Reklama
Reklama

Żuj i pluj! Znasz to? To dieta…

Żuj i pluj! Znasz to? To dieta… fot. istock.com
TAGI:

Raczej niebezpieczna...

Bierzesz do ust ciastko, żeby poczuć jego smak, a potem wypluwasz te wszystkie kalorie. Dobry pomysł dla osób na diecie? Niby tak, ale… Czy to na pewno zdrowe?

W Wielkanoc zeszłego roku 22-letnia Uma miała już dość tego całego odchudzania. Postanowiła przerwać dietę z pomocą gigantycznego czekoladowego jaja, które jej współlokatorka zostawiła w lodówce. Dopadły ją jednak wyrzuty sumienia. Jajko już było w jej ustach. Wypluła je w papierowy ręcznik. – To było trochę obrzydliwe, ale z drugiej strony – poczułam wspaniały czekoladowy smak, a nie przełknęłam tych wszystkich kalorii – opowiada. – No i nie było to tak obrzydliwe, jak wymiotowanie, co praktykują moje dwie siostry cioteczne, prawie po każdym posiłku. Uma dokończyła jajko, wypluwając każdy przeżuty kęs w ręcznik, a potem… poszła na stację benzynową i kupiła jeszcze dwa takie jajka. – Wydawało mi się, że odkryłam nową dietę cud i zamierzałam z tego skorzystać – zwierza się. Potem kupowała też inne tuczące potrawy – skrzydełka kurczaka, frytki, chipsy i pączki. Brała je do ust i po kilku kęsach wypluwała. Po kilku tygodniach takiej zabawy z jedzeniem, zaczęła szperać w internecie. I okazało się, że wcale nie znalazła nowej rewolucyjnej metody odchudzania. Wiele kobiet robi dokładnie to samo, co ona. W sieci można natknąć się na fora pod tytułem: „Żucie i wypluwanie”. I anglojęzyczne: „Chew and Spit” (w skrócie CNS i CHSP). Zachodni psycholodzy nazwali problem Oral Expulsion Syndrome, ale dawno przekroczył on granicę i bez względu na język, w jakim będziemy go nazywać, jest jasne, że to kolejne zaburzenie odżywiania jest niestety międzynarodowe i... niebezpieczne. OK, może nie tak groźne jak bulimia i anoreksja, ale również groźne. A w pewnym sensie nawet bardziej – nie jest tak spektakularne, nie daje tak widocznych objawów wyniszczenia organizmu, więc dzwonek alarmowy odzywa się później. I dziewczyny, jak Uma, mogą po cichu oddawać się swojemu nałogowi, nie zdając sobie sprawy, że robią sobie krzywdę.

fot. istock.com

Kto to robi?

Na przykład Jules z serialu „Miasto kocic”. I jeszcze mnóstwo innych kobiet. CHSP nie jest nowym zjawiskiem, ostatnio się tylko więcej się o nim mówi, bo w ogóle więcej kobiet ma zaburzenia odżywiania. Według badań, nawet 72% osiemnastolatek ma słabe relacje z jedzeniem – je w ukryciu, czuje wstyd i nienawiść do siebie z powodu nadmiernego apetytu czy nie potrafi przerwać, gdy zacznie jeść. 40% dziewczyn panicznie boi się przytyć, a 10% ma bulimię. Badania dotyczą nastolatek, bo jeszcze niedawno wydawało się, że to problem nastolatek, które nie akceptują swoich nowych kobiecych kształtów. Ale okazuje się, że dorosłe kobiety też czasem nie akceptują. Eating Recovery Centers (sieć ośrodków leczących zaburzenia odżywiania w USA) kilka lat temu przyjmowały około 10% pacjentek w wieku 25+, teraz prawie połowa kobiet zgłaszających się na leczenie ma ponad 30 lat. CHSP jest jednym ze sposobów, który stosują, żeby nie przytyć. Na ogół – nie jedynym. Kobiety latami cierpią na zaburzenia odżywiania i przechodzą z jednej metody na drugą. Głodzą się, potem objadają, prowokują wymioty, przyjmują środki przeczyszczające albo urządzają sobie sesje żucia i wypluwania. Jak Uma.

Czy jest coś złego w CHSP?

Uma poszukała pomocy specjalisty dopiero wtedy, kiedy była już nieźle wkręcona w swoje nowe hobby. Na jednym posiedzeniu żuła i wypluwała na przykład dwie duże tabliczki czekolady albo sześciopak muffinów. Jednocześnie unikała jedzenia z przyjaciółmi i rodziną. – Zdałam sobie sprawę, że nie jestem wcale mniej obrzydliwa niż moje siostry- -bulimiczki – opowiada. – One przynajmniej mogły wysiedzieć do końca rodzinnego obiadu, a potem wstawały od stołu, szły do toalety, wkładały sobie palce w gardło. Mnie kusiło, żeby natychmiast wypluć na talerz kawałek szarlotki od babci. Nie mogłam jej się oprzeć, ale jednocześnie nie chciałam jej połknąć. Z jednej strony – bała się przytyć, z drugiej – czuła wstyd i poczucie winy. – Żyję w kraju, w którym tyle osób żyje w biedzie, tyle dzieci chodzi głodnych, a ja sobie żuję i wypluwam sześć muffinów! – rozpacza. – W dodatku moja współlokatorka musiała zorientować się, że coś jest nie tak, bo kiedy nie planowałam wcześniej swojej sesji, kradłam jej jedzenie – musiała się zorientować. Na ogół jednak planowała. Robiła specjalne zakupy, zamykała się w pokoju… – To było niesamowite uczucie – mówi. – Wyobrażam sobie, że tak alkoholik czy narkoman przygotowuje się do zaspokojenia swojego nałogu. A CHSP jest to trochę jak nałóg. A konkretnie jak wciąganie kokainy. Oczywiście, że nie tak groźne, ale też uzależnia. Gdy twój mózg rejestruje zapach i smak czegoś pysznego, rośnie poziom opioidów w organizmie, w tym dopaminy, która poprawia nam humor. Nic dziwnego, że chcesz do tego wrócić. Nie tylko dlatego, żeby mieć ciastko i nie przytyć, ale także dlatego, by znów poczuć się bosko. Żucie i plucie, jak inne nałogi, staje się więc sposobem na odreagowanie stresu i radzenie sobie z trudnymi emocjami. – Wydaje ci się, że panujesz nad sytuacją, bo umawiasz się ze sobą na taką sesję, ale w pewnym momencie okazuje się, że jednak nie masz kontroli, bo nie możesz z tego zrezygnować – mówi Uma. Jakie są koszty? Po pierwsze, czujesz wstyd, poczucie winy, nienawiść, pogardę dla siebie, co może doprowadzić do permanentnego doła i depresji. Po drugie – nie możesz cieszyć się obiadem z rodziną czy imprezą z przyjaciółmi. Po trzecie – szkodzisz też swojemu zdrowiu, bo więcej tracisz niż zyskujesz. Trawienie, zwłaszcza węglowodanów, zaczyna się już w ustach. Widok, zapach i smak potrawy stymuluje wydzielanie śliny, a to z kolei stymuluje apetyt, rozpoczyna proces trawienny i powoduje wzrost insuliny. Nie wiadomo dokładnie dlaczego, ale wiele kobiet zamiast chudnąć na tej cud- -metodzie, tyje. Naukowcy sugerują, że ma to związek właśnie z tym wzrostem insuliny – hormon ten powoduje odkładanie tkanki tłuszczowej. Ale nawet jeśli nie należysz do tej grupy, która tyje, bawiąc się w CHSP, i tak metoda się nie opłaca. Stosując ją, pozbawiasz swój organizm minerałów, witamin i kalorii, a siebie: energii, urody i zdrowia.

fot. istock.com

Jak z tego wyjść?

Przestać. Uma zatrzymała się na czas, ale wiele kobiet tego nie robi. A tak jak pierwsza dieta prowadzi do kolejnej, a kolejna do zaburzeń odżywiania (to bardzo częsty scenariusz, mówią badania), tak samo żucie i plucie na ogół ewoluuje się w żucie, połykanie i wymiotowanie. Gdy masz już ciastko w ustach, twój apetyt rośnie, w końcu nie możesz się powstrzymać i połykasz, a potem czujesz wyrzuty sumienia – zmuszasz się więc do wymiotów, spędzasz kilka godzin na siłowni i/lub połykasz tabletki przeczyszczające. Czyli – stajesz się bulimiczką. A bulimia to już ryzyko pęknięcia żołądka, wrzodów przełyku, zepsutych zębów (w przypadku wymiotów) i uszkodzonych jelit (w przypadku przeczyszczania). A co zyskujesz? Niewiele, mniej więcej połowa posiłku i tak zostanie w twoim ciele i odłoży się w postaci tłuszczu (nawiasem mówiąc, w przypadku żucia i plucia – przyswoisz około 1/3 kalorii). To właśnie strach przed bulimią skłonił Umę do wizyty u specjalisty. – Udało mi się zerwać z nałogiem, zanim sprawy zaszły za daleko – cieszy się. Ustaliła z dietetykiem plan posiłków, chodzi na fitness i do psychologa. – Dawno nie czułam się tak dobrze i nie miałam tyle energii – mówi. I z okazji Wielkanocy kupiła dwa czekoladowe jajka. Jedno podarowała współlokatorce. Drugie zjadła.

l
Reklama

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama