Reklama
Reklama

Czy testy genetyczne pomagają schudnąć?

Czy testy genetyczne pomagają schudnąć? fot. istock.com
TAGI:

Magdalena Błaszczak

03kwietnia2019

Masz 1500 złotych i chcesz schudnąć lub wyglądać lepiej? Możesz je wydać na testy, które określą, co powinnaś jeść. Tylko czy to ci się będzie opłacać?

Dwanaście lat temu wprowadzono do Polski nowe testy na alergie i nietolerancje pokarmowe. Pamiętam, że to była prawdziwa rewolucja. Choć na początku kosztowały majątek, wiele osób zobaczyło w tym szansę na szczuplejszą sylwetkę (w większości przypadków nie chodziło wcale o poprawę stanu zdrowia). Wyniki wskazywały najczęściej, że wszyscy przebadani są mocno uczuleni na większość produktów, które jedzą na co dzień. Po przejściu na dietę wykluczającą alergeny bardzo chudli i byli niesamowicie zadowoleni. Jeśli wierzyć niektórym klinikom zajmującym się tego typu badaniami, aż 90% ludzi cierpi na choroby przewlekłe spowodowane przez opóźnione alergie pokarmowe (nietolerancje pokarmowe). Te opóźnione alergie mogą odpowiadać za większość chorób, które mamy, nadwagę, przewlekłe zmęczenie i depresję, migreny, nowotwory, chorobę wieńcową, nadciśnienie, cellulit, cukrzycę, łuszczycę, zaburzenia hormonalne, chorobę Hashimoto, niepłodność, impotencję i wiele innych. Bo alergia to bardzo skomplikowane zjawisko wywołane przez układ odpornościowy, czyli przede wszystkim przez specjalne komórki krwi – ma różne oblicza i różny mechanizm działania. Może mieć charakter natychmiastowy i opóźniony – ukryty, dający późne i nieswoiste objawy. W takiej klinice można się dowiedzieć, że alergia jest chorobą przewlekłą, co oznacza, że może trwać całe życie. Ale też, że na szczęście badania krwi pozwalają zdiagnozować alergie i choroby z autoagresji. „Wystarczy” mieć (w zależności od miejsca) zazwyczaj od 450 do 1450 złotych. Dziesięć lat temu jako początkująca dziennikarka działu urody zrobiłam więc w znanej warszawskiej klinice test na alergie pokarmowe, aby opisać całą kurację na łamach magazynu, w którym wtedy pracowałam. Byłam (i jestem) zdrowa, nie dolegało mi kompletnie nic. Młoda, zdrowo się odżywiająca, trenująca systematycznie, co tylko mogłam, z idealnymi wynikami badań, w świetnej formie psychicznej, zadowolona z życia. Wyniki były dla mnie szokujące, bo okazało się, że mam alergię prawie na wszystko! Naprawdę! Na zboża (mogłam jeść tylko jedną kaszę – jęczmienną), na nabiał, mleko, jajka, mięso (każdy rodzaj), większość owoców, większość warzyw, na przyprawy, a także na alkohol, kawę i herbatę. Przeszłam na trzymiesięczną dietę opartą na jedzeniu kaszy, dwóch rodzajów ryb (z czego w Polsce dostępna była tylko jedna, a nazwa drugiej brzmiała tak orientalnie, że trudno było ją nawet wymówić), mandarynek, bakłażanów i cukinii. Owszem schudłam i to spektakularnie, i miałam jeszcze lepszy humor. Ale myślę, że każdy, kto odstawiłby mleko (składnik większości słodyczy, ciastek, ciasteczek), cukier (również), pieczywo, mięso i alkohol – też by schudł. Zero śmieciowego jedzenia, żadnych „cheat days” – również poprawiłoby mu samopoczucie. Pamiętam, że na cotygodniowych wizytach dostawałam jakiś nowy bonus – wprowadzaliśmy nowy składnik do diety, który wtedy traktowałam z takim namaszczeniem, jak dziecko długo wyczekiwany prezent pod choinką. Efekt końcowy nie był jednak najlepszy – na tak restrykcyjnej diecie (porcje były naprawdę małe!), co prawda zeszłam do rozmiaru 36, ale musiałam przestać trenować, bo zwyczajnie nie miałam siły. Strasznie ucierpiała moja odporność. Zaczęło się od jednej infekcji wirusowej (kaszel, katar), z której nie mogłam wyjść – infekcja goniła kolejną, i tak trwało to przez sześć tygodni z gorączką ponad 39 stopni. Na tym zakończyłam eksperymentowanie z dietą. Myślę, że dzisiaj nie powtórzyłabym takiej kuracji, chyba że rzeczywiście mój organizm dawałby sygnały, że szkodzi mi jakiś składnik z pożywienia albo dolegałaby mi jakaś choroba. Być może testy na nietolerancje pokarmowe i alergie pomogły wielu innym osobom. W moim życiu niewiele zmieniły, bo ograniczając jedzenie do tak małych porcji i tak bym schudła. Poza tym, jak przekonuje Agnieszka Piskała, dietetyczka: „Nietolerancjom pokarmowym, w przeciwieństwie do testów genetycznych, nie można dowierzać, bo nie są na stałe, mogą pojawiać się i znikać. Czasami obarczone są też dużym błędem, ponieważ występują np. alergie krzyżowe np. brzozy i marchewki. Jeśli zrobimy testy na wiosnę, kiedy pylą brzozy i jesteśmy na nie uczulone, to w testach na nietolerancje wyjdzie, że mamy uczulenie na marchewkę, co wcale nie musi być prawdą. Mi kiedyś w takich badaniach wyszło, że mam alergię na banany, a to nieprawda, bo jeśli jemy codziennie jednego banana, w organizmie powstają naturalne przeciwciała i to może zaburzać wyniki testów na nietolerancję. Dodatkowo nietolerancje bywają przejściowe”. Warto również rozróżnić dwie jednostki chorobowe, alergię i nietolerancję, które często są stosowane zamiennie, a znaczą coś innego. Alergia jest reakcją organizmu na konkretne białko, np. alergia na białko mleka krowiego lub białko zbóż. Nietolerancja to reakcja organizmu na inny składnik np. cukier, stąd nietolerancja laktozy, czyli cukru mlecznego.

CO MOŻNA WYCZYTAĆ Z GENÓW?

Według Agnieszki Piskały testy genetyczne są natomiast niezmienialne przez całe życie. To, co mamy zapisane w naszym DNA, nigdy nie ulegnie zmianie, tak samo jak jutro nie obudzimy się z trzecią ręką czy z innym kolorem oczu. W testach genetycznych dostajemy również odpowiedzi o predyspozycjach do nietolerancji laktozy czy celiakii, ale głównie chodzi o informacje na temat metabolizmu kluczowych witamin, składników mineralnych i makroskładników, takich jak białko, tłuszcz czy węglowodany. Kilka lat później, pracując dla innego magazynu, postanowiłam zrobić te testy (w zależności od pakietu – od 750 zł do 3000 zł). Były bezinwazyjne, bo polegały na pobraniu nabłonka z wewnętrznej strony policzka za pomocą specjalnej szczoteczki i poddaniu go laboratoryjnej analizie. Według twórców Genodiety wpływ genów na siebie powoduje, że nasz organizm pracuje w określony sposób i ma zapotrzebowanie na konkretne składniki odżywcze lub też wymaga unikania niektórych z nich. Takie dostosowanie jadłospisu ma pomóc zachować świetną formę i zdrowie.

KTO POWINIEN ZROBIĆ SOBIE TESTY GENETYCZNE?

Twórcy Genodiety twierdzą, że jest ona dopasowywana indywidualnie. Nie ma dwóch takich samych osób, a co za tym idzie – nie będzie dwóch identycznych planów żywieniowych. Spersonalizowana dieta ułożona na podstawie testów ma pomóc uniknąć wielu problemów zdrowotnych, które są zapisane w DNA: cukrzycy, miażdżycy, niektórych alergii i nietolerancji. Jej stosowanie może zapobiegać nawet nowotworom czy udarom. Jest to też podobno skuteczny sposób na odchudzanie, bo Genodieta identyfikuje różne warianty kodu DNA. Wpływają one na naszą specyficzną zdolność przetwarzania tłuszczów (test wykazał, że moja jest średnia, więc dieta wysokotłuszczowa byłaby falstartem) i węglowodanów (okazuje się, że przetwarzam je wspaniale, dlatego bez wyrzutów sumienia mogę zajadać ulubione bułki). To wszystko pozwala na wykrycie produktów spożywczych sprzyjających osiągnięciu optymalnej wagi bez efektu jo-jo. Podsumowanie pierwszego tysiąca testów Genodiet Completo przeprowadzonych w Polsce potwierdza, że „Piramida Zdrowego Odżywiania” jest wskazana jedynie dla 52% populacji. Pozostali wymagają indywidualnej „wariacji” na jej temat, żeby była ona korzystna dla ich zdrowia, figury i samopoczucia. Agnieszka Piskała dodaje, że te testy bardzo ułatwiają jej pracę, kiedy pomaga komuś zrzucić zbędne kilogramy. „Zaletą badań genetycznych są lepsze rezultaty w odchudzaniu pod kontrolą dietetyka, który nie musi już trochę »na czuja« modyfikować dotychczasowego jadłospisu pacjenta na zasadzie: »proszę jeść więcej białka, to przyspieszymy metabolizm, ograniczyć tłuszcze i ciut zwiększyć węglowodany złożone«. A potem modlić się do następnej wizyty, by to zadziałało. Jeśli nie zadziała, mamy naturalne poczucie zawodowej klęski, a pacjentowi automatycznie spada motywacja i… zaufanie do dietetyka, w którym pokładał całą nadzieję. Robiąc testy genetyczne, dietetyk ma narzędzie do konkretnej pracy, a z własnej obserwacji widzę też, że pacjent ma więcej pokory. To dobry znak, ponieważ teraz to nie dietetyk mu mówi, co ma zmienić w dotychczasowym sposobie żywienia, tylko… jego własny organizm”.

CZY TESTY GENETYCZNE SĄ SKUTECZNE?

Przekonuje też, że nowa dieta nie jest związana z wielkimi zmianami żywieniowymi. Dieta nadal jest komponowana na bazie dotychczasowych produktów spożywczych, tylko w różnych proporcjach. Dla większości pacjentów to swoiste „uff…”, że nie trzeba teraz zdobywać na obiad mięsa reniferów czy wody z lodowca :-). Dla niektórych niestety wyniki testów to rozczarowanie. Ja na przykład liczyłam, że moje 64 kilogramy są wynikiem aktywnego genu otyłości FTO. „Niestety” moja skłonność do tycia jest według wyników testu zupełnie przeciętna, więc prawdziwych winowajców powinnam poszukać raczej w swojej lodówce i na talerzu… Pozostałe wyniki testu wyszły u mnie dość dobrze (w przeciwieństwie do testu na alergie pokarmowe). Powinnam uważać na sól w diecie (ale kto nie powinien?), mam zielone światło na kawę (uff!), mam dosyć dobre zdolności antyoksydacyjne (dość szybko się „naprawiam”, też po imprezie), dobrze metabolizuję witaminę D, raczej nie zachoruję ani na miażdżycę, ani na cukrzycę. Świetnie toleruję te znienawidzone przez odchudzających się gluten i laktozę (a test na alergie pokarmowe wskazywał, że strasznie!). Czy jednak wydałabym tyle pieniędzy, żeby się o tym dowiedzieć? Nie mam pojęcia, bo… o tym wszystkim raczej podświadomie wiedziałam. Czuję się dobrze, mam nadal świetne wyniki badań. Poza tym nie każda z nas ma wolne 1500 złotych w portfelu na testy wykrywające alergie pokarmowe lub na genetyczne. Myślę, że największy sens robienia takich badań jest w przypadku noworodków i niemowląt, aby w zależności od wyników testu, wypracować w nich nawyki żywieniowe, które będą im towarzyszyły przez całe życie. Choć z drugiej strony, rodzice powinni to robić bez względu na wyniki testów, prawda?

Reklama

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama