, która dzisiaj ma 27 lat i 58 kilogramów mniej. Ale to, że schudłam to nie wszystko – mówi. – Bo sexy zaczyna się w głowie. Ja poszłam na coaching i przeszłam potężną przemianę, zmieniłam studia, zerwałam z chłopakiem, który mnie dołował i dzięki temu dzisiaj czuję się atrakcyjna. Na ogół. Bo miewam też gorsze dni. Co wtedy robi? Proszę ją, by podzieliła się swoimi sposobami.

DAJ SOBIE CHWILĘ

Na warsztatach robię takie ćwiczenie – opowiada Karolina. – Kobiety mają wypisać na kartce, za co się doceniają i co im się w sobie podoba. Wiele z nich wpada w panikę, bo nie wie. Pytają, czy mogą dokończyć ćwiczenie w domu. Oczywiście, nie mogą. Karolina czeka, aż stworzą wreszcie swoją listę. – I wtedy okazuje się, że dostrzegają na przykład piękne paznokcie, ładną cerę, gęste włosy, białe zęby – wylicza Karolina. – Często zwracamy uwagę tylko na to, co najbardziej rzuca się w oczy, a więc brzuch, biust, nogi, tymczasem wiele z nas ma inne zalety i to nieprawda, że mężczyźni ich nie widzą. Przyznaję jej rację. Zgrabne dłonie z zadbanymi paznokciami to fetysz wielu mężczyzn. Znam też takich, którzy zwracają uwagę na dołek w policzku. Albo kształt uszu. Może zrobisz sobie takie ćwiczenie? Wymień wszystkie, naprawdę wszystkie rzeczy, za które możesz powiedzieć sobie komplement. I... nie spiesz się z tym.

RÓB SWOJE

Zamiast zastanawiać się, czy jesteś ładna: działaj. To kolejna rada Karoliny Cwaliny. – Ja poczułam się sexy, kiedy zaczęłam robić to, co mnie interesuje – opowiada. Miała w planach doktorat z prawa. Poczuła jednak, że to nie jej bajka. Zmieniła studia, wymyśliła warsztaty, pracuje jako coacherka i działa charytatywnie w Rak’n’Roll. – Owszem, schudłam i dbam o siebie, ale przede wszystkim jestem aktywna i realizuję swoje pasje – mówi. I dodaje, że to bardzo wzmacnia poczucie własnej wartości. Bo kiedy działamy, spełniamy marzenia, mamy poczucie sprawczości. Pojawiają się też sukcesy, pozytywny feedback od przyjaciół, klientów i świata. To sprawia, że czujemy się sexy niezależnie od tego, jaki jest stopień naszego cellulitu. A gdy czujemy się sexy, wyglądamy sexy. Promieniejemy energią, która jest megaatrakcyjna. Gdy rozglądam się po znajomych – widzę, że spojrzenia przyciągają kobiety, które są zadowolone. A zadowolone są, kiedy robią to, co lubią i są skuteczne. OK, większości z nich nie widziałam nago i ciekawi mnie, czy mają problem z wanną, ale w ubraniu wyglądają pięknie i zachowują się, jakby to wiedziały. Skoro realizowanie pasji działa lepiej niż wizyta w SPA, dlaczego tak rzadko robimy to, co lubimy? Mówię Karolinie o sondzie przeprowadzonej przez PrezentMarzen.com. Wynika z niej, że co trzeci Polak wolałby spędzać czas wolny inaczej. Zwykle (wg tej ankiety) leży na kanapie, ogląda telewizję albo słucha muzyki, a wolałby wyjechać, poruszać się, zrobić coś nowego. Co trzeci Polak! I chodzi o czas wolny (nie pracę), czyli coś, co bez trudu możemy zmienić. Nie rozumiem. Karolina trochę rozumie. – Kiedy na coachingu zadaję pytanie, co sprawia ci przyjemność, klienci mają problem – opowiada. – Często nie odróżniamy tego, co nam rzeczywiście sprawia radość od tego, co powinno sprawiać. Spełniamy oczekiwania innych, zamiast zastanowić się, czego chcemy. A niektórzy owszem, chcą w weekend poskakać ze spadochronem, ale inni wolą szwendać się całą sobotę po domu w piżamie. Każdy ma inaczej. Ale każdy też ma tak samo… chce czuć się szczęśliwy, a poza tym atrakcyjny (także nago). A jak mamy czuć się dobrze ze sobą i w swoim ciele, kiedy cały weekend robiliśmy coś, czego nie lubimy? Zwłaszcza jeśli w ten poniedziałek też zabieramy się za coś, co nam nie pasuje, bo spełniamy cudze oczekiwania. – Pochodzę z rodziny prawników i lekarzy, więc rzucenie prawa nie było łatwą decyzją – mówi Karolina. – Ale poszłam swoją ścieżką, bo to moje życie i teraz nie dość, że sprawia mi przyjemność, to jeszcze mam poczucie, że się rozwijam i robię coś ważnego.

ZAPOMNIJ O SOBIE

To kolejna rada Karoliny. Potwierdzają ją badania: jeśli nie fokusujemy się na sobie, jesteśmy szczęśliwsze i mamy o sobie lepsze zdanie. To nie jest tak, że ludzie cię obserwują i oceniają. Oczywiście, trochę tak. Zwłaszcza rodzina i przyjaciele. Ale nawet im nie zależy, żebyś wygrała konkurs piękności (nago), tylko żebyś była fajną partnerką, córką, przyjaciółką, koleżanką z pracy... – Gdy jeszcze byłam gruba, wszyscy mnie uwielbiali za uśmiech, umiejętność słuchania, za to, że się interesowałam innymi – mówi Karolina. Zawsze była otoczona przyjaciółmi, głównie płci męskiej, którzy jej się zwierzali, więc teraz coacherka sporo wie... – Faceci chcą, żeby dziewczyna się nimi interesowała, wspierała ich, była partnerką, a nie tylko kimś, kto dobrze wygląda – mówi. Oczywiście ciało jest ważne, dlatego dbaj o nie, ale... wszystkie badania wskazują na to, że nawet gdy masz gorsze nogi, za to więcej empatii, jesteś bardziej atrakcyjna i dla faceta, i dla samej siebie. Nie skupiaj się więc na swoim wyglądzie. A już zwłaszcza nie koncentruj na tym, czego w sobie nie lubisz. – Jak kilka razy powtórzysz facetowi, że masz trzy pryszcze, w końcu je zauważy – śmieje się Karolina. Pozwól się lubić. Pozwól się podziwiać. Kiedy dojrzysz sympatię, miłość, pożądanie w oczach partnera – poczujesz się sexy. A przynajmniej bardziej sexy.

OLEJ (NIEKTÓRE) OCZEKIWANIA

Już trochę o tym było. Wracamy do tematu, bo przypominamy sobie, jak każdej wiosny na mieście pojawiają się billboardy z modelkami w bikini. Wszystkie chudziutkie. – Kiedy na nie patrzę, mogłabym pomyśleć, że nie mam takiego ciała, więc mogę zapomnieć o bikini – mówi Karolina. Ale zamiast ukrywać się na plaży w pareo, lepiej uświadomić sobie, że te modelki, to… modelki. Są młodziutkie, po diecie i photoshopie. A nawet jeśli niektóre z natury wyglądają tak pięknie – co z tego? Czy ktoś tego samego oczekuje od ciebie? Kto? Ty? A może raczej poddajesz się presji reklam, które chcą, żebyśmy były sfrustrowane i smutne, bo wtedy kupimy więcej? Zdołowane wyglądem wybierzemy się do na retail therapy. Kupimy wyszczuplające optycznie szpilki i pigułki na odchudzanie, które popijemy gorącą czekoladą z sieciówki. Poddasz się tej presji? Większość z nas nie ma BMI 17 ani słynnej „thigh gap” między udami. Nie szkodzi. Jesteśmy sobą. I mamy inne zalety. Zapomniałaś? Wróć do początku artykułu i zrób ćwiczenie z kartką. A potem idź się wykąpać. Żartuję. To ja powinnam się wykąpać. I po rozmowie z Karoliną, robię to. Ale wcześniej przypominam sobie, że piszę świetne artykuły, potrafię stać na głowie i moja płytka paznokciowa jest spoko. Na dowód tego ostatniego pomalowałam sobie paznokcie na różowo i pomarańczowo. I weszłam do wanny. Wiesz co? Nie było tak źle. Może jutro znów to zrobię.

l
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama