Reklama
Reklama

Jaki seks jest najlepszy? Ten przeciętny, czy bardziej wyszukany?

Jaki seks jest najlepszy? Ten przeciętny, czy bardziej wyszukany? fot. istock.com

Przeciętny seks ma słaby marketing i gdyby założył fanpage’a na FB, nie zebrałby za dużo lajków.

Seks jest tak... cudownie relaksujący. Kiedy w życiu dzieje się dużo (zbliżające się wyprzedaże, sesja egzaminacyjna, karnawał...), nie urządzaj erotycznego show, tylko kochaj się całkiem zwyczajnie. Zrelaksuj się.

Kochaj się jak lubisz bo seks cementuje związek, ten normalny, i ten szalony. Poza tym – Podnosi poczucie własnej wartości.

Zawsze w tej samej pozycji. W tej jednej, która nigdy was nie zawiodła. Najlepiej w sypialni, w miękkich skarpetkach i bluzie z kapturem – nie w gorsecie. W sobotę rano (ale nie bardzo rano), tak żeby po dziesięciu, maks piętnastu minutach mieć orgazm i zjeść śniadanie w łóżku z kolejnym odcinkiem „Raya Donovana”. Brzmi strasznie? I trzeba natychmiast coś z tym zrobić? Eeee tam... Być może normalny seks nie ma szans zagrać w filmie na podstawie powieści Nicholasa Sparksa ani wystąpić w „Pięćdziesięciu twarzach Greya 6”, ale za to może być przyjemny. I to nawet bardzo! Jest sprawdzony, nieskomplikowany i pozbawiony presji, jak niewiele obszarów w naszym życiu. No bo przyznaj się – jeśli jesteś jak większość współczesnych kobiet, masz megaambicje. Chciałabyś być superskuteczna w pracy, idealna jako matka i jeszcze 24/7 perfekcyjnie wyglądać. Nie ma w tym nic złego, ale czasem jednak warto sobie odpuścić. W seksie szczególnie, bo zbyt wielkie wymagania sprawiają, że łóżko staje się sceną. Zaczynasz z tremą, a kończysz... z oklaskami być może, ale raczej bez orgazmu. Bo gdy za bardzo stresujesz się tym, czy jesteś dość kreatywna/seksowna/piękna/ oddana partnerowi (niepotrzebne skreślić), nie masz szans osiągnąć przyjemności i poczuć się z facetem naprawdę blisko. Tylko 29% kobiet ma orgazm podczas każdego stosunku (wg Livescience.com). Pozostałe... pewnie za bardzo się starają. – U kobiet wszystko musi być perfekcyjne, tak jakbyśmy na siłę szukały czegoś, co nas unieszczęśliwi – zauważa Charlotte Roche, autorka książki „Wilgotne miejsca”. Natomiast amerykańska psycholog Anita H. Clayton pisze w książce „Satisfaction: Women, Sex, and the Quest for Intimacy”: „Nie namawiam, żebyśmy całkiem zrezygnowały z seksu, który przyprawia nas o utratę zmysłów, ale raczej żebyśmy wsłuchały się w to, czego my chcemy, w nasze intymne potrzeby, w to, co dla nas jest przyjemne. Spotkanie erotyczne ma sprawiać radość, a nie dobrze wyglądać czy spełniać potoczne wyobrażenia o dobrym seksie”. Poza tym... warto chyba coś uściślić. „Normalny seks” to nie to samo, co „nudny seks”. Dla kogoś normalne mogą być pejcz i kajdanki. Albo pozycja misjonarska przy świecach. Albo szybki numerek na blacie kuchennym. OK. Normalnie znaczy komfortowo, przyjemnie i bez zbędnych udziwnień. Wolno ci więc uprawiać niespektakularny seks, jeśli daje ci satysfakcję. A jeśli daje satysfakcję coraz rzadziej? Albo coraz rzadziej masz na niego ochotę? W takim wypadku zastosuj kilka trików. Całkiem normalnych, rzecz jasna...

BEZ PRZESADY

Raz w tygodniu w zupełności wystarczy. tak uważa 71% z nas – według badania Ogólnopolskiego Programu Zdrowia Seksualnego. Biorąc pod uwagę, że te same badania wykazują, że prawie 2/3 z nas jest zadowolonych ze swojego życia seksualnego (a dlaczego mielibyśmy nie wierzyć deklaracjom?) – to chyba nie ma co się spierać, że to za mało. Specjaliści też uważają, że ten raz w tygodniu jest OK, byleby nie dopuszczać do dramatycznie dłuższych przerw, bo im mniej się kochamy... tym mniej się kochamy. Ma to związek z poziomem testosteronu, który podnosi się w czasie spotkania intymnego, sprawiając, że mamy ochotę na kolejne. Jeśli nie mamy ochoty – właśnie po długim okresie wakacji od seksu, warto umówić się z partnerem choćby na przytulanie. Bez presji, że musi dojść do pełnego stosunku. Wystarczy kilka minut czułości, głaskania, pocałunków, by pobudzić układ hormonalny do aktywności. Dobrym pomysłem może też być masaż czy wspólna kąpiel. Albo trik z książki „Rytuały więzi małżeńskiej” Diane i Kerry’ego Riley: rozebranie się i poleżenie chwilę nago obok siebie albo na partnerze (jeśli proporcje są odpowiednie ;-). Jeśli będzie potem jakiś ciąg dalszy – super. Jeśli nie – też super. Ważna jest intencja, czyli spędzenie paru chwil razem po to, by zrobić dla siebie nawzajem coś miłego. To odświeży chemię i zasili wasze emocjonalne konto. A nowe środki wykorzystacie, kiedy będziecie na to gotowi.

GOTOWE? GOTOWE!

Kwadrans i po wszystkim? Spoko. Statystyczne spotkanie łóżkowe trwa od 13 do 18 minut. W różnych ankietach wyniki są różne, ale generalnie tendencja jest taka, że kochamy się coraz krócej. Parę lat temu – raczej pół godziny, teraz połowę tego czasu. To źle? Absolutnie nie! Taki sprint jest bardzo rewitalizujący. Może się skończyć orgazmem, ale niekoniecznie, bo orgazm, owszem, jest przyjemny, ale też drenuje z energii, a w dzisiejszych czasach nie mamy jej przecież zbyt dużo. Chętnie usprawniamy każdą czynność. Oczekujemy, że łącze internetowe i tabletki przeciwbólowe zadziałają błyskawicznie. Chcemy, by pociąg dowiózł nas szybciej do celu, a kasjerka błyskawicznie przesunęła nasze zakupy na taśmie. Dopóki nie przesadzimy z tym tempem, jest OK. Również seks może być instant. Zwłaszcza, że seks, poza wszystkim, jest też idealnym kilerem stresu. Więc lepiej zdążyć z krótkim numerkiem rano, przed pracą niż nie kochać się wcale, bo „skąd weźmiemy całą godzinę na pieszczoty?”. Jeśli takie kilka-kilkanaście minut w tym momencie życia bardziej nam odpowiada, nie ma co się napinać na cały seans z gadżetami, muzyką, striptizem, przy blasku świec... Podobnie, jeśli chodzi o porę – wybierzcie taką, która wam najbardziej pasuje. Kto powiedział, że wieczór jest najlepszy? Albo poranek? Może seks zamiast sobotniego brunchu będzie dla was idealnym rozwiązaniem.

PSSSST…

Rozmowy o seksie to superpomysł, tyle że... trudno wprowadzić go w życie. Z ręką na sercu – która z nas nie ma problemu z tym, żeby powiedzieć partnerowi, jak lubi, a jak nie? Zwłaszcza, jeśli jesteśmy w długotrwałym związku i boimy się zranić faceta. Trzeba jednak rozważyć zyski i straty i... czasem mimo wszystko odezwać się, zamiast bawić w jasnowidzów. Po szczegóły zajrzyj do naszego tekstu na następnej stronie, a ogólne zasady: rozmawiamy bez fochów, oskarżeń, pretensji. Używamy wyrażeń w stylu: „Byłoby jeszcze milej, gdybyś...”, „A może spróbujesz zrobić to tak...”. Jeśli nawet takie rozmowy w wersji soft cię peszą, zapisz swoje życzenia (i poproś partnera o to samo) i ustawcie taką skrzynkę życzeń w sypialni. Druga osoba będzie sobie mogła w dowolnej chwili, w spokoju przeczytać marzenie partnera i zdecydować, czy ma ochotę je spełnić.

WYŻSZY POZIOM

Nikt tak na serio nie wierzy, że seks będzie lepszy, jeśli włożymy poliestrowy uniform policjantki czy fartuszek pokojówki. I nie trzeba też robić striptizu, żeby udowodnić partnerowi, że chcemy czuć się pożądane. Ale kilka trików nie zaszkodzi. Ani relacji, ani twojemu poczuciu własnej wartości. Potrzebujesz inspiracji? Nowy stanik, który zaprezentujesz partnerowi dopiero wieczorem, zdejmując swój biznesowy outfit. Kilka kropel perfum, które kiedyś tak na niego działały. Albo może znów wyślesz mu jednoznacznego SMS-a zamiast: „Kup papier toaletowy po drodze”. Chcesz mocniej zaszaleć? Kup sekszabawkę, którą potem włożysz mu pod poduszkę – na pewno zostaniesz dobrze zrozumiana. Taki gadżet może ożywić wasze życie seksualne, pod warunkiem, że zostanie potraktowany nie jak element presji czy pretensja („nasz seks jest taki beznadziejny”), tylko jak przedmiot, którym naprawdę jest – czyli jako zabawka.

DO ŁÓŻKA!

Sypialnia działa usypiająco? Niekoniecznie. To miejsce jest przede wszystkim bardzo komfortowe. Za jej drzwiami możemy zostawić cały stres i wreszcie sobie odpuścić. Jeśli żadne z was nie marzy o seksie w samolotowej toalecie czy na świeżym powietrzu – kochajcie się właśnie w sypialni. Ale... zostawcie za drzwiami tematy pracy i obowiązków domowych. Nie wstawiajcie do sypialni telewizora, deski do prasowania, biurka. Nie przynoście ze sobą laptopa. Piękna pościel, góra poduszek, przytulne światło, ulubiona muzyka w tle i idealna temperatura zmienią każdą sypialnię w miejsce, w którym będziecie mieli ochotę się spotykać.

ZMIANA POZYCJI? HM…

Jeśli najbardziej lubisz to robić w misjonarskiej, wcale nie jesteś nudna, jesteś mądra! Misjonarska może być najfajniejszą i najintymniejszą pozycją ever, bo w niej można się przytulać, patrzeć sobie w oczy, całować się i... po niewielkich modyfikacjach, osiągać wielokrotne orgazmy. Jakie modyfikacje? Na przykład poduszka pod (twoją) pupą, by unieść biodra i zmienić pozycję clitoris. Możesz też podnieść nogi i obie stopy przełożyć na jedno ramię ukochanego. A gdy już tam będą (opcjonalnie) skrzyżować kostki. Inny wariant? Opleć ukochanego w pasie nogami i obejmij mocno. Albo... zmień pozycję. Jest jeszcze piesek, łyżeczki, kowbojka i... kilka innych cudownych opcji na seks dla normalsów. Czyli najlepszy.

 

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama