Reklama
Reklama

Co naprawdę czuje 26-letnia dziewica?

Co naprawdę czuje 26-letnia dziewica? fot. istock.com
TAGI:
09października2018

Czy niewinność jest powodem do dumy? Czy ciężarem, za którym ciągnie się przekonanie, że jesteś nieco dziwna...

Seks nigdy nie był na szczycie listy moich marzeń. W zasadzie była to ostatnia rzecz, o jakiej myślałam w czasach szkoły średniej. Oczywiście, gdy skończyłam 17 lat, interesowali mnie chłopcy, ale były to platoniczne, nieodwzajemnione zaloty, które tak naprawdę opierały się na fantazjach na temat pocałunków w ukryciu. Byłam chyba za młoda mentalnie na „coś więcej”. Do tego wierzyłam w prawdziwą miłość i seks dopiero po ślubie. Wszystkie uniesienia opierały się więc na flirtujących spojrzeniach i nieśmiałym uśmiechu pod adresem kolegów z liceum.

Nie byłam jedyna. Moje przyjaciółki czuły podobnie. Przynajmniej wtedy. Pierwszego chłopaka miałam w wieku 20 lat. Byliśmy ze sobą dwa lata, ale jakimś cudem nigdy nie poszliśmy na całość. Nasze najintymniejsze randki kończyły się pieszczotami moich piersi. W końcu rozstaliśmy się. I nagle – w wieku 24 lat – uświadomiłam sobie, co tracę. Zaczęłam podróżować, poznawać ludzi, imprezować. Wpadłam w wir zabaw zakrapianych alkoholem. O ile z łatwością nadrabiałam „grzeczne” lata imprezowaniem, to nie byłam w stanie przemóc się do kontaktów intymnych. Dla kogoś, kto w tym wieku nie widział nawet męskiego członka, to była naprawdę wielka sprawa. Postanowiłam odłożyć ten problem na rok i skupić się na układaniu mojego życia zawodowego. To wtedy zaczęły się moje prawdziwe miłosne przygody z kolegami z pracy. Zwłaszcza z jednym. Mówiliśmy na niego „Chłopak od Sprzedaży”. Po miesiącach randkowania, któregoś wieczoru poszliśmy na całość. Podnieceni przenieśliśmy się z dyskoteki do jego mieszkania i rozebraliśmy. Zanim doszliśmy do dania głównego, wypaliłam, że nigdy jeszcze nie uprawiałam seksu. „Chwileczkę”, powiedział Chłopak od Sprzedaży. „To oznacza, że jesteś dziewicą? W wieku 26 lat?”, powiedział zdziwionym (tak naprawdę zszokowanym) tonem głosu, którego raczej nie chciałabyś usłyszeć w sypialni. „Uhhyy, właśnie tak”, odpowiedziałam i w telegraficznym skrócie opowiedziałam mu swoją historię. Pościskaliśmy się jeszcze trochę, po czym poszłam do domu przekonana, że między nami jest super. Bo skoro po takim wyznaniu facet się z tobą całuje i pieści cię, to musi oznaczać, że jest tobą zachwycony, prawda? Byłam w błędzie. Następnego dnia w pracy powiedział mi, że nie może tego zrobić z dziewicą. Jasny gwint! To złamało moje serce! Nie chodziło tylko o to, że zostałam odtrącona przez moją pierwszą miłość.

Ale ta sytuacja poruszyła głęboko skrywaną obawę, że nikt mnie nie zechce, bo jestem 26-letnią dziewicą. Utknęłam. Z jednej strony chciałam się kochać, nawet bardzo. Z drugiej, wiedziałam, że kieruje mną desperacja, która niszczy mnie emocjonalnie. Chciałam, żeby ten pierwszy raz był niezwykły. Tymczasem musiałam odpowiadać na miliony pytań moich przyjaciółek, które przez lata stały się ekspertkami od seksu, i które nie mogły uwierzyć, jakim cudem jeszcze tego nie zrobiłam. I dlaczego nie chcę pójść do łóżka z pierwszym lepszym kolesiem dla samego doświadczenia. A ja nie chciałam. Zaczęłam myśleć o sobie, jak o kimś ułomnym, felernym... Na doświadczenia musiałam poczekać kolejnych sześć miesięcy. Spotykałam się z fajnym facetem, przy którym czułam się bezpiecznie. Wyznałam mu swój sekret na piątej randce. I co? Wcale nie padł z wrażenia. Gdy w końcu zrobiliśmy TO, byłam rozczarowana. Ale pozytywnie. Wszystkie historie moich przyjaciółek, które straciły cnotę jako nastolatki, mówiły o bólu i dziwnym uczuciu, gdy facet dochodzi do orgazmu w trzy sekundy, a ty zostajesz z niczym. Dlatego byłam zaskoczona, że mój pierwszy raz przebiegł bezboleśnie i to z mnóstwem przyjemności. I orgazmem! Głównie pewnie dlatego, że robiłam to z mężczyzną, która uprawiał seks już od prawie dekady. Mimo pozytywnych doświadczeń seksualnych, rozstaliśmy się po jakimś czasie. A ja rzuciłam się w wir randkowania z przypadkowym seksem w roli głównej. Nadrabiałam zaległości. Wydawało mi się, że z moim wyniesionym z domu przekonaniem na temat współżycia po ślubie, będę kochać się tylko z tym jedynym. Tymczasem odnalazłam niesamowitą przyjemność z luźnego, niezobowiązującego seksu. Nie stałam się żadną nimfomanką i maniaczką orgazmów. Nic w tym stylu. Po prostu kochałam się wtedy, gdy czułam potrzebę, co przełożyło się na jednorazowe numerki i dłuższe romanse. Moje rozmowy z przyjaciółkami też się zmieniły. Od przeszło roku, gdy życzliwie naśmiewały się z mojego dziewictwa, rozmawiałam z nimi już jak równa z równym. Ale wtedy zauważyłam, że wiele z nich, podobnie jak ja, wcale nie miało epickiej historii romansów, jak wydawało mi się w czasach dziewictwa. Jedna, w wieku 27 lat, właśnie rozstała się ze swoją młodzieńczą miłością z czasów liceum i stała się na nowo singielką. Druga była w długoterminowym związku ze swoim pierwszym facetem i nie spała z nikim poza nim. Niesłusznie czułam się dziwadłem. Nie byłam jedyną w tej grupie, która bała się ubogiej wiedzy na tematy łóżkowe. Po prostu nie byłyśmy ze sobą zbyt szczere. Gdybym mogła wrócić do czasów liceum i stracić dziewictwo w wieku 17 lat, no cóż, chyba bym to zrobiła. Chociaż nie żałuję tego aż tak mocno – to, co straciłam, to przede wszystkim szansa na zbieranie doświadczeń. Ale moja historia nauczyła mnie, że nie można niczego robić na siłę. Wszystko i tak zawsze dobrze się ułoży. A jeśli uważasz, że otaczają cię ludzie, którzy przerastają cię o głowę swoim doświadczeniem i ilością przygód seksualnych, to się mylisz. Większość z nich prowadzi życie podobne do twojego. I gdzieś na koniec dnia ta myśl jest bardzo uspokajająca.

Tekst premierowo ukazał się w 02/2018 Cosmopolitan

Reklama
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama