Reklama
Reklama

Mój pierwszy raz z medycyną estetyczną...

Mój pierwszy raz z medycyną estetyczną... fot. istock.com

Magdalena Błaszczak

23lutego2019

W gabinetach lekarskich coraz częściej pojawiają się bardzo młode dziewczyny...

Paulina ma skończone 35 lat, kiedy przychodzi po raz pierwszy do gabinetu medycyny estetycznej. Do tej pory uważała, że na „zastrzyki w twarz” jest za wcześnie, ale za bardzo zaczęły jej dokuczać pierwsze, utrwalone zmarszczki i to, że na jej twarzy widać nieuchronnie zbliżającą się czterdziestkę. Na swoje selfie patrzy z niesmakiem. Co prawda lekko przerażają ją słowa „botoks” i „wypełniacze”, jest jednak pod wrażeniem zdjęć celebrytek, które choć są jej rówieśnicami, wyglądają o dobre dziesięć lat młodziej. Boi się, że wyjdzie od lekarza z nieruchomą twarzą, nienaturalnie wielkimi wargami, a przede wszystkim boi się tego, że wszyscy zauważą, że „coś robiła”.

Ania odwiedza ten sam gabinet tuż po 18. urodzinach – ma w kieszeni 1200 złotych. Ta kwota to wymarzona zrzutka na zabieg, którą przyjaciele zrobili z okazji jej urodzin. Ania od kilku lat  ma ogromne kompleksy z powodu krzywego i nieładnego nosa. Od dawna marzy o korekcie kwasem hialuronowym, dlatego nie mogła doczekać się osiemnastych urodzin.  Dla Natalii (21 lat) to nie będzie pierwsza wizyta w gabinecie medycyny estetycznej. Dwa razy już powiększała usta, choć tak naprawdę nigdy nie miała małych. Teraz ma wrażenie, że znowu zmalały. Do tego chciałaby uwydatnić kości policzkowe i unieść nieco brwi botoksem, żeby mieć bardziej wyraziste spojrzenie. Jako swój  ideał pokazuje w klinice zdjęcia dziewczyn na Instagramie. Wszystkie naprawdę wyglądają prawie tak samo – mają ogromne usta, wielkie oczy, wystające kości policzkowe, szczupłe twarze, wyraźnie zarysowane brody, malutkie noski. Różnią je głównie kolor oczu i odcień przedłużanych włosów.   

Paulina, Ania i Natalia mają to szczęście, że trafiają do dobrej kliniki, gdzie przyjmują świetni specjaliści. Tacy, którzy nie tylko mają poczucie estetyki, ale też nie chcą zarabiać pieniędzy za wszelką cenę. Kierują się zasadą, że pacjentki, które wychodzą z ich gabinetu, są później ich najlepszą i najbardziej wiarygodną wizytówką. Dlatego Paulina po dwóch wizytach wygląda kilka lat młodziej, bardziej świeżo i promiennie, trochę tak, jakby właśnie wróciła z wakacji. Ale nie zmieniły się jej rysy twarzy, nadal jest tą samą Pauliną i nikt nie jest w stanie się zorientować, ze ktoś przy jej twarzy majstrował strzykawką. Ania jest w końcu szczęśliwa, bo po jednej wizycie pozbyła się największego kompleksu, który nie dawał jej żyć od lat – krzywego nosa.

A Natalię udało się przekonać, że kolejne powiększenie ust będzie wyglądało karykaturalnie. Zamiast kwasu hialuronowego w policzki, zaproponowano jej go w całą twarz w postaci nawilżającej mezoterapii. Szanujący się lekarz powinien potrafić odmawiać. Dr n. med. Diana Kupczyńska z Kliniki Ars Estetica mówi: „Bardzo często, szczególnie młodym kobietom, odmawiam kolejnego zabiegu powiększania ust, żeby uniknąć karykaturalnego efektu. Nie odmawiam natomiast pomocy, jeśli pacjentka jest młoda, ale ma realny problem, który mogę pomóc rozwiązać.

Najczęściej są to blizny potrądzikowe, przebarwienia, rozszerzone naczynka na twarzy, widoczna asymetria czy leczenie powikłań po zabiegach wykonanych przez osoby, które nie mają wiedzy i umiejętności z zakresu medycyny estetycznej”. Dariusz Myśliwy, lekarz medycyny z Atena Centrum, potwierdza, że przypadek Natalii nie jest wcale taki rzadki: „Tak, oczywiście, zdarzają się pacjentki, które wymuszają wykonywanie zdecydowanie przesadzonych zabiegów. Dotyczy to zwłaszcza nadmiernego powiększania ust i  zabiegów wolumetrycznych – podkreślających zbyt mocno kości policzkowe”.

Czy skóra się nie przyzwyczai?

Dr Joanna Kuschill-Dziurda mówi, że przed zabiegami z zakresu medycyny estetycznej wciąż mamy wiele niesłusznych obaw: „Jedno z częstszych pytań, jakie słyszę od moich pacjentek, brzmi: czy skóra się nie rozleniwi, czy się nie przyzwyczai, i co będzie, jeśli przestanę wykonywać tego typu zabiegi – czy nie będzie gorzej? Zawsze odpowiadam, że nie, bo tak naprawdę w ten sposób zatrzymujemy w czasie nasz naturalny proces starzenia się. Nawet jeśli ktoś przestanie wykonywać zabiegi z różnych powodów, to i tak wykonanie zabiegów medycyny estetycznej na pewien czas spowolniło naturalne starzenie się skóry”.

Potwierdza to Antoni Krajewski, lekarz medycyny z Beauty Address Kliniki Kosmetologii i Medycyny Estetycznej: „To, że raz zostanie przeprowadzony zabieg z zakresu medycyny estetycznej, nie skutkuje koniecznością powtarzania zabiegów w przyszłości. Preparaty, których używamy w gabinetach, ulegają wchłonięciu po upływie kilku do kilkunastu miesięcy, nie powodując efektu uzależnienia skóry. Stymulują natomiast syntezę kolagenu, białka odpowiedzialnego za elastyczność skóry, co odracza moment pojawienia się zmarszczek. Większość pacjentów decyduje się na powtórzenie zabiegu, nie z powodu gorszego wyglądu skóry po ustaniu działania preparatu, ale dlatego, że byli zadowoleni z wyglądu po zabiegu."

Czy nie jest za wcześnie?

Na moje pytanie, kiedy warto po raz pierwszy odwiedzić lekarza medycyny estetycznej, nie dostałam jednoznacznej odpowiedzi. Oczywiście trzeba mieć ukończone 18 lat, aby nie była wymagana zgoda rodziców lub opiekunów prawnych. Z całą pewnością, jeśli chodzi o kompleksy, np. korektę nosa, usuwanie blizn – to im wcześniej, tym lepiej, bo nie ma sensu zamartwiać się nimi przez lata.

Dr Dariusz Myśliwy mówi: „W naszym Centrum najmłodszą  pacjentką była 17- letnia dziewczyna z bardzo dużymi bliznami potrądzikowymi. Poddaliśmy ją dużej liczbie zabiegów laserem ablacyjnym C02, ostrzykiwaliśmy osoczem bogatopłytkowym oraz niezastąpionym  kwasem hialuronowym z hydroksyapatytem wapnia Neauvia Stimulate. Cała terapia trwała aż rok, ale zakończyła się wielkim sukcesem. Dziewczyna odzyskała pewność siebie
i w końcu była szczęśliwa”. Inaczej sprawa ma się w przypadku odmładzania. Tu wiek gra drugoplanową rolę, bo każda z nas starzeje się w innym tempie. Jest to zależne od wielu czynników: genów, pielęgnacji, trybu życia, hormonów. 

Dr  Joanna Kushill-Dziurda twierdzi, że 25. urodziny to dobry czas na pierwszą wizytę: „Starzenie się skóry przeciętnie rozpoczyna się około 25 roku życia. To dobry moment, aby odwiedzić lekarza medycyny estetycznej i zadbać o skórę poprzez dobranie właściwej pielęgnacji i omówienie ewentualnych zabiegów, aby podtrzymać jej zdrowie”. Na moje pytanie, na jakie zabiegi przychodzą najczęściej młode kobiety, lekarze odpowiedzieli zgodnie, że na powiększanie ust.

Dość często korzystają też z korekty kształtu nosa kwasem hialuronowym lub przy mocnej pracy mięśni mimicznych – zabiegi z użyciem botoksu, aby nie utrwalały się zmarszczki mimiczne przy oczach czy na czole. Bo w przypadku botoksu lekarze biorą pod uwagę nie tylko datę urodzenia pacjentki, ale też mimikę twarzy. Jeśli ktoś jest młody, ale ma urodę, którą cechuję nadmierna mimika, warto ją przyhamować botoksem, żeby opóźnić w przyszłości powstawanie zmarszczek. I nie ma co się martwić tym, że zamrozi się twarz. Niewielka ilość botoksu umiejętnie podana jest zupełnie niewidoczna.

Co za dużo, to niezdrowo

Odpowiednio dobrane zabiegi mogą nas odmłodzić o pięć, a nawet o dziesięć lat, ale
nie o 30. We wszystkim trzeba znać umiar, aby wyglądać naturalnie, a nie zabawnie. W gabinetach lekarskich lekarze nie tylko odwodzą dziewczyny od zbytniego powiększania ust lub policzków, ale też od wykonywania zabiegów, które zbyt mocno wpływają na strukturę skóry.

Przykład: dr Joanna Kuschill-Dziurda nie wykonuje zazwyczaj zabiegów z użyciem kwasu polimlekowego, hydroksyapatytu wapnia czy nici PDO u kobiet przed 40. rokiem życia. Do tego wieku najczęściej wykonuje kwas hialuronowy, lasery, peelingi i botoks. Ale oczywiście są pewne odstępstwa, jak we wszystkim. Dobry lekarz wie, kiedy warto sięgnąć po cięższą amunicję. Kiedy w jej gabinecie pojawiła się 37-letnia pacjentka ze skórą 57-latki, w ogóle się nie wahała i od razu zaproponowała Sculptrę, której działanie opiera się na bardzo intensywnym stymulowaniu skóry. Okazało się, że kobiecie przedwcześnie wygasła aktywność jajników, i już po trzydziestce weszła w okres menopauzy. Ponieważ nie otrzymała hormonalnej terapii zastępczej, jej skóra zaczęła się starzeć i tracić jędrność w zastraszającym tempie. Na szczęście lekarka wiedziała, co w tym przypadku zadziała najskuteczniej i dzięki temu pacjentka wygląda dzisiaj młodziej. Doktor Joanna „zwróciła” jej tych 20 lat, które zabrała przedwczesna menopauza.

Artykuł premierowo pojawił się w magazynie Cosmopolitan – styczeń 2019 / 1 (260)2019

Reklama

Polecamy również

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama

Najpopularniejsze

Reklama