Reklama
Reklama

LP – a w zasadzie Laura Pergolizzi – poznaj bliżej tę ekscentryczną artystkę

LP – a w zasadzie Laura Pergolizzi – poznaj bliżej tę ekscentryczną artystkę fot. Materiały prasowe

Przy okazji wizyty w Polsce zapytałyśmy LP, czy wierzy w miłość, kobiecą solidarność i rock and rolla.

Lubi się ukrywać – za pseudonimem, innymi artystami (tworzyła hity dla Backstreet Boys, Rihanny i Christiny Aguilery) i za burzą loków opadających na oczy. Zdradzają ją dwie rzeczy – potężny głos i charakterystyczny gwizd. Po sukcesie płyty „Lost On You” powraca z kolejną płytą „Heart to Mouth”. 

Spotkałyśmy się prawie rok temu, rozmawiałyśmy wtedy o tym, że pokochały cię nasze matki – dojrzałe, wrażliwe kobiety.

Tak, rzeczywiście, każdy dziennikarz, mówił mi wtedy, że jego mama za mną szaleje (śmiech).

Cieszysz się u nas wielką popularnością! Jesteś częstym gościem w Polsce. Tym razem przyjechałaś promować nową płytę. Jak myślisz, do czyich serc trafi album „Heart to Mouth”?

Myślę, że to, o czym śpiewam, dotrze do wielu ludzi. To historie, które przeżył pewnie każdy z nas – opowiadam o bolesnych rozstaniach, o uzależnieniu, jakim może stać się dla nas druga osoba, i o miłości w czasach smartfonowej zarazy.

Czy tak jak mnie przeraża cię świat ludzi z kwadracików Instagrama?

Pamiętam te czasy, kiedy, żeby się skontaktować z kimś, kto ci się spodobał, trzeba było się napracować;) Lubię, gdy jest trudno. Gdy jest za łatwo, szybko można popełnić błąd. Wiele razy żałowałam tego, co pod wpływem chwili napisałam w telefonie (śmiech).

O czym najbardziej lubisz pisać? Choć odpowiedź znam;)

O miłości „na nowo”, o rozstaniach i powrotach, o tym, że długo nie można zapomnieć kogoś, kogo się kochało. Ja najwięcej śpiewam o swoich przeżyciach, bo miłość jest moim oknem na świat. A ludzie, których poznaję, zostają na długo w mojej pamięci.

No właśnie – na nowej płycie opowiadasz raczej o ciemnej stronie miłości – o zazdrości, goryczy, żalu. Czy nadal wierzysz w miłość?

Oczywiście! Nie mogłabym bez niej żyć. Ale czasem przestaję wierzyć w tę jedną na całe życie. Widzę wiele katastrof wokół siebie i ciągle uczę się, by szybko nie wydawać osądów, nie rzucać słów na wiatr i pustych obietnic. Każdego dnia trzeba starać się, by zachować wiarę w to, co najważniejsze. Miałam czas, by przemyśleć wiele rzeczy, gdy byłam tyle miesięcy w trasie koncertowej. A kiedy trochę zaczyna doskwierać ci samotność, widzisz niektóre rzeczy wyraźniej.

Hmmm… trochę inaczej. Bardziej rockandrollowo wyobrażałam sobie życie w trasie koncertowej.

Nie ukrywam, że długo udawało mi się prowadzić takie rockandrollowe życie, ale na koniec dnia musisz pokazać, na co cię stać, dać dobry koncert, najlepiej jak potrafisz, więc sama rozumiesz ;D Poza tym, wyobraź sobie, że miesiącami nie widzisz ukochanej osoby, bo jest na drugim końcu świata – to naprawdę trudne.

No cóż – jak pisał Hermann Hesse, podobno „porządny artysta musi być w życiu nieszczęśliwy”.

Nie mogę powiedzieć, że byłam nieszczęśliwa, raczej kłębiło się we mnie wiele sprzecznych uczuć, których nie umiałam poukładać. Ostatni rok, dwa lata to był dla mnie skomplikowany czas. Wydaje mi się, że bez względu na okoliczności wszyscy łapiemy góry i doły, ale to chyba naturalne. Moim lekarstwem na gorsze dni są ludzie, których spotykam, to oni wnoszą szczęście do mojego życia. Może po prostu nie mogę zostawać sama – za dużo wtedy kombinuję (śmiech).

Jednym z moich ulubionych kawałków z twojej nowej płyty jest „The Power”. Co daje ci siłę do działania?

Najwięcej siły daje mi miłość. Szczerze mówiąc, o niej jest ta piosenka – o tym, że to nasza największa moc. Ale i broń, która może zostać użyta przeciwko tobie – gdy otworzysz przed kimś swoje serce, musisz być gotowa na to, że możesz też zostać skrzywdzona. Ktoś kiedyś powiedział o tobie coś, co idealnie do ciebie pasuje, że jesteś marzycielką i twardzielką w jednym. Tak, to prawda, jestem realistyczną marzycielką;D To znaczy, że wiem, że marzenia pozostaną tylko marzeniami, jeśli nie zrobisz czegoś, nie wyjdziesz im naprzeciw. To masa pracy, trzeba się uzbroić w cierpliwość, no i trzeba mieć grubą skórę, ale warto.

Czy uważasz, że w dzisiejszych czasach nie ma miejsca na delikatność i żebyśmy my kobiety mogły osiągać sukcesy, musimy stać się męskie?

Współczesna kobiecość to dla mnie nowy typ siły. Zgadzam się, że kobiety posiadają zupełnie inne cechy niż mężczyźni, ale dzięki tym różnicom – uzupełniamy się. Jesteśmy inne od mężczyzn, ale im równe. Nie uważam, że kobiety powinny zgubić swoje największe wartości, wręcz przeciwnie, powinny je pielęgnować. Mamy tendencję do popadania w stereotypy. Siłę utożsamiamy z męskością, wrażliwość z kobiecością, a to nie ma ze sobą nic wspólnego. Dla mnie bycie silnym, to bycie empatycznym i współczującym. Nie fi zyczna siła, ale psychiczna. Silna kobieta to dla mnie taka, która ciągnie innych w górę, a nie sprawia, że czują się gorsi.

Masz swój charakterystyczny styl. Czy ciebie kiedykolwiek ktoś chciał w jakiś sposób zmienić – wsadzić w szpilki, sukienkę, umalować cię?

Tak i zaskoczę cię pewnie, bo były to właśnie kobiety. Chciały ubrać mnie w sukienkę do klipu „Into the Wild”, ale nie miały odwagi powiedzieć mi tego prosto w oczy i zadręczały mojego agenta. Śmiałam się z tego, ale to było dla mnie szokujące, że takie rzeczy jeszcze się zdarzają, a nie było to tak dawno.

Wierzysz w kobiecą solidarność?

Oczywiście. Nie chcę dramatyzować, ale nie jestem też zwolenniczką wojny płci czy idei jednolitości płci. Najpiękniej byłoby, gdybyśmy wszyscy mogli współistnieć, cenić się nawzajem, bez odgrywania przestarzałych, stereotypowych ról. Myślę, że jesteśmy obecnie w czasie, gdy tworzy się nowy, właściwy, porządek, co napełnia tylko wielką nadzieją na lepsze.

Artykuł premierowo ukazał się w 02/2019 Cosmopolitan

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama