Reklama
Reklama

Czy można być feministką i powiększyć piersi?

Czy można być feministką i powiększyć piersi? fot. istock.com
TAGI:

Kobiety, które zdecydowały się na implanty, kochają je bezwarunkowo. Jednak nadal istnieje cała masa stereotypów na temat operacji piersi.

PIERWSZA HISTORIA „Pracuję wśród inteligentnych kobiet. Ale ostatnio poczułam się zaskoczona. Kiedy omawiałyśmy projekt badawczy dotyczący operacji plastycznych i rozmowa zeszła na temat implantów, zaszokowały mnie kąśliwe uwagi, uśmieszki i przewracanie oczami w wykonaniu części moich świetnie wykształconych koleżanek. Zwróciłam na to uwagę, bo mam implanty piersi. Jednak nie zareagowałam. Wiem, że w ten sposób pozwalam na panoszenie się przesądom, ale boję się, że gdy wyjawię mój sekret, uznają mnie za głupią. Ale prawda jest taka, że kocham moje nowe piersi. Operacja była najlepszą decyzją, jaką podjęłam.

Marzyłam o większych piersiach, od kiedy skończyłam 16 lat. Były dla mnie równoznaczne z byciem kobietą. Jednak wszystko, co miałam, to biustonosz z gąbkami. Powiększanie piersi wydawało mi się zarezerwowane dla celebrytek lub innego rodzaju kobiet niż ja, bardziej wyzywających. Jednocześnie wciąż słyszałam, że operacje biustu są coraz bardziej powszechne. Według danych, w czasie kiedy kończyłam gimnazjum i szłam do liceum, liczba przeprowadzanych zabiegów wzrosła dwukrotnie. Ale czułam się rozdarta. Czy powiększając piersi wyprę się mojego prawdziwego ja? Miałam dosyć słuchania żartów, że jestem płaska jak deska. Ale byłam też uważana za dziwaczkę i trochę szaloną artystkę, a to w sobie lubiłam. Czułam się winna, że chcę mieć większe piersi, jakbym podświadomie zgadzała się z ludźmi, którzy się ze mnie wyśmiewali. Martwiło mnie też to, że żyję w kulturze, która zgadza się, że kobiecość i poczucie własnej wartości zależą od rozmiaru (dużego) piersi. Zostałam wychowana w przekonaniu, że liczy się to, co mam w głowie, nie to, jak wyglądam. Umiałam dostrzegać piękno w kobietach o różnym wyglądzie, jednak spojrzenie z taką samą akceptacją na siebie było dla mnie niemożliwe. Patrząc wstecz, zdaję sobie sprawę, że stawałam się feministką. Zabawne, bo wówczas absolutnie nie uważałam się za jedną z nich. Wtedy etykietka feministki oznaczała dla mnie kobietę, która nienawidzi mężczyzn, nie dba o siebie i nosi wielkie gacie. Jednak z czasem zrozumiałam, że chodzi tu o równość i możliwość wyboru. Taka definicja jest dużo bardziej zachęcająca. Latami toczyłam mój wewnętrzny spór. Jednak ostatecznie w wieku 24 lat wygrała ta część mnie, która chciała większych piersi. Tego roku zmieniłam rozmiar miseczki z A na C. Efekt był fantastyczny. Czułam się tysiąc razy bardziej atrakcyjna. Mój mąż również został wielkim fanem moich piersi, nie ma co ukrywać. Z biegiem czasu zdałam sobie sprawę, że ta decyzja wcale nie stoi w konflikcie z wartościami feminizmu. Dokonałam po prostu właściwego dla mnie wyboru. Teraz wiem, że żadne odgórnie narzucone reguły nie sprawią, że poczujemy się silniejsze czy piękniejsze. Tylko my możemy o tym decydować. Wciąż mam mieszane uczucia, co do powiększania piersi. I nie zdradzam mojej tajemnicy każdemu.

fot. istock.com

DRUGA HISTORIA „Powiększanie piersi wzbudza różne emocje. Czasami spotykam się z opinią, że ktoś jest nadmuchaną lalą, bo ma ‘silikony̓. Wtedy mówię głośno, że mam implanty i wszyscy robią wielkie oczy”

Już od końca podstawówki zazdrościłam koleżankom z klasy, które miały większe piersi. To były czasy, kiedy w telewizji leciał „Słoneczny Patrol” z Pamelą Anderson i był kult dużych biustów. Przynajmniej ja tak to odczuwałam jako posiadaczka miseczki A. Wtedy podjęłam decyzję, że kiedyś to zrobię – powiększę sobie piersi. Czekałam na swój moment 10 lat. Kiedy w 2006 roku dostałam propozycję operacji, w zamian za dziennikarską relację z tego zabiegu, nie wahałam się ani chwili. Wszyscy znajomi wiedzieli, że powiększyłam piersi, bo relacja ukazała się w gazecie. Mało kto miał odwagę się z tym skonfrontować, wydać swój komentarz. Mnie najbardziej zależało na akceptacji rodziny i miałam ją zarówno ze strony rodziców, jak i starszego pokolenia, m.in. mojej babci. Jednak najpiękniejsza była dla mnie reakcja czytelniczek. Dostałam mnóstwo listów i maili w podziękowaniu za ten materiał. Byłam wzruszona. Publikacja w gazecie sprawiła, że nie mogłam utrzymać operacji w tajemnicy. Ale nawet teraz po latach lubię się do tego przyznawać. Nie mam z tym żadnego problemu. Dziewczynom, które pytają mnie, czy powiększać piersi, mówię, że jak nie muszą, niech tego nie robią. Trzeba być przygotowanym na powikłania, odrzucenie implantów przez organizm. Zmiana jest trudna również pod względem psychicznym. Zdarza się, że kobiety chcą wyjąć implanty. Ja nigdy nie żałowałam. Po operacji lubiłam patrzeć w lustro, stojąc w łazience. I nadal lubię. Czy uważam się za feministkę? W naszym kraju to określenie ma dość radykalne znaczenie. Uważam się za kobietę liberalną.

l
Reklama

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama