Reklama
Reklama

Seks i niepełnosprawność? Tak, to możliwe!

Seks i niepełnosprawność? Tak, to możliwe! fot. istock.com
TAGI:

Beata Dżumaga

21listopada2018

Osoby niepełnosprawne czerpią z intymności taką samą satysfakcję, jak pełnosprawne. Co więcej, kobiety z niepełnosprawnością udowadniają, że nie brak im ani kobiecości, ani poczucia pewności siebie. Poznajcie ich historie.

Gdy poznaję nowe osoby i na pytanie, czym się zajmuję, odpowiadam, że piszę do COSMO, następują okrzyki zachwytu. Moje rozmówczynie zaczynają przedstawiać wizję niczym z „Seksu w wielkim mieście” i gorączkowo wypytują, czy cała redakcja obowiązkowo chodzi w szpilkach, plotkuje o biurowych romansach, a po pracy wybiera się na wspólnego drinka (koniecznie Cosmopolitan!). Uśmiecham się wtedy, bo prawda wygląda nieco inaczej. Owszem, sporo plotkujemy, ale najczęściej nasze myśli krążą wokół poszukiwania nowych tematów, nanoszenia pilnych poprawek do tekstów czy nieuchronnie zbliżającego się terminu druku. Rzadko kiedy starcza nam czasu na to, by faktycznie wybrać się na COSMO w wersji procentowej. Jest jednak coś, co sprawia, że wszystkie nasze redakcyjne wysiłki są warte zachodu. To Wy, nasze Czytelniczki, które nieustannie dajecie nam znać, że jesteście po drugiej stronie  i z niecierpliwością czekacie na nowe numery COSMO.

W międzyczasie dostajemy od was wiadomości, a wiele z nich inspiruje nas do pracy ze zdwojoną siłą. Tak jak w przypadku maila od 24-letniej Karoliny, który z paru linijek refleksji na temat treści drukowanych w magazynie przeistoczył się w poniższy materiał. „Jestem kobietą od urodzenia niepełnosprawną (poruszam się na wózku inwalidzkim), ale to nie umniejsza mi ani kobiecości, ani poczucia własnej wartości. Może warto poświęcić temu rubrykę?”, zasugerowała w swojej wiadomości. Oprócz niej swoją historią zdecydowały się podzielić ze mną także 38-letnia Ewelina i 40-letnia Katarzyna. Dlaczego? Między innymi dlatego, że seksualność osób niepełnosprawnych to w Polsce wciąż temat tabu. A jeżeli już się o niej mówi, najczęściej powiela się krzywdzące stereotypy, np. że niepełnosprawni „nie uprawiają seksu albo nie mogą go uprawiać, że to może im zaszkodzić. A przecież potrzebujemy miłości jak wszyscy inni ludzie i niepełnosprawność nie ma tu nic do rzeczy”, mówi Katarzyna. Karolina dodaje, że temat aktywności seksualnej osób niepełnosprawnych wzbudza sporo kontrowersji w naszym społeczeństwie. „Ludzie zastanawiają się, jak to wygląda od strony technicznej, czasem słyszy się też pytanie: No ale jak to seks, skoro jesteś niepełnosprawna?”. Ewelina twierdzi, że wszystkiemu winien jest brak edukacji – zarówno wśród osób z niepełnosprawnością, jak i w przypadku ich opiekunów. Z opinią Eweliny zgadza się psychoterapeuta i seksuolog Michał Pozdał, założyciel Instytutu Psychoterapii i Seksuologii w Katowicach. „My w ogóle nie uczymy się o seksie, a tym bardziej o seksualności niepełnosprawnych, więc nie wiemy, jak na ten temat rozmawiać”, mówi specjalista.

„W związku z tym w naszym kraju sfera seksualności niepełnosprawnych jest naznaczona stereotypem i często postrzega się je jako osoby całkowicie aseksualne. Nie jesteśmy jeszcze w stanie przepracować tych mitów, porozmawiać o nich – w ogóle się tym nie zajmujemy”. A mitów wokół tego zagadnienia narosło wiele. Zdaniem seksuologa najpopularniejszy z nich głosi, że w przypadku osób niepełnosprawnych zaburzenie sprawności fizycznej dotyczy także seksualności. Inny powszechny błąd to traktowanie osób niepełnosprawnych jak wieczne dzieci i przekonanie, że potrzebują one wyłącznie opieki i troski, a nie edukacji ani realizacji swoich potrzeb seksualnych – bo przecież dzieci ich nie mają. Funkcjonuje też mit o tym, że nie odczuwają oni fizycznych potrzeb.

 „A przecież osoby niepełnosprawne tak jak wszystkie inne potrzebują seksu i go uprawiają”, przekonuje Pozdał. Trudno jednak zdawać sobie z tego sprawę, skoro często zdarza się, że nawet bliscy uważają, że powinny zapomnieć o tej sferze życia. „Kiedy kobieta niepełnosprawna w Polsce zwiąże się z pełnosprawnym mężczyzną, to często pojawiają się dziwne spojrzenia, niemiłe komentarze. Słyszą nawet od swoich rodzin: Ty o tym nie myśl, nie nadajesz się do tego, nie będziesz miała normalnego życia, normalnej rodziny.  Niestety takie mamy realia, i chociaż powoli następują zmiany, potrzebujemy jeszcze kilku dziesięcioleci, żeby nie patrzyło się na kobietę przez pryzmat wózka inwalidzkiego”, mówi Katarzyna, która urodziła się jako wcześniak z mózgowym porażeniem dziecięcym. Od 9 lat porusza się na wózku, ponieważ potrącił ją bus. Z kolei Ewelina jest niepełnosprawna od urodzenia. Podczas porodu doznała zwichnięcia stawu biodrowego. „Nigdy w pełni nie zaakceptowałam tego, że jestem chora, zawsze przeszkadzały mi ograniczenia, z którymi nie mogę nic zrobić – a przynajmniej niewiele”, mówi. Ma dwie endoprotezy w stawach biodrowych i porusza się o kuli. „Ale mam to szczęście, że mogę np. jeździć na rowerze”, wyjaśnia. Karolina urodziła się z rozszczepem kręgosłupa i od urodzenia porusza się na wózku. „W okresie dojrzewania czułam się inaczej niż inni, ale teraz ta różnica się zatarła. Pomimo wózka funkcjonuję normalnie, pracuję, mieszkam sama, jestem niezależna w każdym aspekcie tego słowa” , mówi Karolina.

ZAPRZYJAŹNIĆ SIĘ Z WÓZKIEM

Ale początki nie były łatwe. Karolina przyznaje, że przeżyła wiele kryzysów. „Dojrzewanie to była jedna wielka depresja, nie radziłam sobie sama ze sobą. Ale w końcu przyszedł moment, w którym pomyślałam: Nie oszukujmy się, ja nigdy nie stanę na własnych nogach. Stwierdziłam, że albo się poddam, albo  zaakceptuję swoją sytuację, zaprzyjaźnię się ze swoim wyglądem i z wózkiem, i będzie nam się żyło całkiem fajnie. Dlatego postanowiłam przestać użalać się nad sobą i wziąć życie takim, jakie jest”, wspomina Karolina.

Ewelina większość życia spędziła w szpitalu lub domu. „Do 8 klasy praktycznie nie chodziłam do szkoły, miałam indywidualny tok nauczania, nie miałam normalnego kontaktu z rówieśnikami. W mojej klasie był chłopak, który bardzo mnie tępił, przez co byłam dosyć mocno wyobcowana”. Przez lata zmagała się też z kompleksami i poczuciem nieatrakcyjności w związku z bliznami pooperacyjnymi. „Od kilku lat blizny aż tak bardzo mi nie przeszkadzają, ale nie lubię sytuacji, gdy np. jestem w kostiumie kąpielowym i ludzie się na mnie gapią. To nieprzyjemne. Jeszcze jakiś czas temu w upalne dni potrafiłam założyć rajstopy, żeby ukryć wgłębienia na łydkach. Ale potem pomyślałam: „Dosyć, nie będę dłużej się męczyć, niech ludzie patrzą”. Wciąż nieco się tym przejmuję, ale nie chcę się już ukrywać”, wyjaśnia Ewelina.

Katarzyna przyznaje, że po wypadku jej życie prywatne trochę się posypało. „Dopiero teraz, odkąd rok temu zaczęłam pracować i częściej bywać wśród ludzi, słowem – gdy stałam się bardziej niezależna, to widzę, że mężczyźni postrzegają mnie trochę inaczej”, przyznaje.

Żadna z moich rozmówczyń nie może narzekać na brak zainteresowania i wszystkie mają za sobą związki – czasem krótsze, czasem dłuższe. Chociaż czasami trzeba uważać, zwłaszcza jeżeli nowe osoby poznaje się przez internet. „Zdarzają się takie sytuacje, że jakiś mężczyzna chciałby się dowiedzieć, jak to jest być z niepełnosprawną kobietą, bo znudziła mu się żona. Wtedy tylko się uśmiecham: „Sorry, ale to nie ten adres!”. Czasami faceci wykorzystują niepełnosprawne kobiety na portalach randkowych, karmią je złudzeniami. Znam wiele opowieści od koleżanek, że jakiś mężczyzna okazał się np. żonaty. Nam trudniej jest zweryfikować, czy podawane informacje są prawdziwe czy nie”, wyjaśnia Katarzyna. Ale często zdarza jej się… dać kosza o wiele młodszym facetom. „Nie wyglądam na swoje lata, dla niektórych mężczyzn to bywa mylące. Czasami trzeba spławić sporo młodszego faceta, no bo co ja będę z nim robić?”, żartuje Katarzyna. Karolina była w związkach z mężczyznami, ale w połowie liceum zaczęła czuć, że to nie to. „Na początku bardzo się bałam, uciekałam przed tym, ale w końcu stwierdziłam, że nie warto walczyć samej z sobą”, wspomina. Niedawno zakończyła swój ostatni związek. Nowe osoby poznaje m.in. przez aplikacje randkowe. Nie ukrywa swojej niepełnosprawności. „Na zdjęciach widać, że jestem osobą na wózku, od razu robię tzw. naturalną selekcję. Nie lubię takich sytuacji, że fajnie się z kimś rozmawia, a potem trzeba przyznać: „Wiesz, jestem na wózku…”. Według mnie to jest oszukiwanie. Lepiej od razu to zaznaczyć i ewentualnie później się rozczarować, niż stawiać drugą osobę w niekomfortowej sytuacji”. Ewelina w sumie była w 4 dłuższych związkach. Z obecnym partnerem spotyka się od 10 lat. Ale przyznaje, że na początku nie wierzyła, że może się podobać mężczyznom i wręcz nie zauważała pierwszych podrywów. „Gdy miałam 16-17 lat do ośrodka, w którym przebywałam na rehabilitacji, przyjeżdżał jeden chłopak, odwiedzał inne osoby na oddziale. Spodobałam mu się, ale ja zorientowałam o tym dopiero po kilku tygodniach. Byliśmy razem 3 i pół roku. Z tym chłopakiem przeżyłam swój pierwszy raz”.

METODĄ PRÓB I BŁĘDÓW

Związki Karoliny w niczym nie różniły się od relacji osób całkowicie pełnosprawnych. „Były jak najbardziej aktywne w każdym znaczeniu tego słowa, także jeśli chodzi o życie seksualne”, mówi Karolina. Podobnie jak w każdej innej relacji intymnej najważniejsze jest po prostu zaufanie między partnerami i poczucie bliskości. Należy też pamiętać, że z niepełnosprawnością wiąże się nie tylko wózek – to też urologia, blizny, niedoskonałości ciała. „Ale także takie rzeczy, jak u każdej innej kobiety, czyli np. rozstępy. Wszystko sprowadza się do otwartej rozmowy z partnerem czy partnerką. Trzeba tłumaczyć, dojść do porozumienia, sprawdzić, co można zrobić, a czego nie, jak będzie najwygodniej – metodą prób i błędów”, wyjaśnia Karolina. Spotyka się tylko z osobami pełnosprawnymi i przyznaje, że raczej nie musiała zbyt wiele tłumaczyć swoim partnerkom w kwestii intymności. „To wychodziło dosyć naturalnie, ale przygotowywałam i do tej pory przygotowuję do tego moje partnerki. Mówię np., że moje plecy wyglądają w taki sposób, a nie inny, że mam blizny, opowiadam, jakie sytuacje mogą się zdarzyć, żeby w razie czego nikt nie uciekł przerażony. Przede wszystkim nakierowuję drugą osobę, żeby nie było nieprzyjemnej niespodzianki”. Dla Eweliny największym problemem było powiedzieć partnerom o ograniczeniach, jakie stawia jej ciało. „Mam małe odwodzenie w mięśniach nóg. Ciężko było mi powiedzieć chłopakowi, że nie możemy kochać się tak jak każdy, w pozycji misjonarskiej. To było dla mnie krępujące. Czułam się gorsza, bo nie mogę się kochać tak jak inne kobiety. Ale żaden z partnerów nigdy nie dał mi tego odczuć”, mówi Ewelina. I dodaje, że trzeba po prostu próbować w innych pozycjach. W tym przypadku najgorszy jest dla niej aspekt emocjonalny. „Nie mogę kochać się z facetem i patrzeć na niego, na jego twarz. Wszystko dzieje się za moimi plecami. Ta bliskość jest po prostu inna”. Poza tym Ewelina nie dostrzega absolutnie żadnych braków, jeśli chodzi o życie seksualne. W związku z ograniczonym odwodzeniem nie jest w stanie zrobić wielu rzeczy. „Ale nie tylko seksualnie, w innych sferach też”, wyjaśnia. Katarzyna przekonuje, że w seksie najważniejsza jest świadomość własnego ciała i jego możliwości. „Trzeba wiedzieć, na co chcemy i możemy sobie pozwolić. Ważna jest też rozmowa z partnerem, żeby nie było nieporozumień, żeby nie wyjść z takiego związku pokiereszowaną emocjonalnie. Aby zbudować nić porozumienia w seksie, trzeba czuć, że jest się akceptowanym”, mówi Katarzyna. Z tymi słowami zgadza się seksuolog Michał Pozdał.

Jego rada dla osób niepełnosprawnych, które nie bardzo wiedzą, jak poruszyć temat intymności z partnerem, w niczym nie różni się od tego, co przekazuje pacjentom pełnosprawnym. „Paradoksalnie to jest całkowicie taka sama sytuacja co w przypadku par z całkowitą pełnosprawnością – trzeba nazywać rzeczy po imieniu i mówić wprost. I pamiętać o tym, że potrzeby seksualne są ważne dla nas wszystkich. Jeśli chcemy mieć je zaspokajane, to musimy nauczyć się sami je zaspokajać, mówić o nich, informować naszych partnerów o tym, jak to zrobić. Trzeba umieć o to prosić, a czasami tego wymagać, komunikować – co lubię, jak lubię, co masz zrobić itd.”, radzi specjalista.

„Chcę mieć zdrową synową” Karolinie, Ewelinie i Katarzynie tak naprawdę najbardziej przeszkadzają nie ograniczenia, które narzucają im ich ciała, ale takie, które chcą im wmówić inni ludzie. „Nie lubię być postrzegana jako słaba, nieporadna kobietka. Jednocześnie jednak wiem, że wszystkiego sama nie zrobię i nie boję się prosić o pomoc przypadkowych osób”, mówi Ewelina.  Karolinie najbardziej przeszkadzają skrajne podejścia, z którymi osoby niepełnosprawne spotykają się ze strony pełnosprawnych. „Są albo nadgorliwe, albo całkowicie obojętne. Ciężko spotkać osoby, które zupełnie normalnie podejdą do tematu niepełnosprawności. Drażni mnie stawianie mojego życia na piedestale – ono wygląda całkowicie normalnie, jak każdego innego człowieka, z tą różnicą, że jest w większości w pozycji siedzącej”, przekonuje Karolina. Katarzyna przyznaje, że w małych miastach zdarzają się dziwne spojrzenia. „Jak to osoba na wózku w restauracji, na koncercie metalowym?”. Mieszkam w 30-tysięcznym mieście, a jestem jedną z niewielu osób niepełnosprawnych udzielających się w życiu publicznym”. Katarzyna zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię. „Często, gdy kobieta niepełnosprawna idzie ulicą z pełnosprawnym facetem, słychać komentarze: „Co taki fajny facet z nią robi? Czemu wybrał właśnie taką kobietę? Marnuje się”. Parę razy rodziny chłopaków, z którymi się spotykałam, powiedziały mi wprost, że nie życzą sobie, żebyśmy się spotykali, bo oni chcą mieć zdrową synową. Dzisiaj nie mam do nich żalu, uważam, że może nawet lepiej się stało, ale mając 17-18 lat bardzo przez to cierpiałam”. Według statystyk o wiele większe szanse na trwały związek mają niepełnosprawni mężczyźni niż niepełno- sprawne kobiety. Z danych udostępnionych na stronie Fundacji Aktywnej Rehabilitacji wynika, że w krajach o wysokim wskaźniku integracji prawie 80 proc. mężczyzn niepełnosprawnych ma pełnosprawne żony.

Seksuolog i psychoterapeuta Michał Pozdał tłumaczy ten brak równowagi normami społecznymi i sposobem wychowania pod kątem ról płciowych. „Od małego w dziewczynkach rozwijane są wszelkie instynkty opiekuńcze. Dostają lalki, misie i inne pluszaki, którymi trzeba się zajmować, przewijać itd. Osobiście nie uważam, żeby kobiety miały takie zachowanie zapisane w genach, ale są trenowane do tego, żeby usługiwać i opiekować się innymi. To się oczywiście zmienia pokoleniowo, ale myślę, że wiele kobiet jest do tego po prostu przygotowywanych”, wyjaśnia ekspert. Dodaje też, że niestety w naszym społeczeństwie mężczyzna z partnerką niepełnosprawną jest postrzegany gorzej niż kobieta z niepełnosprawnym mężczyzną. „To okropne i niesprawiedliwe, ale my często takie relacje postrzegamy jako układ opieki, poświęceń i wyrzeczeń, a nie miłości i partnerstwa, satysfakcji i radości ze związku”. Tę różnicę w podejściu dostrzega także Karolina, która w przeszłości spotykała się zarówno z mężczyznami, jak i z kobietami. Mówi, że wprawdzie partnerki są bardziej czułe i delikatne, ale z drugiej strony chcą „matkować” osobom niepełnosprawnym. „Wzbudzają w nich instynkt współczucia, czego ja bardzo nie lubię, podobnie jak litości. Mężczyźni nie zwracają na to aż takiej uwagi. Niektóre kobiety mogłyby zagłaskać na śmierć. A przecież ja sama ze sobą żyję w zgodzie. Dużą rolę odgrywa tutaj stan psychiczny, poczucie własnej wartości i kobiecości”, mówi Karolina.

SZPILKI NA WÓZKU

Po wypadku Katarzyna musiała odkryć swoją kobiecość na nowo. „Przedtem poruszałam się o balkoniku czy o kulach, dobrze sobie radziłam. Nagle wylądowałam na wózku, w związku z czym wielu rzeczy mi nie wolno. Nagle trzeba wybrać, co na siebie założyć – czy ma być wygodnie czy ładnie?”. W większych miastach Katarzyna nie odczuwa, żeby ktoś patrzył na nią inaczej z powodu niepełnosprawności. „Gdy idę do sklepu i chcę przymierzyć szpilki, to ekspedientka nie patrzy na mnie dziwnie, tylko pyta o rozmiar. Ale w mniejszych miejscowościach jest z tym różnie”. Dziś Katarzyna wie, że kobiecość to nie tylko długie włosy czy zgrabne nogi. „To jest to coś w nas, co potrafimy odpowiednio wykorzystać. Moim największym atutem jest podejście do życia, wola walki i pozytywne myślenie. To zwraca uwagę innych ludzi, również mężczyzn. Nie muszę mieć na sobie szpilek, chociaż bardzo lubię je nosić i zdarza mi się to robić, ale nie czuję się mniej kobieca, kiedy nie mam ich na sobie”. Katarzyna dodaje także, kobiecość osób poruszających się na wózku w niczym nie różni się od kobiecości pełnosprawnych. „Też chodzimy do fryzjera, do kosmetyczki, dbamy o własne ciało. Pewnie nigdy nie będziemy wyglądać tak, jak zdrowe kobiety, ale bywa, że naszej niepełnosprawności właściwie nie widać”. Dla Karoliny i Eweliny kobiecość i pewność siebie bierze się przede wszystkim z niezależności i pokonywania własnych ograniczeń. „Pomimo swojej niepełnosprawności mam możliwość realizować się zawodowo, spełniać marzenia, być niezależną w kwestii codziennych obowiązków”, mówi Karolina i dodaje, że właśnie to daje jej największe poczucie własnej wartości.

NIEPEŁNOSPRAWNA I SILNA

Ewelina do ostatniej chwili nie była przekonana, czy odezwie się do mnie w sprawie artykułu. Przekonały ją do tego komentarze pod moim postem z ogłoszeniem. „Ludzie pisali: A po co o tym mówić? To niepotrzebne, to moja sprawa. To mnie trochę zdenerwowało, bo powinno się o tym mówić, to jest duży problem – podobnie jak w przypadku osób, które mają niepełnosprawność umysłową. Ludzie nie wiedzą, jak się wobec nich zachowywać, jak je uczyć i edukować. Kobiety niepełnosprawne umysłowo zachodzą w ciążę i później ciężko jest im wytłumaczyć, co się z nimi dzieje. Poza tym mam licencjat ze Zdrowia Publicznego i interesuję się promocją zdrowia, więc poczułam się w obowiązku powiedzieć coś na ten temat”. Katarzyna przyznaje, że seksualność osób niepełnosprawnych nie jest jej ulubionym tematem do rozmów. „Zwykle robi się z tego sensację. A to nie o to chodzi. Tylko o to, żeby  uświadomić innym – również niepełnosprawnym – że mogą być szczęśliwi i spełnieni w życiu. Wszystko zależy od nas”. Karolina żartuje, że chyba jest genetycznie obciążona łamaniem tabu. „Niepełnosprawna i seksualność? Niepełnosprawna lesbijka? Warto mówić o tym głośno, by uświadamiać społeczeństwo na temat czegoś, co jest oczywiste. Nie powinno się wrzucać niepełnosprawnych do jednego worka. Każda niepełnosprawność jest inna, ale warto czasem wysilić się i zobaczyć w niepełnosprawnym człowieka. Nie generalizować, nie litować się i nie współczuć, bo to nie jest nam do niczego potrzebne – nam, pewnym siebie, niepełnosprawnym, silnym kobietom. Jeżeli widzisz na mieście osobę niepełnosprawną, to znaczy, że ona już pokonała swoje bariery w głowie. Jeśli masz powiedzieć takiej kobiecie: „Taka ładna, jaka szkoda, że na wózku” – daruj sobie. Gwarantuję ci, że ona też wolałaby wstać i być bez wózka. Ale skoro nie może... Pozostaje z uśmiechem codziennie zdobywać swój mały Everest, który dla każdego jest czymś zupełnie innym”.

l
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama